ISBNewsLetter
S U B S K R Y P C J A

Zapisz się na bezpłatny ISBNewsLetter

Zachęcamy do subskrypcji naszego newslettera, w którym codziennie znajdą Państwo najważniejszą depeszę ISBnews, przegląd informacji dostępnych w naszym Portalu i kalendarium nadchodzących wydarzeń biznesowych i ekonomicznych. Subskrypcja jest bezpłatna.

* Dołączając do ISBNewsLetter'a wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204). Twój adres e-mail będzie wykorzystany wyłącznie do przekazywania informacji na temat działań ISBNews i nie zostanie przekazane podmiotom trzecim. W kazdej chwili można wypisać się z listy subskrybentów klikając link na dole każdego ISBNewsLettera.

Najnowsze depesze: ISBnews Legislacja

  • 21.01, 10:10UCL Leaders: Transformacja energetyczna nie musi zagrażać zyskowności firm 

    Londyn, 21.01.2020 (ISBnews) - Transformacja energetyczna nie musi zagrażać zyskowności firm, wręcz przeciwnie - pozwala obniżać koszty i zwiększać wartość firmy, uważają uczestnicy konferencji UCL Leaders: Poland in a Global World, zorganizowanej w Londynie przez stowarzyszenie polskich studentów na University College London (UCL). Agencja ISBnews była patronem medialnym konferencji.

    "Nie ma już pytania, czy transformacja energetyczna będzie miała miejsce, czy nie. Nawet, jeśli rządy spóźnią się z jej wdrożeniem czy z tworzeniem rozwiązań, które by ją wspierały - ta zmiana i tak nastąpi, ze względu na rynki, w których działamy" - powiedział podczas konferencji doradca w obszarze zrównoważonego rozwoju i badania wpływu Rafał Rudzki z Deloitte.

    "Możemy się zgodzić, że transformacja stwarza ryzyka dla biznesu, ale także - szereg szans, które w przeszłości pomijano. Musimy wyjść poza myślenie w kategoriach krótkoterminowych, w tym także w zakresie zysków. Po drugie, transformacja na poziomie Unii Europejskiej musi być wspierana przez regulacje - nie ma innej drogi" - dodał.

    Uczestnicy konferencji UCL Leaders zgodzili się, że zmiany zarówno na poziomie regulacji, jak i decyzji biznesowych to kwestia teraźniejszości - nie można ich już odkładać.

    "ONZ zgodziła się nawet na zmianę terminologii - na kryzys klimatyczny (climate crisis) ze zmian klimatycznych (climate change)" - zwrócił uwagę dyrektor generalny UN Global Compact w Polsce Kamil Wyszkowski.

    "Kryzys klimatyczny będzie katastrofą, nie będzie to stopniowy, długotrwały proces, jak kryzys finansowy, który rozpoczął się w 2008 roku" - ostrzegał Bolesław Rok z Katedry Przedsiębiorczości i Etyki w Biznesie Akademii Leona Koźmińskiego.

    Jednak - jak podkreślał prezes Pfleiderer Group Zbigniew Prokopowicz - transformacja już ma miejsce, choć w tempie wolniejszym, niż należałoby oczekiwać. Niemniej jednak rozwój technologii pozwala liczyć na jego przyspieszenie.

    "Już dziś w naszych zakładach stosujemy rozwiązania z Przemysłu 4.0 - big data, sztuczną inteligencję. Pomaga to np. zmniejszyć zużycie wody i zwiększa naszą zyskowność. Nie ma sprzeczności między transformacją energetyczną a wypracowywaniem zysków" - powiedział Prokopowicz podczas konferencji.

    Dodał, że w przypadku Pfleiderer Ggroup transformacja energetyczna to jeden z ważnych czynników wzrostu. Grupa odeszła już od uzależnienia od tradycyjnych paliw kopalnych - ponieważ są one droższe.

    "Firmy dbające o zrównoważony rozwój (tzw. sustainable companies) są dziś więcej warte niż te, które się na to nie zdecydowały. Tak więc np. z punktu widzenia inwestorów private equity ważne jest, czy firma dba o zrównoważony rozwój. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, chodzi o przychody brutto (top line) - produkt zgodny z zasadami zrównoważonego rozwoju jest znacznie bardziej interesujący z tego punktu widzenia; w Pfleiderer Group mamy takie produkty" - argumentował prezes.

    Drugi element to redukcja kosztów - dzięki mniejszemu zużyciu energii elektrycznej i wody. Kolejne argumenty za zrównoważonym rozwojem w firmie to większa efektywność produkcji oraz lepsza motywacja pracowników niż w przedsiębiorstwach, które nie zwracają uwagi na kwestie ekologiczne.

    Tegoroczna, IV. edycja Konferencji UCL Leaders: Poland in a Global World powstła we współpracy z Amazon, Mastercard oraz Kulczyk Investments.

    (ISBnews)

     

  • 08.01, 08:53Prezes Personnel Service za wydłużeniem pozwoleń na pracę dla Ukraińców do 2 lat 

    Warszawa, 08.01.2020 (ISBnews) - W obliczu możliwego odpływu z Polski do Niemiec nawet 200 tys. ukraińskich pracowników w tym roku, należy przede wszystkim oferować pracującym u nas Ukraińcom oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy na 24 miesiące zamiast obecnych sześciu miesięcy, ocenia w rozmowie z ISBnews prezes Personnel Service Krzysztof Inglot. Według niego, należy wrócić do planów przyjęcia strategii imigracyjnej, która uwzględni m.in. ułatwienia w łączeniu rodzin oraz szereg zachęt skłaniających obcokrajowców do wiązania swojej przyszłości z Polską. 

    "Obawiamy się poluzowania na niemieckim rynku pracy. Według zapowiedzi, w maju lub nawet wcześniej możliwe jest rozszerzenie wachlarza zawodów, których wykonawcy będą mile widziani na niemieckim rynku pracy. Może wtedy dojść do sytuacji, w której jeszcze więcej pracowników z Ukrainy pomyśli o wyjeździe do Niemiec zamiast do Polski. Najbardziej obawiałbym się o sektor przemysłowy - bo nawet, jeśli ci ludzie będą pracować przy pakowaniu czy w logistyce, to dla nich różnica w wynagrodzeniu będzie jednoznaczna - między 9,5-10 euro na rękę w Niemczech wobec 13 zł na rękę w polskiej fabryce. Tak więc wynagrodzenia mogą skusić do wyjazdu do Niemiec nawet tych, którzy pracują w polskich fabrykach" - powiedział Inglot w rozmowie z ISBnews. 

    Wynagrodzenia dla Ukraińców wzrosły o ponad 20% w ciągu ostatnich dwóch lat, a w 2020 r. mogą wzrosnąć o kolejne ok. 10%, tj. do poziomu prawie 14 zł - pod warunkiem, że Niemcy nie wykonają jakiegoś bardziej agresywnego ruchu, dodał. 

    Według prognoz firmy, w sytuacji większego otwarcia się rynku niemieckiego na osoby spoza Unii Europejskiej, nawet ponad 200 tys. ukraińskich pracowników może w 2020 r. odpłynąć z Polski do Niemiec. 

    Prezes wskazał, że najwięcej pracowników będzie poszukiwanych w niemieckim rolnictwie, ogrodnictwie oraz w sektorze HoReCa.

    Podkreślił również, że liczba wakatów w niemieckiej gospodarce zmalała do ok. 5 mln z nawet 10 mln kilka lat temu, co oznacza, że pojawia się wewnętrzna podaż pracowników, co szczególnie widoczne jest w przemyśle motoryzacyjnym, który w coraz większym stopniu przechodzi na auta elektryczne. 

    "Wiedząc o tym, że 11% polskiego PKB z ostatnich 5 lat zawdzięczamy właśnie pracownikom z Ukrainy, nie możemy spać spokojnie i czekać na to, w jakim stopniu Niemcy otworzą swoje granice. Weźmy pod uwagę to, że skoro Węgrzy odrobili polską lekcję i otworzyli się na pracowników z Ukrainy, to także my powinniśmy odrobić węgierską lekcję i powinniśmy zacząć dawać oświadczenia nie na sześć miesięcy, ale tak jak Węgrzy - na dwa lata" - powiedział Inglot. 

    Podkreślił, że na konieczność przedłużenia okresu, na jaki wydawane są oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy nie-sezonowej cudzoziemcowi (obecnie to do 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy) wskazuje ponad 70% zarówno pracowników, jak i pracodawców ankietowanych przez Personnel Service. 

    "Pracownicy mówią, że chcieliby przyjechać na 12-18 miesięcy. Z kolei polski pracodawca mówi, iż potrzebuje pracownika nierotującego, który zapewni ciągłość kompetencji, niższe koszty wdrożenia, a tymczasem administracja wymusza sześciomiesięczną rotację. Oczywiście, można ubiegać się o kartę pobytu, ale bardzo często czeka się na nią 6-12 miesięcy, w zależności od województwa" - dodał prezes. 

    Według niego, Polska powinna także przedstawić listę zawodów, których wykonawcy są w naszym kraju szczególnie mile widziani. Jednak administracja powinna potraktować kwestie imigracyjne znacznie szerzej. 

    "Dziś w Polsce brakuje strategii imigracyjnej. Kilka lat temu była bardzo dobra strategia, która zakładała stworzenie karty zawodów preferowanych, czyli zestawienia zawodów - typu lekarz, pielęgniarka - których przedstawiciele dostawaliby od razu długoterminowe pobyty. Przewidywała ona możliwość ściągania pracowników od razu z rodzinami, żeby zaczęli tu odprowadzać podatki, kupować mieszkania, a następnie - żeby kupowali dobra konsumpcyjne. Ważne, żeby tu ściągać ludzi do 35. roku życia. To było już zapisane w strategii, do której warto wrócić" - postuluje Inglot. 

    Według niego, Polska powinna nastawiać się przede wszystkim na pozyskiwanie pracowników - wraz z rodzinami - z Ukrainy i Białorusi, a nie z krajów azjatyckich, którzy mogą otrzymywać wizy nawet na 12 miesięcy. 

    "Zbyt szerokie otwieranie się na imigrację azjatycką może być problematyczne. Co do zasady - jest to grupa, która słabiej asymiluje się z polskim społeczeństwem. I tak jak Ukraińcy mieszkają, uczą się, studiują, chodzą do przedszkola, to w ich przypadku mamy do czynienia z gettami zawodowymi. A nam powinno zależeć na ściąganiu tutaj młodych ludzi, którzy razem z nami będą budowali kraj, a nie na tworzeniu gett, w których ludzie tylko pracują, a potem często nielegalnie przedostają się dalej na Zachód. Dlatego należy robić wszystko, żeby równoważyć popyt na polskim rynku pracy pracownikami z Ukrainy i Białorusi, a nie szukać tak daleko" - argumentował prezes. 

    "Emigracja ukraińska to jest ponad 6 mln ludzi. My z tego tortu mamy 1/3, która jest w tej chwili podgryzana przez Czechy i Węgry i tu naprawdę mamy takiego partnera, gdzie gdybyśmy tylko mądrzej układali sobie naszą strategię imigracyjną, to moglibyśmy na wiele lat zabezpieczyć sobie potrzeby polskiej gospodarki i utrzymywać tę siłę wzrostową, którą osiągnęliśmy" - dodał. 

    Wskazał, że z Białorusi też mogłoby do Polski przyjechać kilkaset tysięcy osób. 

    "Białoruś podlega takim samym globalnym procesom komunikacyjnym, korzystają tam z internetu i to zaczyna im coraz bardziej otwierać oczy. W perspektywie białoruskiego pracownika, tam nie żyje się źle. Oni są stosunkowo zadowoleni ze swojej pracy i wybór wyjazdu do Polski nie dotyczy samej pracy, tylko chęci życia w kraju dostatniejszym, ładniejszym, być może bardziej wolnym, w którym ja i moja rodzina wolelibyśmy spędzić życie. O tym powinniśmy mówić - niepotrzebnie tematy polityki imigracyjnej zawężamy do tematów trywialnych, jak wynagrodzenie czy długość okresu oświadczenia. My już powinniśmy mieć strategię, która będzie budowała wizerunek Polski jako kraju wolnego, bezpiecznego, w którym jest dobrze żyć - tylko tak możemy przyciągnąć duże liczby pracowników czy z Białorusi, czy z Ukrainy czy z innych krajów, które są dla nas perspektywiczne" - wskazał Inglot. 

    Administracja publiczna powinna więc zajmować się także tym, w jaki sposób polskie szkolnictwo powinno być bardziej przyjazne dla imigrantów, jakie zwiększyć ich możliwości otrzymania kredytu, dodał. 

    "Taka wymiana ludzka i kulturowa buduje wspólnotę lokalną i poczucie bezpieczeństwa. Możemy, oczywiście, liczyć na to, że wielka polityka zbuduje nam bezpieczeństwo, ale wydaje mi się, że zacieśnianie społeczeństwa ukraińskiego, białoruskiego i polskiego buduje lepszą przyszłość dla wszystkich i wartość dodaną" - ocenił Inglot.

    Według prezesa, pomimo oczekiwanego spowolnienia gospodarczego, liczba nowych miejsc pracy w 2020 r. prawdopodobnie przekroczy 500 tys. (wobec ponad 700 tys. miejsc w 2018 r.). 

    Jednocześnie trudno - jego zdaniem - liczyć na powrót do kraju znaczącej liczby polskich emigrantów w tym i przyszłym roku. 

    "Ci wszyscy, którzy zorganizowali sobie życie w Wielkiej Brytanii tu już nie przyjadą, a wrócą głównie ci, którym z jakichś powodu tam nie wyszło. Koszty otoczenia są mniej istotne niż gotowość do przyjęcia niższego wynagrodzenia, dlatego wynagrodzenia w Polsce będą dla nich trudne do zaakceptowania. Nie liczyłbym w 2020 czy nawet 2021 roku na duży odpływ pracowników z Wielkiej Brytanii" - wskazał Inglot. 

    Poza Wielką Brytanią istotne są Norwegia, Szwecja - w państwach skandynawskich pracuje znacząca liczba polskich specjalistów, np. w logistyce czy przemyśle stoczniowym. Dla nich nie ma w Polsce praktycznie żadnych alternatywnych ofert, podkreślił także. 

    "Nie widzę możliwości, by w Polsce samodzielnie poradzić sobie z kwestią utrzymującego się wysokiego popytu na pracę, po prostu trzeba się otworzyć na imigrację" - podsumował prezes. 

    Renata Oljasz

    (ISBnews)

     

  • 31.12, 16:56Eksperci apelują o powrót do prac nad Refundacyjnym Trybem Rozwojowym 

    Warszawa, 31.12.2019 (ISBnews) - Refundacyjny Tryb Rozwojowy - system obejmujący narzędzia służące stymulowaniu rozwoju przemysłu farmaceutycznego w Polsce - to rozwiązanie, które zostało uzgodnione już w 2016 r., jego brak spowalnia rozwój sektora farmaceutycznego w Polsce, uważają eksperci, z którymi rozmawiały serwisy ISBzdrowie.pl i ISBnews.TV. Co więcej, brak RTR może spowodować, że inwestorzy mogą wycofywać się z tego sektora w Polsce.

    "Od 4 lat mówimy o Refundacyjnym Trybie Rozwojowym (RTR) właściwie do tego samego grona - do osób, które są już przekonane, przynajmniej deklaratywnie, do wprowadzenia tego instrumentu. Warto byłoby wyjść poza to grono" - powiedział Dyrektor Relacji Zewnętrznych i Rynku Publicznego Szczepionek GSK Poland Krzysztof Kępiński w rozmowie z ISBzdrowie.pl i ISBnews.TV.

    "Pamiętam debatę z grudnia 2017, w której brali udział ministrowie Jadwiga Emilewicz i Łukasz Szumowski, wówczas pełniący funkcje w innych niż obecnie resortach oraz wiceminister zdrowia Marcin Czech. Wówczas od każdej z tych osób usłyszeliśmy, że RTR trzeba wprowadzić! Pracujmy, nie poddawajmy się, może za rok lub dwa będziemy rozmawiać już o efektach RTR" - podkreślił.

    Jak przypominają eksperci, projekt był gotowy, przedyskutowany i uzgodniony we wrześniu 2016 roku. Do dziś jednak nie udało się go wdrożyć.

    "Mam wrażenie, że to zabawa w głuchy telefon - my z jednej strony od tych czterech lat krzyczymy: produkcja, inwestycje, bezpieczeństwo lekowe, nakłady na badania i rozwój, a z drugiej strony jest albo echo, albo nic nam nie odpowiada, albo w najlepszym wypadku odpowiada: badania kliniczne, centra zakupowe, centra informatyczne, centra usług wspólnych" - powiedziała Katarzyna Dubno, Dyrektor Działu Relacji Zewnętrznych i Ekonomiki Zdrowia Grupy Adamed.

    "Dlaczego? Bo politycy nie do końca rozumieją tę branżę. Przykład - przepisy o specjalnych strefach ekonomicznych są tak skonstruowane, że nie jesteśmy w stanie z tego skorzystać i np. nie można wprost wyliczyć dochodu ulgi na R&D" - wskazała dyrektor w rozmowie z ISBzdrowie.pl i ISBnews.TV.

    Zdaniem Barbary Misiewicz-Jagielak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu farmaceutycznego (PZPPF), przeciwnikami RTR są firmy, które w Polsce nie inwestują. "Tymczasem ta branża naprawdę przynosi nam realne korzyści gospodarcze. Różnica między kwotą odprowadzaną przez krajowy przemysł do budżetu państwa a wydatkami NFZ na refundację produkowanych przez nas leków wynosi równowartość środków przeznaczanych na psychiatrię w Polsce" - wyliczała.

    Z kolei Krzysztof Łanda, wiceminister zdrowia w latach 2015-2017, autor pierwotnej koncepcji refundacyjnego trybu rozwojowego przypomniał, iż brak RTR spowoduje, iż ten sektor - zamiast się rozwijać - będzie się z Polski wycofywał.

    "Rynek farmaceutyczny w Polsce w zakresie produkcji leków będzie się kurczył. Jest źle i będzie coraz gorzej. Biznes medyczny jest tak innowacyjny i ma tak duży potencjał, że wiele krajów na świecie traktuje go jak koło zamachowe swoich gospodarek. Dlaczego w takim razie w Polsce nie uzyskuje on żadnego wsparcia ze strony rządu?" - wskazywał Łanda w rozmowie z ISBzdrowie.pl i ISBnews.TV.

    Wcześniej w 2019 r. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT) opublikowało "Raport końcowy w zakresie rekomendacji implementacji do polskiego porządku prawnego Rozwojowego Trybu Refundacyjnego (RTR)".

    Jak podkreślono w dokumencie, RTR będzie wspierał aktywności firm budujących ekosystem pro-innowacyjnego przemysłu farmaceutycznego w Polsce, takie jak: rozbudowa zaplecza badawczo-rozwojowego, tworzenie popytu na wyspecjalizowane usługi około-innowacyjne, a także rozbudowa bazy produkcyjnej (ze szczególnym naciskiem na wytwarzanie terapii biotechnologicznych).

    "Rozwojowy Tryb Refundacyjny przewiduje przyznanie m.in. preferencji refundacyjnych (ale także rozwiązania z grupy narzędzi grantowych, poza zakresem szczegółowych rozwiązań legislacyjnych w niniejszym opracowaniu) firmom, które otrzymają status Partnera Polskiej Gospodarki. RTR powstaje w ramach współpracy Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, które wspólnym wysiłkiem dążą do wypracowania innowacyjnego rozwiązania, które będzie stymulowało rozwój branży farmaceutycznej w dłuższej perspektywie czasowej – nie tylko krótkoterminowej perspektywie roku budżetowego. W ocenie Konsorcjum przygotowującego niniejsze rekomendacje oraz większości Ekspertów biorących udział w projekcie, kluczową kwestią dla wprowadzenia RTR jest zachowanie osobnego źródła finansowania instrumentów związanych z tym trybem, tak aby nie zwiększały on kosztu leków refundowanych, co z kolei wpływałoby na ograniczenie dostępności obecnie refundowanych terapii dla pacjentów" - czytamy w raporcie.

    (ISBnews)

     

  • 29.10, 09:37Biernacki z SEG: Rozporządzenie MAR będzie zmienione prawdopodobnie w 2020 r. 

    Warszawa, 29.10.2019 (ISBnews/ ISBnews.TV) - Rozporządzenie MAR (Market Abuse Regulation), zapewniające jednolitą regulację zapobiegania nadużyciom na poziomie unijnym) zostanie znowelizowane - rozpoczęły się konsultacje publiczne i prawdopodobnie w przyszłym roku będzie wniosek legislacyjny Komisji Europejskiej dotyczący zmiany przepisów, poinformował ISBnews.TV Piotr Biernacki, wiceprezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych (SEG), prezes Fundacji Standardów Raportowania.

    "Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) rozpoczął proces rewizji i przygotowuje raport, jak od 2016 roku rozporządzenie MAR jest stosowane. Efektem tego, prawdopodobnie w przyszłym roku, będzie wniosek legislacyjny Komisji Europejskiej dotyczący zmiany rozporządzenia MAR. W ramach grupy konsultacyjnej przy ESMA pracujemy nad stanowiskiem, które zbierałoby opinie różnych uczestników rynku, zarówno emitentów, firm inwestycyjnych, jak i inwestorów, co należy zmienić w zakresie rozporządzenia MAR, żeby ono lepiej chroniło przed nadużyciami, ale z drugiej strony nie powodowało nadmiernych trudności dla emitentów" - powiedział Biernacki w rozmowie z ISBnews.TV.

    Jego zdaniem, obecnie w rozporządzeniu MAR jest kilka przepisów, które niczemu nie służą, nie poprawiają ochrony inwestorów a są wyjątkowo uciążliwe dla emitentów.

    Jednym z nich jest nieprecyzyjna definicja informacji poufnej, czyli tych danych, które są ważne dla inwestorów, o których inwestorzy jeszcze nie wiedzą, i które spółka powinna natychmiast podać do publiczne wiadomości. "Tutaj jest pewne pole do poprawy" - wskazał.

    Innym przepisem budzącym wątpliwości jest obowiązek sporządzania przez spółki list osób blisko związanych rodzinie z członkami zarządów i rad nadzorczych, a także przechowywania tych list.

    "To informacje absolutnie nieprzydatne w zakresie nadzorowania ewentualnych podejrzanych transakcji. Natomiast powodują gromadzenie bardzo wrażliwych danych około 25 tys. osób w skali Polski oraz 0,5 mln w skali Unii Europejskiej" - podkreślił Biernacki.

    Zwrócił też uwagę, że w dzisiejszym reżimie prawnym spółki podchodzą bardzo zachowawczo do publikowania prognoz. "Prognozę trzeba sporządzić i poddać badaniu przez biegłego rewidenta, a to generuje koszty i powoduje negatywne konsekwencje dla samej spółki, która w przyszłości być może będzie musiała zmodyfikować tę prognozę" - stwierdził Biernacki.

    Według niego, to jest główny powód obecnie mniejszej popularności prognoz przyszłych wyników finansowych niż jeszcze kilka lat temu.

    "Nie jestem przekonany, czy zwiększenie ilości prognoz na rynku służyłoby samemu rynkowi. Z punktu widzenia inwestorów, to wygodne, ale można się zastanowić, czy to nie jest takie niewłaściwe zwalnianie inwestorów z odpowiedzialności za własne myślenie. To jednak inwestor powinien, na podstawie różnych danych udostępnianych przez spółki, wyrobić sobie swoją własną opinię na temat tego, jak spółka będzie sobie radziła w przyszłości i na tej podstawie podejmować decyzje inwestycyjne" - podkreślił Biernacki.

    Katarzyna Walterska

    (ISBnews/ ISBnews.TV)

     

  • 03.10, 15:08Wyrok TSUE: Nie tak groźny dla banków, nie tak dobry dla klientów jak oczekiwano 

    Warszawa, 03.10.2019 (ISBnews) - Dzisiejsze orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) dotyczące kredytów indeksowanych do waluty obcej nie spowodowało dramatycznych reakcji inwestorów, ani euforii zainteresowanych nim klientów banków. Wbrew części oczekiwań, okazało się nie aż tak groźne dla instytucji finansowych (których przedstawiciele przyznają, że ewentualne wypłaty na rzecz klientów będą rozłożone na lata), ani nie aż tak korzystne dla kredytobiorców (m.in. nie będzie możliwe przewalutowanie kredytu wraz z utrzymaniem szwajcarskiej stawki LIBOR).

    Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) stwierdziła, że sektor bankowy jest przygotowany na orzeczenie TSUE, jest dobrze skapitalizowany i bezpieczny. Komisja podkreślała, że polityka realizowana od długiego czasu przez nią i inne instytucje sieci bezpieczeństwa finansowego spowodowała, że banki z dużym udziałem kredytów walutowych zostały zobowiązane do posiadania odpowiednich kapitałów, co jest czynnikiem ograniczającym ryzyko związane z tymi kredytami.

    Związek Banków Polskich (ZBP) podtrzymał swoje szacunki, mówiące o nawet 60 mld zł kosztów związanych z orzeczeniem, ale przyznał, że byłyby one rozłożone na dłuższy czas. Każdorazowo bowiem o wdrożeniu wyroku na grunt polskiego prawa będzie musiał decydować sąd.

    Indeks WIG-banki tracił dziś przed godz. 15-tą 0,32%, przy wzroście notowań najszerszego indeksu WIG o 0,17%. Najwięcej traciły: BNP Paribas Bank Polski (-7,4%), Santander Bank Polska (-1,28%), ING Bank Śląski (-1,93%), PKO Bank Polski (-0,48%), BOŚ Bank (-0,6%). Z kolei część akcji banków zwyżkowała - np. Idea Bank (+20,83%), Getin Noble Bank (+3,07%), Bank Millennium (+2,61%), mBank (+2,11%), Pekao (+0,67%), Alior (+0,66%).

    Złoty zyskiwał dziś na wartości - jak przyznawali analitycy głównie dlatego, że inwestorzy byli przygotowani na gorszy scenariusz.

    W dzisiejszym orzeczeniu TSUE podał, że w zawartych w Polsce umowach kredytu indeksowanego do waluty obcej, nieuczciwe warunki umowy dotyczące różnic kursowych nie mogą być zastąpione przepisami ogólnymi polskiego prawa cywilnego. TSUE wskazała także, że prawo Unii Europejskiej nie stoi na przeszkodzie unieważnieniu spornej umowy przez polski sąd.

    Wyrok Trybunału nie odnosi się wprost do kwestii tego, czy po usunięciu klauzul przeliczeniowych z umów o kredyt indeksowany lub denominowany w walucie obcej, nastąpi automatyczna zmiana waluty kredytu z zastosowaniem dotychczasowego oprocentowania. Będą to musiały oceniać sądy w sprawach indywidualnych (UOKiK)

    "1/2 Dzisiejszy wyrok #TSUE w praktyce cz.1: sąd zbada, czy umowa zawiera postanowienia niedozwolone, a następnie oceni, czy można ją wykonywać bez takiego postanowienia. Jeśli uzna, że tak - umowa między konsumentem a przedsiębiorcą nadal obowiązuje, ale bez kwestionowanych klauzul

    2/2 Jeśli jednak sąd uzna, że umowa nie może funkcjonować bez klauzul uznanych za abuzywne, to umowa może upaść i zostać uznana za nieważną, a strony rozliczają się wzajemnie. Umowa może zostać uznana za nieważną wyłącznie za wyraźną i świadomą zgodą konsumenta" - czytamy na profilu UOKiK na Twitterze.

    UOKiK podkreśla, że umowa może zostać uznana za nieważną wyłącznie za wyraźną i świadomą zgodą konsumenta. Oceny tej, konsument dokonuje na datę rozstrzygania sporu. Sąd musi jednak przedstawić mu skutki upadku umowy, np. zasad rozliczenia się. Kredytobiorca musi mieć pełną świadomość skutków orzeczenia sądu o upadku umowy, ponieważ rodzi to poważne konsekwencje.

    Zdaniem TSUE, przepisy dyrektywy o nieuczciwych warunkach umów nie pozwalają, aby sąd krajowy uzupełniał luki wynikające z uznania postanowień za niedozwolone przepisami zawierającymi klauzule generalne odnoszące się np. do zgodnej woli stron czy dobrych obyczajów. Np. nie może zastąpić postanowienia dotyczącego przeliczania rat - kursem średnim NBP. Sąd może zastosować tylko tzw. przepisy dyspozytywne, czyli takie, które przewidują ich zastosowanie "jeśli strony nie umówiły się inaczej" i, zdaniem TSUE, zapewniają równowagę kontraktową stron umowy, wskazał też UOKiK.

    ***

    Poniżej przedstawiamy najciekawsze komentarze:

    "Wyrok TSUE nie jest również falą, która zatopi polski sektor bankowy - to ostrzeżenie przed stosowaniem klauzul abuzywnych oraz jasny sygnał do wyjścia naprzeciw prawom konsumentów" - wiceprezes UOKiK Tomasz Chróstny

    "Nie ma powodu byśmy zmieniali nasze oceny i kalkulacje [na 60 mld zł] na tym etapie, jakkolwiek podzielamy opinię, że te koszty rozkładałyby się w czasie" - prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz

    "Reakcja notowań polskich banków z największą ekspozycją na ten rodzaj kredytów była bardzo burzliwa, co mogło wynikać z różnych interpretacji wyroku. Ostatecznie notowania tychże banków na giełdzie zyskały, co również sugeruje, iż werdykt TSUE nie jest jednoznacznie dla nich niekorzystny" - analityk rynków finansowych XTB Arkadiusz Balcerowski

    ***

    Poniżej przedstawiamy najciekawsze fragmenty stanowisk i opinii uwzględnionych w dzisiejszych depeszach ISBnews:

    Dzisiejsze orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) nie oznacza automatycznego przewalutowania kredytów, jednak ma znaczenie dla postępowań sądowych oraz konsumentów, których umowy zawierają klauzule niedozwolone, uważa Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Zdaniem Urzędu, banki powinny wyeliminować z umów niedozwolone postanowienia umowne.

    […]

    Wyrok Trybunału nie odnosi się wprost do kwestii tego, czy po usunięciu klauzul przeliczeniowych z umów o kredyt indeksowany lub denominowany w walucie obcej, nastąpi automatyczna zmiana waluty kredytu z zastosowaniem dotychczasowego oprocentowania. Będą to musiały oceniać sądy w sprawach indywidualnych. Wyrok Trybunału jest wskazówką przede wszystkim dla polskich sądów, banków oraz konsumentów jak interpretować przepisy dyrektywy o nieuczciwych warunkach umów. Odnosi się do tego jak postępować w sporach o uznanie klauzul za niedozwolone i jakie okoliczności brać pod uwagę orzekając w postępowaniach o skutkach uznania postanowień za abuzywne. Mimo orzeczenia TSUE sytuacja sektora bankowego jest i będzie stabilna" - czytamy w komunikacie.

    "Orzeczenie Trybunału odnosi się zatem nie tylko do kredytów złotówkowych wyrażonych w walucie obcej, ale do każdej sprawy dotyczącej skutków stosowania nieuczciwych warunków umownych w Polsce. Jednak dla banków wyrok TSUE stanowi jasny sygnał jakie konsekwencje może mieć pozostawienie w umowach z konsumentami klauzul abuzywnych i strategia banku przewlekająca sprawę w sądzie" - skomentował prezes UOKiK Marek Niechciał, cytowany w komunikacie.

    Podkreślił, że to "najwyższy moment", aby banki usiadły do stołu z kredytobiorcami i rozwiązały problem z klauzulami abuzywnymi w umowach o kredyt hipoteczny. Unikną w ten sposób długich i kosztownych procesów, dodał.

    […]

    "Wyrok TSUE nie jest niespodzianką, gdyż jest rozwinięciem dotychczasowego orzecznictwa w sprawie skutków stosowania klauzul abuzywnych. Wyrok TSUE nie jest również falą, która zatopi polski sektor bankowy - to ostrzeżenie przed stosowaniem klauzul abuzywnych oraz jasny sygnał do wyjścia naprzeciw prawom konsumentów. Od dawna jako Urząd apelowaliśmy o samodzielne wypracowanie przez sektor bankowy konstruktywnych i rozsądnych propozycji rozwiązania problemu klauzul niedozwolonych. Było wiele czasu na wypracowanie akceptowalnych rozwiązań choć za mało decyzyjności, aby do tego doszło. Dziś ten apel urzędu do sektora bankowego jest jeszcze bardziej aktualny - jednocześnie zachęcamy, aby zdecydowanie przyspieszyć działania, oszczędzając czas i unikając dodatkowych kosztów procesowych tak po stronie sektora, jak i konsumentów. Tego wymaga odpowiedzialność sektora bankowego za swoich klientów, a dla nas - za konsumentów" - podsumował wiceprezes UOKiK Tomasz Chróstny.

    ---

    Sektor bankowy jest przygotowany na wydane dziś orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) dotyczące kredytów indeksowanych do waluty obcej. Polityka realizowana od długiego czasu przez Komisję i inne instytucje sieci bezpieczeństwa finansowego spowodowała, że banki z dużym udziałem kredytów walutowych zostały zobowiązane do posiadania odpowiednich kapitałów, co jest czynnikiem ograniczającym ryzyko związane z tymi kredytami, podała Komisja Nadzoru Finansowego (KNF).

    "W ocenie Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), sektor bankowy w Polsce jest dobrze skapitalizowany i bezpieczny. Polityka realizowana od długiego czasu przez Komisję i inne instytucje sieci bezpieczeństwa finansowego spowodowała, że banki z dużym udziałem kredytów walutowych zostały zobowiązane do posiadania odpowiednich kapitałów, co jest czynnikiem ograniczającym ryzyko związane z tymi kredytami. W efekcie tych działań sektor bankowy jest przygotowany na wydane 3 października 2019 r. orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) dotyczące kredytów indeksowanych do waluty obcej" - czytamy w komunikacie KNF.

    Komisja wskazała, że na przestrzeni ostatnich lat Komisja oraz Urząd KNF podjęły i nadal podejmują działania mające na celu wzmocnienie odporności sektora bankowego na potencjalne ryzyka związane z kredytami walutowymi. Działania te nakierowane są na zapewnienie stabilności tego sektora, co leży w istotnym interesie klientów banków.

    "Niezależnie od działań podejmowanych przez KNF oraz Urząd KNF, Komitet Stabilności Finansowej, będący organem nadzoru makroostrożnościowego, zarekomendował w 2017 r. podwyższenie wagi ryzyka do 150% dla ekspozycji zabezpieczonych hipoteką na nieruchomości mieszkalnej, w przypadku której wysokość raty kapitałowej lub odsetkowej uzależniona jest od zmian kursu waluty lub walut innych niż waluty przychodów osiąganych przez dłużnika. KSF rekomendował nałożenie bufora ryzyka systemowego w wysokości 3% z zastosowaniem do wszystkich ekspozycji na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w celu zapewnienia odporności banków na negatywne zjawiska związane z sytuacją w otoczeniu polskiej gospodarki i możliwością wystąpienia negatywnych zjawisk szokowych o charakterze zewnętrznym" - podsumowano.

    ---

    Związek Banków Polskich (ZBP) po dzisiejszym orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) podtrzymuje swoje kalkulacje dotyczące strat dla sektora bankowego na poziomie 60 mld zł i ocenia, że byłyby one rozłożone w czasie, poinformował prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz.

    "Nie ma powodu byśmy zmieniali nasze oceny i kalkulacje na tym etapie, jakkolwiek podzielamy opinię, że te koszty rozkładałyby się w czasie" - powiedział Pietraszkiewicz podczas konferencji prasowej.

    W ub. tygodniu ZBP poinformował, że straty banków wyniosłyby 60 mld zł.

    ***

    Poniżej przedstawiamy najciekawsze fragmenty stanowisk i opinii nadesłanych dziś do ISBnews in extenso:

    "Dzisiejsze orzeczenie TSUE stanowi nie tylko potężny oręż w walce Frankowiczów z bankami, ale będzie również bezprecedensowym testem dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. Banki dopuściły się nadużyć na szeroką skalę, przez lata naruszając prawo, stosując niedozwolone zapisy w umowach ze swoimi klientami" - komentuje Wojciech Bochenek, Radca Prawny z Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych Sp. Kom.

    "Klauzule abuzywne stosowane przez poszczególne banki zostały wpisane do Rejestru Klauzul Niedozwolonych prowadzony przez UOKiK już w 2010 r. Banki miały zatem czas na wypracowanie przez lata rozwiązań pozwalających zaspokoić słuszne interesy swoich klientów. Dzisiaj stawiają się w roli ofiary i straszą wizją kryzysu całego systemu gospodarczego, choć to głównie one poniosą odpowiedzialność finansową za swoje działania i zaniechania, oddając swoim klientom to, co zarobiły na nieuczciwych zapisach w umowach kredytowych w ciągu ostatnich lat- dodaje Bochenek. Ponadto apokaliptyczną retorykę podejmują tylko banki, co dementował już premier, prezes NBP, minister finansów i urzędnicy z KNF, wskazując, że system bankowy, to wytrzyma, a nasza gospodarka na tym nie ucierpi" - przypomina mecenas.

    ---

    Mówiąc w dużym skrócie – orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej to otwarta furtka dla frankowiczów, by z sukcesem zakończyć batalie sądowe z bankami oraz zielone światło dla wszystkich tych, którzy do tej pory bali się założyć sprawę i zacząć ubiegać się o swoje prawa. Co prawda wykładnia przepisów dokonana przez Trybunał jest wiążąca jedynie w konkretnej sprawie, w ramach której sąd krajowy wystąpił z pytaniem prejudycjalnym, jednakże siła oddziaływania orzeczeń Trybunału jest ogromna z uwagi na autorytet, jakim się cieszy. Pozwala to wysnuć wniosek, że polskie sądy orzekające w sprawach frankowiczów będą odwoływać się do wykładni przyjętej przez Trybunał. Dzięki temu już przed rozpoczęciem nowych postępowań możemy z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że procesy sądowe w sprawach frankowych będą rozstrzygane na korzyść frankowiczów. Co prawda, na prawomocne rozstrzygnięcie w swojej sprawie będzie należało poczekać nawet kilka lat, ale to wciąż mało zniechęcający argument" - adwokat i partner kancelarii Czupajło & Ciskowski , Bartosz Czupajło.

    Jednoznaczny wyrok TSUE powoduje, że: szanse frankowiczów na uzyskanie korzystnego wyroku w sporach sądowych z bankami istotnie wzrastają; rozbieżność orzecznictwa sądowego co do skutków ustalenia niedozwolonego charakteru klauzul waloryzacyjnych powinna ulec ograniczeniu do wariantów, które wiążą się z istotnymi korzyściami finansowymi dla frankowiczów; stanowisko frankowiczów powinno zyskać decydujące znaczenie dla kierunku rozstrzygnięcia sporu z bankiem, sądy;  mając jasną wykładnię przepisów wspólnotowych dokonaną przez Trybunał, powinny odważniej i szybciej prowadzić postępowania i wydawać rozstrzygnięcia w sprawach frankowych.

    ---

    "Poznaliśmy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie kredytów frankowych. Jest on korzystny dla kredytobiorców, ale nie aż tak, jak część z nich miała nadzieję. Jak zareagowały rynki na wiadomość o kompromisowym wyroku?

    Główne reakcje widzieliśmy na giełdzie. Akcje dużych banków najbardziej zaangażowanych w akcję kredytową we frankach szwajcarskich gwałtownie zmieniały swoją wartość, by finalnie zakończyć blisko punktu wyjścia. Dobrym przykładem jest Bank Millennium, którego akcje tuż po wyroku wzrosły do 6,1 złotego, następnie spadły złotówkę po czym wróciły w okolice 5,7 złotego. Najwięcej zyskał Getin Bank, który od rana jest ponad 10% na plusie. Cały indeks WIG Banki jest jednak po skokach w górę i w dół, podobnie jak wspomniany bank, blisko punktu wyjścia.

    Na walutach czuć było pewne poczucie stabilizacji. Wyrok, który nie jest aż tak niekorzystny dla polskiego systemu bankowego jak sądzono, dał odetchnąć złotemu. Rano euro kosztowało 4,36 złotego, przez moment staniało nawet do 4,33 złotego, by odbić i zatrzymać się poniżej 4,35 złotego. Frank znajduje się dwa grosze poniżej dzisiejszego otwarcia na poziomie 3,97 złotego. Powodem przeceny jest również ruch na parze euro do franka co dowodzi ważności tej decyzji nie tylko dla naszego rynku krajowego. Głównym powodem zyskiwania przez złotego jest fakt, że inwestorzy byli przygotowani na gorszy scenariusz" - Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Currency One, operatora serwisów Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

    ---

    "Zgodnie z opublikowanym dzisiaj wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, sądy krajowe nie mogą mieć możliwości zmiany niektórych warunków umowy kredytowej, które są niedozwolone, nowymi warunkami. Jednocześnie stwierdzono, że umowa kredytowa może zostać utrzymana po usunięciu klauzul abuzywnych wyłącznie, gdy po usunięciu tychże klauzul nie traci ona na ważności oraz jest zgodna z przepisami prawa polskiego. W przeciwnym razie, kiedy umowa nie można zostać utrzymana po usunięciu klauzul abuzywnych, kontrakt między bankiem a kredytobiorcą może zostać unieważniony. Zauważyć należy również, że to sąd każdorazowo będzie musiał określić czy dana klauzula (mówimy tutaj głównie o kwestii naliczonego spreadu) jest nadużyciem. Z orzeczenia TSUE można również wyciągnąć wniosek, że na gruncie prawa krajowego nie jest możliwe przewalutowanie kredytu wraz z utrzymaniem szwajcarskiej stawki LIBOR. Tym samym wydaje się, że bardziej prawdopodobną opcją jest anulowanie umów kredytowych, co w praktyce prawdopodobnie oznaczałoby konieczność zwrotu niespłaconego jeszcze kredytu w krótkim czasie (jednorazowo). Patrząc obiektywnie, aspekt ten może w pewnym stopniu ograniczać ilość napływających pozwów kredytobiorców.

    Publikacja werdyktu TSUE wsparła notowania złotego do wszystkich głównych walut, najmocniej rzecz jasna w stosunku do franka szwajcarskiego. Taki stan rzeczy może wynikać zarówno z pozbycia się czynnika ryzyka, mniejszego prawdopodobieństwa nagłego wzrostu pozwów, a także zamykania pozycji krótkich na złotym, które otwierane były głównie pod czwartkową decyzję. Reakcja notowań polskich banków z największą ekspozycją na ten rodzaj kredytów była bardzo burzliwa, co mogło wynikać z różnych interpretacji wyroku. Ostatecznie notowania tychże banków na giełdzie zyskały, co również sugeruje, iż werdykt TSUE nie jest jednoznacznie dla nich niekorzystny. W związku z powyższym złoty może ulec stopniowej aprecjacji w kolejnych tygodniach, a potencjalny negatywny wpływ na sektor bankowy będzie zapewne znacznie mniejszy niż pierwotne wyliczenia ZBP" - Arkadiusz Balcerowski, analityk rynków finansowych XTB

    "Zgodnie z naszą opinią skala obaw rynku związana z wyrokiem TSUE była przesadna. Rynek zareagował w myśl zasady „kupuj plotki, sprzedawaj fakty", a złoty po ogłoszeniu wyroku TSUE doświadczył umocnienia, w pełni odrabiając straty, których doświadczył po informacji z dnia 20 października, kiedy poznaliśmy datę ogłoszenia wyroku TSUE" - Roman Ziruk z Ebury Polska

    (ISBnews)

     

  • 02.10, 09:10Skarbiec TFI: W rozmowach nt. zakładania PPK wracają obawy o trwałość programu 

    Warszawa, 02.10.2019 (ISBnews) - Oprócz problemów technicznych, w rozmowach na temat wdrażania pracowniczych planów kapitałowych (PPK) w dużych firmach pojawiają się obawy co do trwałości funkcjonowania tego programu, poinformował ISBnews dyrektor sprzedaży detalicznej Skarbiec Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (Skarbiec TFI) Tomasz Wantuch.

    "Rozmawiając z naszymi obecnymi i potencjalnymi partnerami, słyszymy o ich obawach co do trwałości funkcjonowania tego programu, problemach w związku z dostosowaniem modeli biznesowych, analizach kosztów funkcjonowania i wdrożenia PPK, zwiększeniu zaangażowania w administrowanie dyspozycjami i rozliczaniu wpłat uczestników" - powiedział Wantuch w rozmowie z ISBnews.

    Drugą stroną medalu są pracownicy, którzy mają oczywiście swoje wątpliwości i obiekcje, ale również nadzieje, że to rozwiązanie pomoże im w budowaniu osobistych oszczędności, dodał.

    "Najczęściej spotykamy się z obawami o trwałość funkcjonowania planów. Historia OFE jest znana większości i pozostawia za sobą, niestety, niesmak i obawy. Czy to będą moje pieniądze? Czy mi ich państwo lub pracodawca nie zabierze? Podobne wątpliwości pojawiały się przy wdrażaniu PPE, które - jak czas pokazał - funkcjonują z powodzeniem do dzisiaj. W rozmowach, pokazując sukces, posługujemy się przykładami z innych krajów, gdzie podobne rozwiązania funkcjonują z powodzeniem" - wskazał dyrektor.

    "Drugą wątpliwością jest to, ile tak naprawdę będzie mnie to kosztowało. Często PPK traktowane są przez pracowników jak obciążenie. Wątpliwości i obawy wynikają najczęściej z niezrozumienia albo zbyt wąskiego spojrzenia na zagadnienie. Jako eksperci staramy się pokazać szerszą perspektywę, pokazujemy kwoty, jakie można zaoszczędzić i przedstawiamy wymierne korzyści, jakie płyną z takiej formy oszczędzania" - dodał Wantuch.

    W tym zakresie eksperci Skarbiec TFI realizują strategiczne wytyczne zarządu spółki, kierowanego od końca stycznia 2019 r. przez Annę Milewską. Takie podejście jest szczególnie istotne przede wszystkim dla przedsiębiorców z sektora MŚP, przygotowujących się do wejścia w program PPK.

    Jak podkreślił Wantuch, firmy postawione przed takim wyzwaniem powinny opracować konkretny plan, najlepiej długoterminowy, ponieważ może to znacząco wpłynąć na postrzeganie ich atrakcyjności jako pracodawcy przez obecnych i przyszłych pracowników. Następny etap to proces i procedury. Na końcu istotna kwestią będzie sposób komunikacji.

    "Można przez cały proces przechodzić przy współpracy z instytucją finansową, do czego oczywiście zachęcam. Warto zająć się tematem wcześniej i zacząć działać, bo reagowanie na ostatnią chwilę może powodować napięcie i dyskomfort wszystkich zaangażowanych i zainteresowanych" - podsumował dyrektor.

    Podkreślił, że czasu na podjęcie decyzji o wyborze firmy inwestycyjnej jest coraz mniej. Do 25 października firmy zatrudniające ponad 250 pracowników muszą dokonać wyboru i podpisać umowę o zarządzanie. Do tej pory umowy podpisało około 1400 firm z pośród 4 tys. uprawnionych.

    Od 1 stycznia 2020 przystępują firmy zatrudniające od 50 do 249 osób, następnie od 1 lipca 2020 firmy zatrudniające od 20 do 49 osób i od 1 stycznia 2021 roku pozostali, w tym jednostki sektora administracji i finansów publicznych.

    Tomasz Oljasz

    (ISBnews)

     

  • 11.09, 17:20Kongres Nowej Mobilności: Za rozwojem branży muszą nadążać zmiany w prawie 

    Warszawa, 11.09.2019 (ISBnews) - Lublin, 11.09.2019 (ISBnews) - Konieczność dostosowania ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych do dynamicznie zmieniającego się rynku oraz zrównoważony rozwój publicznego transportu zbiorowego - to główne tematy Kongresu Nowej Mobilności (KNM), który odbył się w Lublinie w dniach 9-10 września br. Agencja ISBnews była patronem medialnym wydarzenia.

    "Mamy nadzieję, że po wyborach parlamentarnych elektromobilność będzie mogła nabrać drugiego życia. Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych jest młodą ustawą, od jej przyjęcia minęło półtora roku, to już wymaga zmiany tak, aby była dopasowana do rzeczywistych potrzeb rynku i nowych możliwości technologicznych" - powiedział dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych Maciej Mazur w rozmowie z ISBnews.tv.

    Dodał, że ustawa powinna nie tylko wyznaczać kierunki działań, ale też kreować narzędzia. Między innymi trzeba sprawić, aby zaczął działać fundusz niskoemisyjnego transportu.

    "Jeśli chcemy rozwijać elektromobilność w takim tempie, jak w Europie Zachodniej, USA czy Chinach, to musimy do deklaracji dołożyć narzędzia w postaci finansowego wsparcia zakupu pojazdów elektrycznych i rozwoju infrastruktury" - wskazał.

    Podczas KNM 30 miast podpisało deklarację na rzecz rozwoju elektromobilności. Sygnatarusze oczekują, że w najbliższym czasie zrobią to kolejne samorządy a PSPA będzie je wspierać poprzez szkolenia i raporty.

    Gościem specjalnym wydarzenia był wiceminister środowiska Michał Kurtyka, który traktuje rozwój elektromobilności jako proces promocji technologii, pozwalających połączyć wiele aspektów.

    "Cały świat przestawia się na produkcję samochodów elektrycznych, my także widzimy korzyści dla środowiska, kwestie zdrowotne i opłacalność ekonomiczną. Obecnie usunięta została największa bariera rozwoju elektromobilności, czyli dostępność samochodów" - powiedział Kurtyka w rozmowie z ISBnews.tv.

    Według niego, w momencie, kiedy pojawi się większa skala produkcji tych pojazdów, ograniczane są koszty ich produkcji, szczególnie koszty produkcji baterii litowo-jonowych. W związku z tym można oczekiwać, że w 2022 roku zakup małych miejskich samochodów elektrycznych będzie bardziej opłacalny niż samochodów spalinowych.

    "Taki trend obserwujemy i dlatego został on uwzględniony w 'Planie rozwoju elektromobilności', który rząd przyjął w marcu 2017 r. Lata 2017-2018 były poświęcone na stworzenie ram prawnych, a lata 2019-2020 to czas na projekty pilotażowe i budowę infrastruktury po to, aby upowszechnienie pojazdów elektrycznych miało miejsce w następnym, trzecim etapie od 2020 roku" - zapowiedział wiceminister.

    Kurtyka podkreślił, że resort środowiska wspólnie z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) pracuje nad tym, żeby pomóc samorządom odnaleźć się w rewolucji technologicznej.

    "Powstają strategie rozwoju elektromobilności na poziomie samorządowym. Już 200 gmin i miast jest zainteresowanych stworzeniem takich planów, a NFOŚiGW będzie dofinansowywał ich przygotowanie. Oczywiście pierwszym etapem jest rozwój transportu publicznego. Największe przetargi na autobusy elektryczne rozstrzygają się na naszych oczach" - ocenił.

    Kurtyka przypomniał, że tym roku głoszono przetargi na zakup 200 autobusów, w tym w Warszawie 100. W przyszłym roku zamówionych ma być 500 sztuk.

    "Elektromobilność to także korzyści przemysłowe, dlatego że Polska jest obecnie największym producentem i eksportem autobusów elektrycznych w Unii Europejskiej" - podkreślił wiceminister.

    Ważnym tematem jest identyfikacja graficzna w erze rozwoju elektromobilności. Podczas KNM zaprezentowany został "System identyfikacji wizualnej elektromobilności dla miast", czyli pakiet rozwiązań graficznych, w tym znaków poziomych i pionowych m.in. infrastruktury ładowania, miejsc postojowych czy buspasów, gotowych do umieszczenia w przestrzeni publicznej.

    Stowarzyszenie chce w najbliższym czasie przedstawić Ministerstwu Energii projekty nowych znaków.

    "Podczas kongresu rozpoczęliśmy konsultacje branżowe i zaprezentowaliśmy raport, w którym proponujemy cały zestaw znaków poziomych i pionowych. Liczmy na konstruktywną debatę" - podkreślił Mazur.

    W Lublinie swoje premiery miało kilka innych raportów dotyczących branży. Przedstawiono m.in. raporty nt. elektryfikacji floty transportu publicznego, stref czystego transportu oraz badanie czy Polacy w ogóle chcą takich stref i jak one powinny powstawać.

    "Z Urzędem Dozoru Technicznego (UDT) przedstawiliśmy raport, jak odbierać stacje ładowania pojazdów elektrycznych. Zaprezentowana została wiedza, dzięki której samorządy mogą rozwijać elektromobilność" - poinformował Mazur.

    Natomiast prezes UDT Andrzej Ziółkowski wyjaśnił, że brak zarejestrowanych stacji ładowania pojazdów elektrycznych na dziś wynika z faktu, iż rozporządzenie do ustawy o paliwach alternatywnych weszło w życie dopiero w lipcu br. UDT ma już jednak wyszkolonych inspektorów i odpowiedni sprzęt, aby przeprowadzać badania dopuszczające stacje ładowania do eksploatacji.

    "Czekamy na zgłoszenia. Cała idea, aby UDT zajął się tym zagadnieniem polega na tym, by stworzyć wszystkim graczom równe szanse na rynku. Bardzo istotne jest dopasowanie punktów ładowania do warunków przyłączeniowych, które oferowane są przez spółki dystrybucyjne. Chodzi o to, aby uniknąć sytuacji, że stacja ładowania umożliwia większy pobór energii niż warunki przyłączeniowe określone przez spółki" - wyjaśnił prezes UDT.

    Ziółkowski dodał, że klienci oczekują możliwości szybkiego ładowania samochodu elektrycznego. Czas ma być porównywalny do tankowania paliwa na stacji benzynowej. W związku z tym moce punktów ładowania są i będą coraz większe, co oznacza, że muszą być bezpieczne.

    Organizatorami Kongresu Nowej Mobilności 2019 było Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, Izba Gospodarcza Komunikacji Miejskiej, Związek Miast Polskich, a gospodarzem Miasto Lublin. Wydarzenie zostało objęte patronatem Ministerstwa Energii, Ministerstwa Środowiska, Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju, ISBnews oraz kilkudziesięciu polskich samorządów i instytucji.

    (ISBnews)

     

  • 11.09, 14:03Prezes Skarbiec TFI: Warto rozważyć ulgi dla pracodawców za obsługę PPK 

    Warszawa, 11.09.2019 (ISBnews) - Wprowadzenie programu pracowniczych planów kapitałowych (PPK) wiąże się z dodatkowymi obciążeniami dla pracodawców, dlatego warto rozważyć wprowadzenie dla nich ulg, np. podatkowych, oceniła w rozmowie z ISBnews prezes Skarbiec TFI Anna Milewska. Zwróciła też uwagę, że wprowadzenie PPK wymaga bardzo dużej i intensywnej akcji edukacyjnej skierowanej do objętych nimi pracowników.

    "PPK jest bardzo istotnym programem z punktu widzenia poziomu życia obecnych 20-,30- i 40-latków po zakończeniu ich działalności zawodowej. Jednak, aby on spełnił swoje zadanie w 100-proc. brakuje silnej edukacji skierowanej do jego uczestników" - powiedziała Milewska w rozmowie z ISBnews w kuluarach XXIX Forum Ekonomicznego.

    Jej zdaniem, poziom życia na emeryturze, bez oszczędności własnych, ulegnie drastycznemu obniżeniu. Dzisiaj bowiem młodzi ludzie żyją w otwartym świecie i chętnie korzystają z możliwości, na które wraz z przejściem na emeryturę nie będzie już ich stać. Konieczną, w tej sytuacji, akcję edukacyjną powinien przeprowadzić zarówno organizator PPK, a więc rząd, jak i towarzystwa zarządzające oszczędnościami oraz pracodawcy.

    "Niezbędne jest uświadomienie młodych ludzi, że składki odkładane w ZUS nie zapewnią poziomu życia, do którego przyzwyczaili się podczas pracy zawodowej. Szczególnie, gdyby zrealizowały się coraz częściej postulowane propozycje emerytury obywatelskiej" - wyjaśniła prezes Skarbiec TFI.

    Według niej, PPK odsłoniło również coś, o czym mówi się od dawna, a więc słabość instytucjonalną ZUS. W konsekwencji może to dodatkowo prowadzić do negatywnego odbioru nowego programu.

    "Konieczne jest więc uświadamianie, że nasze środki są przekazywane do instytucji, które będą profesjonalnie nimi zarządzać. Że są bezpieczne" - wskazała Milewska.

    Według prezes Skarbiec TFI, najważniejszą rolę w edukacji odgrywać powinni pracodawcy, choć w ich przypadku jest to najtrudniejsze do wykonania, ponieważ sami muszą ponieść pewne koszty.

    "Dodatkowa składka w wysokości 1,5% jest kosztem pracodawcy i może doprowadzić do cięcia kosztów w innej kategorii, a nie zawsze jest to łatwe, lub wręcz możliwe. Nie możemy też zapominać o cyklu koniunkturalnym i możliwym nadejściu spowolnienia gospodarczego" - zaznaczyła.

    Milewska zastanawia się więc, czy nie warto zrekompensować pracodawcom poniesionych kosztów - wyższej składki, logistyki dla dużych firm czy zakupu nowego oprogramowania i zatrudnienia pracowników do obsługi PPK.

    "Dlatego można się zastanowić, przynajmniej w pierwszym okresie, nad wprowadzeniem ulg dla przedsiębiorców. Na przykład ulg podatkowych" - wskazała prezes.

    Według Milewskiej, Skarbiec TFI jest na dobrej pozycji w rywalizacji rynkowej o przyszłych emerytów. Wynika to głównie z faktu, że skupiając się na obsłudze małych i średnich firm spółka włączy się w system z całą mocą dopiero w drugiej fazie działalności PPK. Dziś może obserwować rynek, konkurentów i w spokoju wyciągać konstruktywne wnioski.

    "Chcemy skupić się na przedsiębiorstwach mniejszych, ale dzięki temu możemy sprawniej monitorować i serwisować klientów. Konkurować musimy jednak przede wszystkim wynikami oraz jakością obsługi. W efekcie chcielibyśmy na koniec 2021 r. być wiodącym TFI wśród podmiotów niezależnych" - powiedziała Milewska.

    Prezes zdaje sobie sprawę, że jest to cel bardzo ambitny, ale - według niej - taka jest konieczność, by pozostać na rynku. Po 2021 r. rozpocznie się bowiem migracja pracowników pomiędzy towarzystwami.

    "To będzie szansa dla dobrze zarządzanych TFI, więc chcemy ją wykorzystać i pozyskać w tym okresie kilkadziesiąt tysięcy pracowników. Nie jest to bardzo dużo, ale nie zamierzamy naruszyć równowagi między liczbą klientów a możliwością ich profesjonalnej i kompetentnej obsługi" - wyjaśniła prezes.

    Dodała, że najważniejsze na rynku jest zaufanie do osoby czy podmiotu zarządzającego oszczędnościami. Jej zdaniem, nawet najlepsze wyniki nie zastąpią komfortu związanego np. ze stałym i aktywnym kontaktem ze swoim towarzystwem.

    "Najważniejsi dla nas są klienci, ponieważ to oni są ostatecznymi beneficjantami programu PPK. Muszą mieć zaufanie do firmy i pewność, że ich pieniądze są bezpieczne" - podsumowała Milewska.

    Skarbiec Holding S.A. jest grupą, której przedmiotem działalności jest zarządzanie funduszami inwestycyjnymi (fundusze inwestycyjne otwarte, specjalistyczne fundusze inwestycyjne otwarte, fundusze inwestycyjne zamknięte) oraz usługi zarządzania portfelami instrumentów finansowych na zlecenie. Skarbiec Holding S.A. jest jedynym akcjonariuszem Skarbiec TFI S.A., które powstało w 1997 roku jako piąte towarzystwo funduszy inwestycyjnych w Polsce i jest jednym z największych towarzystw niezależnych od jakiejkolwiek grupy bankowo-finansowej w Polsce.

    Lesław Kretowicz

    (ISBnews)

     

  • 03.09, 08:05ZBP: 64% bankowców oczekuje max. 3% średniorocznego wzrostu PKB w ciągu 4 lat 

    Warszawa, 03.09.2019 (ISBnews) - Blisko 2/3 bankowców (64%) ocenia, iż w ciągu najbliższych czterech lat średnioroczne tempo wzrostu Polski nie będzie przekraczało 3%, zaś co trzeci wskazuje, iż będzie to ponad 3%. Obawy bankowców dotyczące możliwości dalszego rozwoju gospodarki budzą głównie zbyt duże obciążenia i skomplikowany system podatkowy, a także brak wykwalifikowanej kadry, wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Związku Banków Polskich (ZBP). 

    "Z analizy Związku Banków Polskich w oparciu o dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego wynika, że można z optymizmem spoglądać na perspektywę kolejnych pięciu lat rozwoju gospodarczego w Europie i Polsce. Pomimo, że widoczne jest ochłodzenie nastrojów analityków, a średnia dla UE jest nieco niższa i wynosi 2,2%, to prognozy we wszystkich krajach wskazują na dalszy nieprzerwany wzrost PKB. Polska w dalszym ciągu znajdować się ma w czołówce krajów z najwyższym wzrostem PKB, chociaż sama prognoza obniżyła się o 0,1 pkt proc. w porównaniu do poprzedniego zestawienia" - czytamy w raporcie. 

    Wolniejszy wzrost (o ok. 0,5 pkt proc.) przewidywany jest także w Holandii, Rumunii, czy na Litwie. Wolno rosnąć będą również rozwinięte gospodarki krajów Europy Zachodniej, tj. Francji (1,5%), Belgii (1,4%), Wielkiej Brytanii (1,5%) czy Niemiec (1,3%). Wynik naszego zachodniego sąsiada to drugi najniższy poziom w całej UE, co niewątpliwie może być bardzo złym prognostykiem dla polskiej gospodarki - pierwszym tego sygnałem jest niski wskaźnik PMI, czyli wskaźnik aktywności finansowej przedsiębiorstw odzwierciedlający nastroje panujące na rynku. Najwolniejszy wzrost poziomu PKB odnotowany ma być we Włoszech i ma on wynieść zaledwie 0,6%, podano także. 

    Z raportu wynika, że aż 64% bankowców ocenia, iż w ciągu najbliższych 4 lat średnioroczne tempo wzrostu Polski nie będzie przekraczało 3%. Co trzeci pytany wyraża większy optymizm wskazując, iż będzie to ponad 3%, a 5% prognozuje nawet wzrost powyżej 4% rocznie. Jedynie 1% badanych szacuje wzrost polskiej gospodarki na poziomie niższym niż 1%.

    "Na pewno powinien nas cieszyć poziom dotychczasowego tempa wzrostu PKB. Z badań jednak  wynika, że Polacy są pełni obaw co do przyszłości m.in. z powodu napięć na rynkach międzynarodowych, destrukcyjnych sporów w kraju oraz spadku tempa wzrostu gospodarczego u naszych ważnych partnerów handlowych. Okres rysującego się spowolnienia postrzegam jednak jako okres zarówno wyzwań, ale i szans. Przed nami strategiczne programy rozwojowe, jak choćby program dekarbonizacji, rozwoju energetyki niskoemisyjnej, ochrona środowiska. Tu jest potrzebna współpraca nauki i firm. Dostrzegam także konieczność zwiększenia nakładów finansowych na takie dziedziny, jak mieszkalnictwo, edukację i służbę zdrowia" - skomentował prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz w rozmowie z ISBnews. 

    "Myślę też o potrzebie zmiany programów nauczania w systemie edukacji, bowiem postęp technologiczny rodzi potrzebę nowych kompetencji. To musi działać na styku praktyki i nauki, czyli potrzebny jest rozwój kształcenia dualnego. Szkoły zawodowe powinny zostać 'uszlachetnione' i muszą pokazać absolwentom, że wymagane będzie od nich posiadanie umiejętności posługiwania się maszynami z udziałem sztucznej inteligencji. To nie może być model kształcenia zawodowego sprzed 30 lat, bo on jest już w wielu sferach nieefektywny, biorąc pod uwagę obecne potrzeby pracodawców" - dodał prezes.

    ZBP podkreśla, że pomimo bardzo dobrych wyników wzrostu gospodarczego w Polsce w ostatnich latach, co trzeci pytany wskazuje, iż sytuacja ekonomiczna Polski pogarsza się, a 8% podkreśla nawet, iż jest ona zła lub bardzo zła. Połowa pytanych ocenia sytuację gospodarczą Polski jako stabilną, choć zdecydowana większość (44%) podkreśla, iż dostrzega pewne zagrożenia dla jej zachwiania.

    "Ponad 64% ankietowanych i 68% bankowców wskazuje, na zbyt duże obciążenia podatkowe, jako główny czynnik spowalniający rozwój. Równie istotnymi barierami są skomplikowany system podatkowy (wskazany przez 48% respondentów oraz 40% bankowców) oraz trudność w znalezieniu kompetentnych pracowników (wskazana przez 55% bankowców oraz 29% ankietowanych). Wśród innych ważnych barier wyróżnić można brak zachęt inwestycyjnych czy przeregulowanie rynku. Znacznie mniejsze znaczenie mają z kolei bariery sektora bankowego, czy marginalizująca się rola rynku rynku kapitałowego, na które w obu przypadkach wskazuje mniej niż co dziesiąty pytany" - czytamy także. 

    Prezes ZBP wskazał, że bankowcy szczególnie silnie odczuwają konieczność pojawienia się nowych, specjalistycznych kadr w systemie finansowym, ale - w jego ocenie - takie zmiany potrzebne są także w innych dziedzinach gospodarki, takich jak budownictwo, górnictwo, medycyna, czy rolnictwo. 

    Podkreślił, że dla dalszego finansowania gospodarki niezbędny jest silny system bankowy oraz prężny rynek kapitałowy.

    "Rynek kapitałowy w wyniku wielu błędów, przeregulowania i zbyt radykalnych rozwiązań, choćby dotyczących OFE został dramatycznie osłabiony, brak na nim koniecznego zaufania i stabilności. Gospodarka zaś potrzebuje długoterminowych źródeł finansowania rozwoju. Tu dużą szansą jest ożywienie rynku listów zastawnych, a tymczasem mamy zamrożone środki, które mogłyby być zaoferowane właśnie zagranicznym i krajowym inwestorom na krajowym rynku kapitałowym" - ocenił Pietraszkiewicz w rozmowie z ISBnews. 

    Wskazał także, że trzeba koniecznie zmniejszyć ekonomiczne  i biurokratyczne obciążenia polskiego systemu bankowego - głównego źródła finansowania polskiej gospodarki.

    "Bez stabilnie rozwijającego się systemu bankowego i towarzyszących mu innych instytucji finansowych trudno nawet marzyć o zrealizowaniu ambitnych programów rozwojowych" - podkreślił prezes ZBP. 

    Oczekiwania ekonomistów w stosunku do poziomu bezrobocia w UE wskazują na dalszy jego spadek - w większości krajów Europy poziom ten ma się znacząco obniżyć. Niezwykle korzystnie dla Polski kształtują się także prognozy rynku pracy w perspektywie pięciu najbliższych lat. Zgodnie z oczekiwaniami analityków, w 2024 roku Polska dołączy do ścisłej czołówki krajów o najniższym poziomie bezrobocia, notując na przestrzeni następnych pięciu lat średni jego poziom ok. 3,5%. Jest to wynik jedynie o 0,2 pkt proc. wyższy niż w Niemczech i taki sam, jak w wysoce rozwiniętej gospodarce Holandii. 

    "Warto zauważyć jednakże, iż tak niski poziom bezrobocia może oznaczać rzeczywisty niedobór wykwalifikowanych pracowników, co w długim okresie może stanowić istotną barierę rozwoju polskiej gospodarki. Ta tendencja w dłuższej perspektywie może mieć jednak negatywne konsekwencje związane z brakiem rąk do pracy. Pod tym względem niepokojące są również dane dotyczące całkowitej liczby osób pracujących. W ostatnim kwartale 2018 roku według danych GUS w Polsce pracowało 16 mln 400 tys. osób. Wskazuje to na spadek rok do roku o 1,3 pkt proc., co może oznaczać, że Polacy rezygnują z pracy, a także, że zmienia się struktura wiekowa w Polsce w zakresie aktywności zawodowej" - czytamy w raporcie.

    Jak podkreśla Pietraszkiewicz, spadające bezrobocie oznacza konieczność zadbania o szybszy wzrost zatrudnienia, szczególnie wśród kobiet i osób dotkniętych niepełnosprawnością oraz o lepszą wydajność i produktywność, które rosły w ostatnich latach.

    "Potrzebna jest także intensywna ale dobrze organizowana elektronizacja i robotyzacja gospodarki tak, aby nie doszło do zmniejszenia, jak to się stało w wielu krajach, jej produktywności. Do tego potrzebny jest nam przyjazny ekosystem dla wzrostu inwestycji prywatnych" - uważa prezes. 

    Na drodze do oczekiwanego wzrostu gospodarczego może stanąć także inflacja, bowiem prognozy MFW wskazują jednoznacznie, że w ciągu najbliższych pięciu lat Polska z kraju o jednym z najniższych poziomów inflacji, stanie się krajem, gdzie ceny będą wzrastały szybciej niż w reszcie krajów UE (średnia w Europie 2%). Szacunki te są jednak bardziej optymistyczne niż przed rokiem, gdzie prognozowany średnioroczny poziom inflacji wynosił 2,5%. Obecne prognozy do 2024 roku wskazują średnio na 2,1%. Podobna sytuacja obserwowana będzie u naszych południowych sąsiadów - Czechów i Słowaków. Największy wzrost cen, bo aż 3-proc., przewidywany jest na Węgrzech, a najniższy we Włoszech - 1,3%.

    Autorzy raportu zwracają uwagę, że już teraz w Polsce wśród niektórych produktów zmiany cen są niepokojące - obserwowany jest m.in. wyraźny wzrost cen żywności. Potwierdzają to także wyniki badania zrealizowanego w sierpniu br. przez ZBP, w którym Polacy pytani o to jaki wzrost cen w ciągu ostatniego roku odczuli najbardziej, w 82% wskazują na wzrost cen artykułów spożywczych. Co drugi pytany wskazuje także na wzrastające koszty paliwa (transportu) oraz rachunki za gaz, prąd czy wodę. Niewątpliwie, dla Polaków inflacja staje się problemem. 

    "Nie lekceważyłbym kwestii inflacji. Tego powinniśmy się obawiać i powinna być ona przedmiotem troski ze strony banku centralnego i nadzorców, ale też przedsiębiorców. Trzeba zrobić wszystko, by do nadmiernego wzrostu inflacji nie doprowadzić. Tym bardziej, że skutki inflacji od kilku kwartałów odczuwa większość Polaków, a najbardziej osoby najsłabsze ekonomicznie" - podsumował Pietraszkiewicz. 

    Agnieszka Morawiecka

    (ISBnews)
     

  • 28.08, 10:01Bochenek: Po orzeczeniu TSUE liczba spraw w sądach przeciw bankom wzrośnie 

    Warszawa, 28.08.2019 (ISBnews) - Jeśli orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) potwierdzi tezy Rzecznika Generalnego TSUE, to można zakładać, że większość spraw dotyczących kredytów indeksowanych do CHF będzie rozstrzygana na korzyść klientów. Dotychczasowe orzecznictwo sądów oraz "istotne poglądy w sprawie" wydane przez krajowego Rzecznika Finansowego tę tezę wzmacniają, a tym samym można oczekiwać zwiększonej liczby pozwów przeciw bankom po ogłoszeniu decyzji TSUE, uważa radca prawny, radca prawny Wojciech Bochenek z Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych Sp. Komandytowa

     "W chwili obecnej, możliwą drogą dochodzenia swoich roszczeń od banku, jest droga sądowa. Nie posiadam informacji, aby w tego typu sprawach były zawierane ugody z klientami. Czy to się zmieni, będzie zależało od decyzji strategicznych ich właścicieli. Skala dotychczasowych powództw to ok. 20 tys., przy łącznej liczbie umów kredytów indeksowanych w CHF na poziomie ok. 800 tys. Widać, że liczba pozwów rośnie - porównując informacje z pierwszego kwartału 2018 r. z informacjami z pierwszego kwartału 2019 r., wzrosła o 700. Można zakładać, że proces ten będzie nasilał się w kolejnych miesiącach - po wydaniu orzeczenia TSUE w polskiej sprawie" - powiedział Bochenek w rozmowie z ISBnews. 

    Wskazał, że kredytobiorcy w ostatnich miesiącach otrzymali sporo pozytywnych bodźców, wspierających ich starania o dochodzenie swoich praw, jak choćby trzy istotne wyroki Sądu Najwyższego z października 2018 r., oraz kwietnia i maja 2019 r., "istotne poglądy w sprawie", wydawane przez Rzecznika Finansowego lub Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, czy pozytywne dla klientów rozstrzygnięcia w sądach powszechnych.

     "To sprawia, że coraz więcej osób czuje wsparcie ze strony instytucji państwowych i będzie śmielej dochodziło swoich spraw w sądach" - uważa Bochenek. 

    Dodał, że ostatnia nowelizacja ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych zachowała maksymalną opłatę od pozwu w sprawach z roszczeń bankowych w wysokości 1 000 zł, zaś w sytuacji, gdy sprawa wcześniej była rozpatrywana w trybie polubownym, koszt ten będzie niższy o 2/3, jednak nie więcej niż 400 zł.

     "Dodatkowo od listopada będzie można złożyć pozew przeciw bankowi według miejsca zamieszkania kredytobiorcy, a nie jak dotychczas według miejsca siedziby banku lub oddziału banku, co również jest dużym udogodnieniem dla klientów banków" - uważa radca prawny. 

    Bochenek podkreślił również, że Sąd Najwyższy kilka dni temu opublikował materiały edukacyjno-merytoryczne z serii Studia i Analizy Sądu Najwyższego pt. "Kredyty walutowe Zagadnienia węzłowe", w których przedstawił rozważania w zakresie umów kredytowych powiązanych z kursem waluty obcej.

    "Z lektury tych materiałów można wywnioskować, że orzecznictwo idzie w stronę ujednolicenia i będzie zmierzać w stronę tzw. odfrankowania kredytów, tj. pozostawienia umowy kredytowej z kwotą kredytu w PLN, bez klauzuli indeksacyjnej z oprocentowaniem opartym o stawkę LIBOR. Sądy krajowe zaczynają powoływać się na najnowsze orzecznictwo Sądu Najwyższego i TSUE" - dodał. 

    Wskazał także, że jeśli TSUE powieliłby tezy Rzecznika Generalnego z polskiej sprawy frankowej C- 260/18 - a do tej pory stawał on po stronie klientów - to oznaczałoby, że klauzule przeliczeniowe, które zostały już przez Rzecznika Generalnego TSUE uznane za niedozwolone, przestałyby wiązać strony umowy, gdyż nie określają one precyzyjnie mechanizmu określającego kurs walut, na podstawie którego ustalana jest wysokość kredytu i poszczególnych rat miesięcznych. To zaś oznacza, że kredytobiorca nie wie, jaką kwotę kredytu ostatecznie będzie musiał spłacić. 

    "Opinia Rzecznika jest jednoznaczna - jeśli w umowie występuje postanowienie niedozwolone, to należy usunąć to postanowienie z umowy, przy czym strony związane są jej pozostałymi zapisami. W sprawach frankowych będzie to usunięcie z umowy mechanizmu przeliczającego do kursu franka szwajcarskiego, wówczas pozostanie kredyt w złotych oparty o LIBOR plus marża" - dodał

    Według radcy prawnego, aktualnie sądy są podzielone - jedne już orzekają na korzyść klientów, inne zawieszają postępowania do czasu wydania orzeczenia TSUE, są też takie, które oddalają sprawy konsumentów.

    "Można jednak oczekiwać, że mając już stanowisko TSUE i polskiego Sądu Najwyższego będą przyspieszały rozstrzyganie tych spraw" - podsumował Bochenek. 

    Agnieszka Morawiecka 

    (ISBnews)

     

  • 17.07, 13:13Prezes PPM Taurus chce być rzecznikiem małych firm u prezydenta 

    Warszawa, 17.07.2019 (ISBnews) - Powołany przez prezydenta Andrzeja Dudę do Rady ds. Przedsiębiorczości prezes producenta wędlin - firmy Taurus Stanisław Jarosz chce zostać w niej rzecznikiem małych firm i przekonywać prezydenta do mocniejszego zaangażowania się w walkę o poprawę ich losu, jak zadeklarował Jarosz w rozmowie z ISBnews. Jego zdaniem, najbardziej palącym problemem jest brak rąk do pracy oraz mała dbałość o polską tradycję.

    "Taurus jest nadal średniej wielkości firmą, prowadzącą 15 barów, posiadającą 2 zakłady produkcyjne i zatrudniającą 550 osób. Dlatego w Radzie ds. Przedsiębiorczości chciałbym się skupić na działaniach na rzecz mniejszych podmiotów, tym bardziej, że w tej chwili jestem tam jedynym przedstawicielem tego segmentu" - powiedział Jarosz w rozmowie z ISBnews.

    Zdaniem prezesa, największym wyzwaniem, z jakim borykają się obecnie mniejsze podmioty, szczególnie o charakterze produkcyjno-usługowym, jest brak pracowników. Ratunkiem mogą być imigranci zarobkowi, szczególnie z Ukrainy i Białorusi, ale obowiązujące dziś przepisy nie są dla nich sprzyjające.

    Firma Taurus, zatrudniająca w dużej części kobiety cierpi także na tym, że powszechny program 500+ powoduje ich rezygnację z pracy. Z drugiej zaś strony, aż 3 niehandlowe niedziele w miesiącu wywołują sprzeciw pracowników barów, którzy też chcieliby mieć wtedy wolne, wskazał Jarosz.

    Według niego, kolejnym problemem są przepisy dotyczące uzyskiwania dopłat czy dotacji do nowo otwieranych przedsięwzięć np. kolejnych barów przy autostradach.

    "Jako firma zatrudniająca 550 osób, jesteśmy traktowani już jako duży podmiot, więc zgodnie z przepisami nie należą nam się dofinansowanie ze środków unijnych. W efekcie budując kolejne bary na terenie całej Polski, nie możemy dostać na te pojedyncze tak naprawdę inwestycje żadnej pomocy. A nie wyobrażam sobie tworzenia pod każdy bar np. spółki celowej i pisania kolejnych wniosków, ponieważ generuje to określone koszty" - wyjaśnił.

    Prezes zwrócił także uwagę na dominację globalnych sieci sklepów czy fast-foodów w centrach miast oraz przy najważniejszych polskich drogach. Podkreślił, że nie ma ochrony polskiego producenta, tym bardziej, że tej wielkości podmioty mocno śrubują ceny od krajowych dostawców.

    "Chciałbym przekonać prezydenta, że warto chronić i promować tradycyjne polskie firmy, polską kuchnię, polskich przedsiębiorców. Nie mówimy o zakazie lokowania zagranicznych sieci w Polsce, ale o wprowadzeniu np. górnej granicy dla nich i konieczności budowania przy drogach także restauracji w rodzimą kuchnią" - wyliczył Jarosz.

    Prezes zapowiedział, że obecnie planuje przygotować dokument zawierający wszystkie przemyślenia małego przedsiębiorcy-praktyka, w którym, także przy udziale pracowników, zawrze listę "życiowych" zmian ułatwiających mu działalność.

    "Pracując w Radzie, chciałbym połączyć moje doświadczenia praktyczne z wiedzą naukową i teoretyczną innych jej członków. Jako jedyny w tym gronie przedstawiciel małych firm chcę być tam ich rzecznikiem i walczyć o poprawę warunków ich funkcjonowania" - podsumował Jarosz.

    Dzisiejsze Przedsiębiorstwo Przemysłu Mięsnego Taurus to nowoczesny zakład przetwórstwa mięsa, zakład produkcji wyrobów garmażeryjnych oraz sklepy i hurtownie. W skład firmy wchodzi także sieć barów, hoteli oraz domy weselne.

    Lesław Kretowicz

    (ISBnews)

     

  • 05.07, 08:34Kaźmierczak z ZPP uważa spotkanie Philipa Morrisa z posłami za zgodne z prawem 

    Warszawa, 05.07.2019 (ISBnews) - Spotkanie przedstawicieli koncernu Philip Morris Polska z posłami rządzącej partii w Sejmie nie miało charakteru lobbingowego i nie powinno budzić kontrowersji, uważa przewodniczący Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) Cezary Kaźmierczak. Jednocześnie reakcja na spotkanie pokazuje, że działalność lobbingowa jest w Polsce powszechnie źle rozumiana, ale też nieefektywnie regulowana prawnie.

    "W moim przekonaniu w tej sprawie naganne byłoby, gdyby spotkanie odbyło się np. w nocy na stacji benzynowej lub też gdyby przedstawiciele Philip Morris nie poszli na nie sami, tylko wysłali naukowców, którzy udawaliby, że są niezależnymi ekspertami. Żaden z tych przypadków nie miał miejsca" - powiedział Kaźmierczak w rozmowie z ISBnews.

    Według niego, to spotkanie nie miało charakteru tajnego, skoro odbyło się w Sejmie. W tej sytuacji nie ma niczego nagannego.

    "Nie wiem, co w tej sytuacji jest kontrowersyjnego czy sprzecznego z prawem - w tym, że posłowie spotkali się z firmą w Sejmie? Ja uczestniczyłem w Sejmie w dziesiątkach spotkań o podobnym charakterze, podczas których różnego rodzaju branże prezentowały swój punkt widzenia. Z tych spotkań, w których uczestniczyłem, nikt nie robił stenogramów" - wskazał przewodniczący ZPP.

    RMF FM podało, że ponad miesiąc temu politycy partii rządzącej spotkali się z przedstawicielami Philip Morris Polska w Sejmie. Jak informowało radio, przedstawiciele korporacji zaprezentowali badania o potencjalnie mniejszej szkodliwości nowoczesnych wyrobów tytoniowych, takich jak podgrzewane papierosy (których PM jest największym producentem). Fakt odbycia spotkania, ani jego przebieg nie zostały nigdzie formalnie odnotowane.

    "To, co opisał RMF to nie jest działalność lobbingową, bo działalność taką wykonuje się w imieniu osób trzecich, a nie w imieniu własnym. A oni działali w imieniu własnym - nie są więc lobbystami, tylko przedstawicielami swojego interesu. Ja jestem lobbystą w stosunku do naszych członków, bo w ich imieniu często występuję, natomiast oni sami nie są - oni są stroną" - skomentował Kaźmierczak.

    Zwrócił uwagę, że ta sytuacja nie ma nic wspólnego z ustawą o lobbingu także z tego względu, że to spotkanie nie dotyczyło żadnej ustawy, która jest aktualnie procedowana.

    Jednocześnie opowiedział się za nowym uregulowaniem kwestii działalności lobbingowej.

    "Ustawa o lobbingu jest martwa, praktycznie nikt jej nie przestrzega - w Polsce jest zarejestrowanych tylko kilku lobbystów. Trzeba napisać nową ustawę o lobbingu. Ja bardzo bym chciał, żeby taka ustawa powstała, ponieważ ja stale spotykam się z przypadkami nielegalnego - w moim przekonaniu - i niemoralnego lobbingu, gdzie przychodzi ktoś, kto podaje się za eksperta, a ewidentnie realizuje zadania przedstawione przez jedną ze stron. Sam chętnie mogę o taką ustawę walczyć" - wskazał Kaźmierczak.

    Kluczowe jest, by poseł czy minister wiedział, z kim rozmawia i żeby za zatajanie tej informacji przewidziana była surowa kara, podkreślił.

    "W przypadku związków pracodawców sytuacja jest o tyle inna, że my działamy na podstawie Ustawy o organizacjach pracodawców i Ustawy o Radzie Dialogu Społecznego. My w rozumieniu tych ustaw nie jesteśmy lobbystami, choć tak naprawdę jesteśmy, bo reprezentujemy naszych członków - ale to nam nakazują ustawy, na podstawie których działamy" - wskazał także Kaźmierczak.

    Philip Morris Polska jest członkiem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Według "Manifestu ZPP", jednym z celów działania Związku jest "reprezentowanie i obrona członków Związku przed nieuzasadnionymi działaniami organów państwa i samorządu terytorialnego".

    Tomasz Oljasz

    (ISBnews)

     

  • 15.05, 11:14BCG: Strategię transformacji energetycznej można i warto opracować bardzo szybko 

    Katowice, 15.05.2019 (ISBnews) - Polskie przedsiębiorstwa są w stanie samodzielnie przeprowadzić pewne elementy transformacji energetycznej, natomiast by dokonać jej w sposób całościowy, biznes potrzebuje transparentnych, długoterminowych ram działania, które określałyby cele, do jakich dążymy, poinformował dyrektor Boston Consulting Group (BCG) Tomasz Kędzierski w rozmowie z ISBnews. Przypomniał, że na przestrzeni lat pojawią się technologie, które zmienią obraz światowej energetyki - dlatego strategia powinna zostać opracowana szybko, a potem uzupełniona o regulacje, uwarunkowania formalno-prawne oraz korygowana wraz z pojawianiem się nowych technologii.

    "Biznes jest w stanie przeprowadzić pewne elementy transformacji energetycznej, natomiast aby dokonać jej w sposób całościowy, potrzebuje transparentnych i przewidywalnych długoterminowo ram działania. To skłoni firmy do podejmowania świadomych decyzji i pozwoli generować przewidywalne stopy zwrotu" - powiedział Kędzierski w rozmowie z ISBnews w kuluarach XI Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EKG) w Katowicach. Agencja ISBnews jest głównym patronem medialnym EKG.

    Podczas debaty na EKG omówiono przygotowany przez BCG i Fundację WWF Polska raport "2050 Polska dla pokoleń, wybieramy przyszłość".

    "Raport pokazuje, że spoglądając na gospodarkę należy uwzględniać ekonomiczne koszty zmian klimatycznych" - powiedział podczas debaty prezes WWF Polska Mirosław Proppe.

    "Jest wiele znaków zapytania, np. o magazynowanie energii. Musimy mieć uporządkowany i spójny plan, w jaki sposób, a przede wszystkim w stronę jakich celów chcemy rozwijać nasz kraj. Raport jest punktem wyjścia do wypracowania długoterminowej strategii transformacji energetycznej Polski" - dodał.

    Według prognoz zawartych w raporcie, wdrożenie scenariusza gospodarki zbliżonej do zeroemisyjnej w latach 2020-2050 może przynieść Polakom skumulowane oszczędności w wysokości 447-462 mld zł, czyli około 15 mld zł średniorocznie (w scenariuszu z wyższymi cenami uprawnień CO2 - 499-514 mld zł, tj. 19 mld zł średniorocznie), co oznacza nawet 1% rocznego PKB.

    "Może się to stać dzięki spadkowi kosztów zużycia energii w gospodarstwach domowych i budynkach usługowych, kosztów importu paliw oraz zmniejszenia kosztów opieki zdrowotnej. Przy okazji, dzięki inwestycjom w termomodernizację budynków, powstać może dodatkowych 24 tys. miejsc pracy" - czytamy w raporcie.

    Kędzierski podkreślił, że celem raportu nie jest przedstawienie docelowych rozwiązań we wszystkich poruszanych kwestiach, ale otwarcie debaty publicznej na temat konieczności łączenia rozwoju gospodarczego z ochroną środowiska.

    Wiceprezes Tauron Polska Energia Jarosław Broda zwrócił uwagę, że obecnie nie mamy w Polsce technologii, które doprowadziłyby nas do pełnej neutralności energetycznej w 2050.

    "Naszą szansą jest, by wejść na falę 'zielonych technologii' i być jej kreatorem, nie tylko konsumentem nowych rozwiązań technologicznych. Do tego potrzebna jest długoterminowa strategia, niezbędna, aby przedsiębiorstwa mogły kreować rentowne biznesy, skoncentrowane na tej dziedzinie. Widzimy już presję ze strony instytucji finansowych czy inwestorów, ponieważ coraz więcej inwestorów nie angażuje się w firmy pozostawiające duży ślad węglowy" - wymieniał Broda.

    "O tym, jak szybko pojawiają się i upowszechniają nowe technologie, mogą świadczyć rowery miejskie czy hulajnogi elektryczne" - wskazał wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) Bartłomiej Pawlak.

    "Dzisiaj, z perspektywy menadżera zarządzającego w dużej firmie, mogę powiedzieć, że to właśnie są najczęściej wybierane przeze mnie środki transportu" - dodał.

    Dyrektor innowacji w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii Jan Staniłko zwracał uwagę na potrzebę uwzględnienia wszystkich kosztów, jakie gospodarka i społeczeństwo ponosi w związku z wykorzystywanym systemem i miksem energetycznym. "Gdyby wszystkie koszty zostały uwzględnione, rozmawialibyśmy o zupełnie innych kosztach energii" - powiedział Staniłko.

    "Zmiany klimatyczne są realne, nawet jeśli nie odczuwamy ich tak drastycznie w naszej szerokości geograficznej. Ale są one coraz częściej uwzględniane w polityce inwestycyjnej firm oraz w politykach wewnętrznych, definiujących sposoby działania korporacji" - stwierdziła wiceprezes ING Banku Śląskiego Joanna Erdman.

    W raporcie przedstawiono cztery kluczowe obszary rekomendacji, które przyczynią się do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych oraz poprawy jakości powietrza:

    "-Stworzenie i wdrożenie planu rozwoju innowacyjnego, a docelowo zeroemisyjnego systemu produkcji energii elektrycznej.

    - Realne i dostosowane do możliwości społecznych wsparcie dla ograniczenia zużycia energii w gospodarstwach domowych i budynkach usługowych oraz w przemyśle.

    - Rozwój floty niskoemisyjnych, np. samochodów elektrycznych.

    - Rozwój transportu publicznego, ruchu rowerowego oraz transportu kolejowego" - czytamy w raporcie.

    "Nasze analizy wskazują, że w samym obszarze zdrowia jesteśmy w stanie zaoszczędzić do roku 2050 ok. 120 mld zł. Środki uzyskane z tego tytułu pozwoliłyby sfinansować różnicę w wydatkach kapitałowych, niezbędnych do zrealizowania bardziej ambitnego scenariusza gospodarki zbliżonej do zeroemisyjnej w 2050 roku. Musi być zapewniony transfer pieniądza i rozwiązania bardziej regulacyjno-systemowe" - powiedział ISBnews dyrektor w BCG.

    "Drugi obszar to jest obszar związany z importem ropy naftowej - a samochód elektryczny jest o wiele tańszy w eksploatacji niż spalinowy. Przejście na samochody elektryczne wygenerowałoby oszczędności przekraczające 100 mld zł. Jednakże perspektywa firm energetycznych lub różnych graczy może być taka, że korzyści nie są widoczne. Kwestią pozostaje to, by stworzyć ramy systemowe pozwalające tym instytucjom podejmować decyzje. Każde przedsiębiorstwo ma swoje określone cele inwestycyjne i horyzont inwestycyjny. Większość managerów myśli kategoriami 2-5 lat - natomiast inwestycje, o których mówimy, musiałyby się wydarzyć na przełomie lat 30" - podsumował Kędzierski w rozmowie z ISBnews.

    W debacie podczas EKG Kędzierski podkreślił ponadto, że obecnie w Polsce straty związane z anomaliami pogodowymi wynoszą 9 mld zł rocznie, co ma realne przełożenie na PKB. Przypomniał, że efektem smogu w miastach jest spadek ich atrakcyjności inwestycyjnej.

    Renata Oljasz

    (ISBnews)

     

  • 15.04, 16:24Kwieciński: Dla posiadaczy obecnych IKE powstaną subkonta dla środków z OFE 

    Warszawa, 15.04.2019 (ISBnews) - Dla posiadaczy obecnych indywidualnych kont emerytalnych (IKE) zostaną utworzone subkonta w ramach ich IKE na środki przekazywane w procesie przekształcenia otwartych funduszy emerytalnych (OFE) w IKE, poinformował ISBnews minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński.

    "W projekcie ustawy zapisaliśmy, że dla osób, które już posiadają IKE, środki przekształcone z OFE zostaną umieszczone w subfunduszu w ramach tego IKE. A te osoby, które IKE nie posiadają, założą nowe IKE. W ten sposób chcemy upowszechnić system IKE" - powiedział Kwieciński w rozmowie z ISBnews.

    Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział dziś na konferencji, że rząd przedstawia dziś propozycję przeniesienia całości środków z OFE, w kwocie 162 mld zł, na prywatne, indywidualne konta emerytalne. Możliwe też będzie pozostawienie całości środków na koncie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). Same OFE zostaną przekształcone w fundusze inwestycyjne i zachowają ciągłość działania.

    Środki przenoszone z OFE do IKE zostaną obciążone 15-proc. opłatą przekształceniową.

    Marek Knitter

    (ISBnews)

     

  • 27.03, 10:51Sielewicz z Coface: Polska tylko 'otrze się' o próg 3% w relacji deficytu do PKB 

    Warszawa, 27.03.2019 (ISBnews) - Deficyt sektora rządowego i samorządowego tzw. general government) będzie rósł, ale Polska jedynie "otrze się" o unijny limit w wysokości 3% w relacji tego deficytu do PKB w 2020 r., kiedy wskaźnik ten nie powinien przekroczyć 2,8%, prognozuje w rozmowie z ISBnews główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej Grzegorz Sielewicz.

    "W świetle ostatnich danych i naszych przewidywań, powinniśmy się 'otrzeć' o ten próg 3%, ale nie przekroczyć. Nasze założenia odnośnie deficytu general government to 1,7% na ten rok, a na przyszły rok - 2,6%; nie wiem jednak, czy nie powinien być 2,8%. Ale jednak nadal jest to poniżej 3%" - - powiedział Sielewicz w rozmowie z ISBnews w kuluarach konferencji Coface Country Risk. Agencja ISBnews była patronem medialnym tego wydarzenia.

    "Co naszym zdaniem wspiera twierdzenie, że deficyt nie przekroczy 3% w przyszłym roku, to z jednej strony wciąż solidne tempo wzrostu gospodarczego, które powinno się utrzymać w 2020 r. Nasza prognoza mówi, że to powinno być ok. 3,4-3,5%. Po drugie, to nadal ściągalność podatków, już nie tak wysoka, ale to wciąż jednak istotny czynnik. A po trzecie - wyższe wpływy z podatków w związku z wyższą konsumpcją, głównie z VAT, ale też z PIT. Wydaje mi się, że z tych powodów znajdziemy się poniżej progu 3%, natomiast oczywiście jest to scenariusz obarczony pewnym ryzykiem i możliwy do rewizji w kolejnych miesiącach" - dodał.

    Zaznaczył jednocześnie, że trudno oczekiwać, aby poprawa ściągalności podatków była nadal tak imponująca. Zwrócił uwagę, że Polska zbliżyła się pod względem ściągalności podatków do poziomów, jakie są odnotowywane w Europie Zachodniej.

    "Nasza prognoza odnośnie wzrostu PKB na 2019 to 3,9%, więc nie spodziewamy się znaczącego spowolnienia. Więcej ryzyk dla prognozy widzimy po stronie zagranicznej niż krajowej. Musimy byś świadomi tego, że wiele firm w Polsce jest zaangażowanych w globalne łańcuchy produkcyjne, czyli jeśli nawet nie eksportują, a koncentrują się na lokalnym rynku, to mogą dostarczać produkty klientowi, który jest eksporterem i swoje produkty wysyła np. do Niemiec, a z Niemiec trafiają one np. do Chin. Dlatego ryzyko może dotyczyć nie tylko eksporterów" - powiedział także Sielewicz.

    Według niego, szczególnym powodem do zmartwień jest spowolnienie w strefie euro, w tym w gospodarce niemieckiej.

    "Jeżeli chodzi o naszych eksporterów, jest to istotne kryterium - zwłaszcza, że z jednej strony jest to dosyć łagodne spowolnienie, nie ma recesji - dla strefy euro przewidujemy 1,4% wzrostu w tym roku, dla gospodarki niemieckiej - zaledwie 0,8%. Jeżeli rozdzielilibyśmy polską gospodarkę na zagranicą i część wewnętrzną, to ta zagranica stanowiłaby większy czynnik ryzyka. Na nasze szczęście, polski eksport rośnie w relacji do PKB - w ub.r. relacja ta osiągnęła już poziom 55%" - stwierdził główny ekonomista.

    "Z drugiej strony, nie jesteśmy aż tak uzależnieni od eksportu, jak np. Słowacja, Węgry czy Czechy, gdzie ta relacja sięga już nawet 90%. Dobrze więc, że możemy bazować na popycie wewnętrznym, polski konsument jest nadal aktywny. Konsumpcja gospodarstw domowych - zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami - pozostanie główną siłą napędową wzrostu. Dobra sytuacja na rynku pracy też wspiera wzrost. Impuls fiskalny też z pewnością będzie działał 'na plus', ale nie chciałbym go przeceniać, ponieważ zapewne w połowie roku impuls ten przyspieszy krótkookresowo sprzedaż detaliczną i ogólnie konsumpcję" - dodał.

    Zwrócił też uwagę, że w lipcu br. największe firmy będą musiały uruchomić pracownicze plany kapitałowe (PPK), co oznacza dodatkowe wydatki dla firm oraz pomniejszenie płac netto.

    "Trzeba też pamiętać, że w połowie roku wchodzą PPK dla największych firm. Więc biorąc pod uwagę obniżkę PIT z 18% na 17% oraz PPK, to w wynagrodzeniach netto nie będzie widać żadnego zastrzyku, jeśli chodzi o pracowników dużych firm. To nie jest tak, że nastąpi znaczne przyspieszenie konsumpcji, raczej podtrzymanie jej tempa" - wskazał.

    "Rok 2020 to, naszym zdaniem, pewien znak zapytania. Bowiem impulsy fiskalne wejdą prawdopodobnie w drugiej połowie tego roku. Ich efekty mogą zacząć już wygasać, może z wyjątkiem 500+ na pierwsze dziecko. Ale spodziewamy się pewnej stabilizacji konsumpcji, nadal pod dużym znakiem zapytania są inwestycje w aktywa trwałe - to, czy przedsiębiorstwa będą skłonne inwestować. Bo w roku wyborczym ogólnie inwestycje w aktywa trwałe na pewno będą 'na plusie', mimo, że budżet nie ma aż tyle możliwości ich finansowania" - dodał Sielewicz.

    Przypomniał, że ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) dla przedsiębiorstw zatrudniających 50 osób i więcej wskazują, że w zeszłym roku odnotowaliśmy dwucyfrowy wzrost inwestycji - o 11,2%.

    "Nie znamy jeszcze struktury tego wzrostu, ale wydaje się, że odpowiadają za niego jednak głównie firmy zagraniczne, które nawet, jeżeli mówią o ryzyku politycznym, to to ryzyko polityczne kalkulują i nie jest ono dla nich wysokie, nadal lubią nie tylko Polskę, ale w ogóle region Europy Środkowo-Wschodniej. Firmy te doceniają niskie koszty pracy - pomimo wzrostu wynagrodzeń to wciąż średnio 1/3 tego, co musieliby zapłacić pracownikom na Zachodzie, jak również wysoką jakość produkcji oraz ramy UE, dzięki którym wiedzą, czego się mogą spodziewać. Dlatego inwestują" - podsumował główny ekonomista.

    W Polsce Coface jest obecny od 1992 roku. Ubezpiecza należności krajowe i eksportowe, oferuje finansowanie poprzez faktoring, a także raporty handlowe o firmach z całego świata.

    Renata Oljasz

    (ISBnews)

     

  • 22.03, 14:57Grycan: Zamykamy punkty w centrach handlowych, szukamy innych kanałów sprzedaży 

    Warszawa, 22.03.2019 (ISBnews) - Zakaz handlu w niedzielę źle wpłynął na wyniki Grycana, dlatego firma będzie zamykać punkty w centrach handlowych i szuka innych kanałów dystrybucji w sieciach handlowych, z którymi wcześniej nie współpracowała, poinformował ISBnews.tv Zbigniew Grycan, założyciel marki Grycan Lody od Pokoleń.

    "Ograniczenie handlu w niedzielę źle wpłynęło na nasze wyniki. Mamy dużo mniejsze obroty i musimy bronić się, żeby wystarczyło na czynsz" - powiedział Grycan w rozmowie z ISBnews.tv.

    "Walczymy w firmie o to, żeby nie zwalniać ludzi i nie robić restrukturyzacji, bo mamy doskonałych pracowników. Staramy się dać im inne stanowiska pracy. W niedziele zatrudnialiśmy wielu studentów. Niestety, teraz już nie przyjmujemy ich do pracy" - podkreślił.

    Większość lokali Grycana zlokalizowana jest w centrach handlowych, więc zakaz handlu szczególnie dotknął właśnie te punkty.

    "Generalnie poradziliśmy sobie lepiej niż konkurencyjna branża gastronomiczna, chociaż zanotowaliśmy spadki 1-3 proc. w porównaniu do roku ubiegłego. Oczywiście, są lokale, które radzą sobie lepiej, ale i takie, w których niedziela była podstawowym dniem sprzedaży" - powiedział ISBnews.tv dyrektor generalny firmy Grycan Marcin Snopkowski.

    Nie zmienia to faktu, że "wiele punktów nie wyrabia satysfakcjonujących nas obrotów, które pokrywałyby wszystkie opłaty", zaznaczył Zbigniew Grycan.

    "Jesteśmy zobligowani umowami, ale gdy ich terminy będą się kończyć, będziemy zamykać punkty w centrach handlowych. Już zostały zamknięte dwa" - wyjaśnił.

    "Teraz szukamy innych kanałów dystrybucji w sieciach handlowych, z którymi wcześniej nie współpracowaliśmy" – dodał.

    Snopkowski podkreślił, że jedynie 1/3 lokali w centrach handlowych generuje takie obroty, że mogą być otwarte w niedzielę. "Przyglądamy się wszystkim lokalizacjom. Zamknęliśmy te, które stały się mocno nierentowne. Zastanawiamy się też, co się wydarzy, gdy zakaz handlu objąłby wszystkie niedziele. Mamy przygotowane modele biznesowe i przeliczamy, w których lokalach będziemy mieli problem w rentownością" - podkreślił.

    Marka Grycan - Lody od pokoleń jest obecna na polskim rynku od 2004 r. W ciągu 15 lat istnienia firma Grycan rozwinęła największą rodzinną sieć lodziarnio-kawiarni firmowych nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Obecnie liczy już ponad 150 lokali.

    (ISBnews)

     

  • 22.03, 13:22Rusewicz z IGTE: W projekcie SRRK brakuje odniesienia do przyszłości OFE 

    Warszawa, 22.03.2019 (ISBnews) - W projekcie Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego (SRRK) brakuje odniesienia do przyszłości otwartych funduszy emerytalnych (OFE), oceniła w rozmowie z ISBnews.tv prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych (IGTE) Małgorzata Rusewicz.

    Jej zdaniem, pewne zmiany uproszczą funkcjonowanie rynku, ale nie są przełomowe. "One tak naprawdę nie doprowadzą do rozwoju rynku kapitałowego" - dodała.

    "Z mojej perspektywy, w strategii brakuje też bardziej szczegółowych zapisów dotyczących kierunków zmian związanych z dodatkowymi formami oszczędzania, które mają silną korelację z rynkiem kapitałowym" - podkreśliła w rozmowie z ISBnews.tv.

    Zdaniem Rusewicz, brakuje też kwestii rozwiązań o charakterze podatkowym po stronie inwestorów długoterminowych, czyli kluczowej sprawy, o której mówi się na rynku, a ostatecznie nie pojawiała się w strategii bądź jest w bardzo ograniczonym zakresie.

    Według niej, w porównaniu z tym, co pierwotnie było prezentowane Radzie Rozwoju Rynku Kapitałowego, ostateczny dokument przeszedł modyfikację, został "ograniczony i okrojony".

    "Czytając strategię, ma się wrażenie, że cele, które są postawione, nie są celami dla rozwoju rynku kapitałowego, ale dla wzmocnienia pozycji małych i średnich przedsiębiorstw. To nie jest złe, ale na pewno nie jest to cel strategiczny, który powinien być przed tym dokumentem postawiony" - wskazała Rusewicz. 

    "Niemniej jednak dobrze, że strategia powstała, bo mamy dokument, nad którym można pracować" - podsumowała.

    (ISBnews)

     

  • 22.03, 11:04Gatnar, RPP: Impuls fiskalny bez precedensu, koszt dla budżetu poniżej oczekiwań 

    Warszawa, 22.03.2019 (ISBnews) - Zapowiedziany przez rząd impuls fiskalny należy oceniać pozytywnie jako nowe źródło napędzające gospodarkę, a koszt przygotowywanych rozwiązań dla budżetu państwa może okazać się mniejszy niż wynika z obecnych szacunków, uważa członek Rady Polityki Pieniężnej (RPP) Eugeniusz Gatnar.

    "Impuls fiskalny jest bezprecedensowy. Podobną sytuację mieliśmy w 2007 r., kiedy pani prof. Zyta Gilowska zmniejszała klin podatkowy. Tej skali impuls to rzecz absolutnie bez precedensu i on podtrzymuje nasz wzrost konsumpcji. […] To jest nowy czynnik, które będzie napędzał gospodarkę - produkcję, konsumpcję i usługi. Z tego powodu uważam, że w roku 2019 wzrost PKB pozostanie na poziomie pomiędzy 4 a 4,5%" - powiedział Gatnar w rozmowie z ISBnews.

    Zwrócił uwagę, że według analizy przedstawionej ostatnio w "Rzeczpospolitej", z ok. 40 mld zł kosztów programu "Piątka PiS" do budżetu w postaci podatków wróci ok. 7-9 mld zł.

    "Wiele badań pokazuje, iż mnożnik fiskalny w Polsce wynosi ponad 1, może nawet 1,6, co by znaczyło, że tak naprawdę ten program w dużej części sam się sfinansuje. Oznacza to, że nie będzie on tak kosztowny dla budżetu, jak się wydaje" - podkreślił Gatnar.

    "Myślę, że część środków z rozszerzenia 500+ trafi do oszczędności, ale nie będzie to duża kwota. Większość zostanie przeznaczona na konsumpcję. Chociaż Polska potrzebuje oszczędności, potrzebuje polskiego kapitału, choćby po to, żeby finansować inwestycje" - dodał.

    Według niego, nie ma powodów, by obawiać się przekroczenia unijnego limitu w zakresie deficyt sektora rządowego i samorządowego (tzw. general government) na poziomie 3% w relacji do PKB.

    "Przekroczenie tego progu w tym roku nie jest zagrożone, jeśli chodzi przyszły rok - to jest kwestii oceny skutków efektów impulsu fiskalnego. Nie wiemy, w jakiej sekwencji jego elementy będą realizowane. Tak więc obserwujmy gospodarkę i bądźmy większymi optymistami niż agencja Fitch" - podsumował Gatnar.

    Na początku marca Fitch Ratings podał, że nowy pakiet fiskalny, ogłoszony przez Prawo i Sprawiedliwość (PiS) przesuwa nastawienie w polityce fiskalnej na bardziej ekspansywne i grozi wzrostem deficytu general government do ok. 3% PKB w 2020 r. z szacowanych na 2018 r. 0,5% PKB.

    Renata Oljasz

    (ISBnews)

     

  • 22.03, 09:39Skarbiec TFI:Pełny wpływ PPK na GPW ujawni się za 3 lata, ważne wsparcie dla MŚP 

    Warszawa, 22.03.2019 (ISBnews) - Program pracowniczych planów kapitałowych (PPK) będzie miał pozytywny wpływ na warszawską giełdę, ale ujawni się on w pełni dopiero za 3 lata. Nowy system szczególnie pozytywnie może oddziaływać na segment małych i średnich spółek (MŚP) na GPW, uważa Michał Stalmach, zarządzający funduszami w Skarbiec Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych.

    "W naszej ocenie, PPK będą miały pozytywny wpływ na giełdę, jednak na pełny efekt przyjdzie nam poczekać trzy lata, kiedy program obejmie już wszystkie, także najmniejsze firmy" - powiedział Stalmach w rozmowie z ISBnews.tv podczas 9. Fund Forum Analiz Online.

    "Zakładamy, że poziom partycypacji wyniesie ok. 50%, natomiast przeciętny fundusz klienta będzie miał ok. 45% akcji. W naszej ocenie, wpływ na polską giełdę powinien wynieść ok. 4 mld zł" - dodał.

    Zwrócił uwagę, że z ustawy o PPK wynika, iż limit inwestycji w akcje spółek wchodzących w skład indeksu mWIG40 wynosi maksymalnie 20%, a w przypadku sWIG80 i mniejszych spółek - do 10%. Oznacza to, że z PPK do spółek może napłynąć ok. 1,5 mld zł rocznie.

    "Tak więc środki z PPK będą miały największy pozytywny wpływ na te mniejsze spółki. A płynność jest jedną z największych bolączek, szczególnie w tym segmencie giełdowego rynku" - podkreślił.

    Zarządzający zwrócił też uwagę, że ważne dla powodzenia tego programu będzie, "korzystne rozwiązanie sytuacji z OFE".

    "Mam na myśli pozostawienie zgromadzonych środków w gestii funduszy, ewentualnie przeniesie 25% z nich do Funduszu Rezerwy Demograficznej zgodnie z pierwotnymi zapowiedziami. Bez tego trudno byłoby o zaufanie dla długoterminowych rozwiązań emerytalnych" - podsumował. Jest szansa, że obecność takiego "mechanizmu", będącego pewnym stabilizatorem rynku, poprawi postrzeganie polskiego rynku przez inwestorów zagranicznych.

    1 lipca 2019 roku PPK zostaną wprowadzone w spółkach zatrudniających ponad 250 pracowników, a w ciągu kolejnych 18 miesięcy do programu dołączać będą również mniejsze przedsiębiorstwa.

    (ISBnews)

     

  • 21.03, 12:29Ociepa z MPiT: Platforma Przemysłu Przyszłości zostanie wpisana do KRS do 8 maja 

    Warszawa, 21.03.2019 (ISBnews) -  Minister przedsiębiorczości i technologii powoła radę oraz zarząd Fundacji Platformy Przemysłu Przyszłości do 8 kwietnia br., poinformował ISBnews wiceminister przedsiębiorczości i technologii Marcin Ociepa. Celem powołanej Fundacji jest wspieranie działań polskich przedsiębiorstw na drodze transformacji cyfrowej, a zgodnie z zapisami ustawy, w skład rady Fundacji wejdą przedstawiciele różnych resortów, nauki i przemysłu, podał także.

    "Kolejnymi terminami, które wskazuje ustawa o Fundacji Platformy Przemysłu Przyszłości są: nadanie statutu, po zasięgnięciu opinii Rady oraz wpis Fundacji do Krajowego Rejestru Sądowego, co nastąpi w ciągu 60 dni od wejścia w życie ustawy, czyli do 8 maja" - powiedział Ociepa w rozmowie z ISBnews. 

    Jego zdaniem, korzyścią z tego, że Fundacja jest powoływana na mocy ustawy jest jej podleganie zasadom funkcjonowania instytucji publicznych umożliwia transparentność działań oraz kontrole przez odpowiednie organy państwa.

    "Fundacja, oczywiście w dużym uproszczeniu, ma łączyć świat biznesu i świat nauki oraz pomóc w transformacji polskiej gospodarki w kierunku przemysłu 4.0. Chcemy podwyższyć wskaźniki cyfryzacji, automatyzacji czy robotyzacji polskich przedsiębiorstw. Do tej pory brakowało odpowiedniej współpracy. Fundacja ma być takim pomostem pomiędzy tymi światami i skupiać się wokół konkretnych projektów i wspólnych wyzwań" - powiedział Ociepa.

    Według niego, chodzi więc m.in. o wsparcie w formie szkoleń oraz doradztwa powiązane z testowaniem i udostępnianiem przedsiębiorcom parków maszynowych czy laboratoriów badawczych.

    "Podobnie jest w przypadku naukowców, którym chcemy stworzyć odpowiednią przestrzeń do współpracy. Często powstają na uczelniach różne rozwiązania i urządzenia, które nie mogą być bezpośrednio użyczone przedsiębiorcy, ale Fundacja będzie miała możliwość dostosowania odpowiednich mechanizmów współpracy. I to jest nasz cel. Mała firma może również liczyć na wsparcie eksperckie" - dodał wiceminister.

    "Kolejną kwestią jest tworzenie regionalnych centrów kompetencji, w których będziemy pobudzać transformację przedsiębiorstw w kierunku przemysłu 4.0. Działania centrów prowadzone w konkretnych regionach będą bardziej dostosowane do potrzeb i specyfiki lokalnej gospodarki. Mamy oczywiście szereg różnych instytucji, ośrodków, ale to właśnie Fundacja ma koordynować ich działanie, aby oferować kompleksowe rozwiązania" - podsumował wiceminister.

    Ustawa o Fundacji Platforma Przemysłu Przyszłości weszła w życie 11 marca br.

    Marek Knitter

    (ISBnews)