ISBNewsLetter
S U B S K R Y P C J A

Zapisz się na bezpłatny ISBNewsLetter

Zachęcamy do subskrypcji naszego newslettera, w którym codziennie znajdą Państwo najważniejszą depeszę ISBnews, przegląd informacji dostępnych w naszym Portalu i kalendarium nadchodzących wydarzeń biznesowych i ekonomicznych. Subskrypcja jest bezpłatna.

* Dołączając do ISBNewsLetter'a wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204). Twój adres e-mail będzie wykorzystany wyłącznie do przekazywania informacji na temat działań ISBNews i nie zostanie przekazane podmiotom trzecim. W kazdej chwili można wypisać się z listy subskrybentów klikając link na dole każdego ISBNewsLettera.

Najnowsze depesze: ISBnews Legislacja

  • 03.04, 11:17PINK: Niektóre centra handlowe mogą prawie w całości utracić przychody z czynszu 

    Warszawa, 03.04.2020 (ISBnews) - Właścicielom obiektów handlowych, w zależności od wielkości i struktury najemców, grozi nawet do ponad 90% spadku przychodów z czynszu, co może prowadzić do upadłości - w pierwszej kolejności mniejszych przedsiębiorców, oceniła dyrektor operacyjna Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych (PINK) Agnieszka Jachowicz. W związku z tym Izba apeluje o symetryczne wsparcie dla wszystkich podmiotów rynku nieruchomości komercyjnych, co oznacza uwzględnienie właścicieli oraz inwestorów w programie osłonowym przygotowanym przez polski rząd.

    "Ustawa stanowi o wygaśnięciu umów, w uzasadnieniu zaś ustawodawca wspomina o zawieszeniu czynszów - zatem należy się spodziewać wygasania umów, które będą skutkować niepłaceniem czynszu. Dotyczy to wszystkich najemców, również tych działających poza sklepami funkcjonującymi w ramach obecnych ograniczeń. Struktura najmu w centrach handlowych jest zróżnicowana, w starszych centrach funkcjonują jeszcze duże hipermarkety, które mogą zajmować nawet około 20% powierzchni najmu, w nowych powierzchnia wynajmowana przez operatorów spożywczych waha się od ok. 2,5% do 10%. Dla centrów z małym supermarketem spożywczym spadek czynszu może więc wynosić ponad 90% (należy zwrócić uwagę na fakt, że hipermarket czy supermarket nie należy do najwięcej płacących najemców za m2)" - napisała Jachowicz w komentarzu dla ISBnews.

    "Z upadłością będą borykać się mali przedsiębiorcy, właściciele obiektów ponad 2 000 m2 gdzie nie ma w ogóle operatora spożywczego. Lepiej poradzą sobie mniejsze obiekty, gdzie oprócz operatora spożywczego działa np. sklep z artykułami budowlanymi i wyposażeniem wnętrz, apteka, pralnia czy sklep ze środkami czystości" - dodała.

    Ze stanowiskiem Izby zgadza się dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL Mateusz Polkowski.

    "Polski sektor nieruchomości komercyjnych na przestrzeni ostatniej dekady wypracował mocne fundamenty i najmocniejszą pozycję inwestycyjną wśród wszystkich krajów regionu CEE. To zasługa zarówno zagranicznych, jak i rodzimych deweloperów, inwestorów i właścicieli, dla których zwieńczeniem biznesowych sukcesów, w bardzo różnych branżach, było wybudowanie np. centrów handlowych. Stworzyli miejsca pracy dla setek pracowników biurowych oraz osób działających w branży handlowej czy magazynowej. Dlatego instrumenty pomocy proponowane przez polskie władze powinny uwzględniać również ich stronę i zapewniać im bezpieczeństwo prowadzenia biznesu w tych bardzo trudnych warunkach. To, w jaki sposób rząd reaguje teraz, wpłynie najprawdopodobniej na obniżenie poziomu atrakcyjności inwestycyjnej kraju w długiej perspektywie. Trzeba, oczywiście, pomagać najemcom centrów handlowych i jest to oczywiste, niemniej jednak nie można tego robić wyłącznie kosztem właścicieli obiektów, ponieważ jest to najprościej ujmując niesprawiedliwe" - skomentował dla ISBnews Polkowski.

    1 kwietnia PINK zaapelowała o symetryczne wsparcie dla wszystkich podmiotów rynku nieruchomości komercyjnych, co oznacza uwzględnienie właścicieli oraz inwestorów w programie osłonowym przygotowanym przez polski rząd. Wg PINK uchwalone zapisy Tarczy Antykryzysowej nie uwzględniły ich perspektywy co oznacza, że państwo pominęło w swoich działaniach kluczowych uczestników rynku.

    "Polski sektor nieruchomości komercyjnych (biura, magazyny, powierzchnie handlowe) odpowiada za 12% polskiego PKB i był dotąd stabilnym źródłem wpływów budżetowych państwa oraz lokalnych samorządów. W ciągu ostatnich 10 lat wartość inwestycji w tym sektorze wyniosła ponad 42 mld euro (ok. 180 mld zł). Ponadto Polska jest największym rynkiem biurowym w naszym regionie z ponad 11 mln m2 nowoczesnych biur, w których pracuje ponad milion osób oraz ósmym rynkiem magazynowym w Europie pod względem podaży" - podkreślała PINK.

    Do projektu tzw. tarczy antykryzysowej PINK zgłosiło następujące - nieuwzględnione w ustawie - postulaty:

    - Udzielenie pomocy dla właścicieli budynków w sytuacjach racjonalnych żądań o zwolnienie z czynszów czy też ustawowych regulacji w zakresie zawieszenia czynszów (wprowadzonych dla galerii handlowych).

    - Wsparcie w zakresie kosztów operacyjnych w czasie ograniczonego funkcjonowania budynków.

    - Wprowadzenie większej elastyczności dla jednostek samorządu w zakresie podatku od nieruchomości (np. wprowadzenie możliwości odzyskania podatku od nieruchomości już zapłaconego przez przedsiębiorcę przed dniem wejścia w życie ustawy po 1 stycznia 2020).

    - Zmiany w zakresie art. 15g, tak aby warunek posiadania braku zaległości na koniec 3 kwartału uważało się za spełniony, jeżeli przedsiębiorca dysponuje zaświadczeniem o niezaleganiu z ZUS i / lub organów podatkowych wydanych w dowolnym okresie późniejszym.

    - Odroczenie spłat rat kredytów oraz odsetek zaciągniętych na zakup/budowę nieruchomości.

    - Zniesienie podatku od czynności cywilnoprawnych od wszelkich wkładów w spółkach osobowych, dopłat do spółek z.o.o. oraz podniesienia kapitału w spółkach kapitałowych wynikających z zaistniałej sytuacji.

    - Zmiany w zakresie prawa do wstecznego rozliczenia strat za 2020 (CIT i PIT) - jeżeli strata powstaje od początku 2020 roku, to powinna istnieć możliwość jej uwzględniania i korygowania na bieżąco roku 2019 i ewentualnej korekty w przypadku, gdy w 2020 strata będzie inna lub nie wystąpi.

    - Utrzymanie 3-miesięcznego okresu do wydawania interpretacji podatkowych (zamiast wprowadzonego wydłużenia tego okresu do 6 miesięcy).

    PINK postuluje zawieszenie zobowiązań wynajmujących / właścicieli obiektów handlowych wobec banków / instytucji finansowych, co stanowi niezbędną konsekwencję zawieszenia zobowiązań najemców wobec właścicieli obiektów handlowych. Brak takiego zapisu będzie oznaczać masowe składanie wniosków o upadłość, co odbije się także na najemcach, podkreśliła IZBA.

    Tomasz Chaberko

    (ISBnews)

     

  • 03.04, 08:30Skarbiec TFI: Większość firm skorzysta z przesunięcia terminu na umowy z PPK 

    Warszawa, 03.04.2020 (ISBnews) - Większość firm z II etapu wdrażania pracowniczych planów kapitałowych (PPK) - tj. zatrudniających 50-249 pracowników - prawdopodobnie skorzysta z możliwości przesunięcia wejścia do planu do 27 października br. i dlatego pierwszych wpłat z tego segmentu do PPK można oczekiwać na przełomie listopada - grudnia, szacuje w rozmowie z ISBnews dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej w Skarbiec TFI Przemysław Jaworski.

    Według niego, w obecnej sytuacji przesunięcie terminu PPK to najlepsze rozwiązanie - przedsiębiorcy mogą spokojnie skupić się na prowadzeniu działalności, zadbać o los swojej firmy oraz swoich pracowników.

    Firmy zatrudniające na 30 czerwca 2019 roku 50-249 pracowników mogą podpisać umowę o zarządzanie do 27 października br. oraz umowę o prowadzenie do 10 listopada br.

    "Ten termin sprzyja również nam - instytucjom finansowym, gdzie spokojnie możemy krok po kroku wdrożyć PPK w danej firmie" - powiedział Jaworski w rozmowie z ISBnews.

    Wskazał, że Skarbiec TFI ma klientów podlegających II etapowi wdrażania PPK, którzy podejmują się wpłat od maja, ponieważ chcą w tej sytuacji pomóc również pracownikom.

    "Ale są i takie firmy, które odczuwają skutki COVID-19, gdzie ten czas do października pozwoli spokojnie się przygotować do tego tematu. Liczymy, że większość firm z drugiego etapu jednak będzie korzystało na przesunięciu i pierwsze wpłaty zobaczymy na przełomie listopada - grudnia" - dodał dyrektor.

    Odnosząc się do kwestii, czy podejmowanie decyzji dotyczących PPK obecnie może być korzystne, zwrócił uwagę, że generalnie ryzyko w długim horyzoncie czasowym minimalizuje się.

    "Co do PPK - dziś wszyscy uczestnicy planu są na początku swojej drogi z oszczędzaniem w planie kapitałowym. Ich aktywa to trzy, może cztery wpłaty. Co jednak oznacza dla nich początek oszczędzania w kryzysie. Tu możemy przyjrzeć się wydarzeniom sprzed lat. Oczywiście to co dzieje się dziś, nie jest z niczym porównywalne, ale jakieś modele trzeba przyjmować" - powiedział.

    "Zatem posłużę się przykładem. Jeżeli decyduję się oszczędzać w PPK i odkładam wraz z pracodawcą 140 zł, dodatkowo otrzymuję wpłatę powitalną w wysokości 250 zł oraz w ciągu dwóch lat dwie dopłaty roczne w wysokości 240 zł. Wróćmy do kryzysu z lipca 2008 roku i załóżmy, że to wówczas oszczędzam swoje środki w PPK. To czas, kiedy indeksy spadają do 6 marca 2009 roku, po tej dacie w ciągu dwóch lat następuje silne odbicie rzędu 90%. Zakładając ten wariant spadków oraz wzrostów i przekładając na oszczędzanie w terminie od lipca 2008 roku do marca 2011, to w tej symulacji mój portfel przynosi stratę w wysokości -3,7%. Jeżeli przyjmę wariant, że rozpoczynam oszczędzanie w terminie od 6 marca 2009 roku do marca 2011, mój zysk wyniesie 41,6%" - wyliczył.

    Zwrócił przy tym uwagę, że w przypadku PPK należy pamiętać, iż dodatkowym zyskiem dla uczestnika jest sama wpłata od pracodawcy oraz dopłaty państwowe. Tu również w systematycznym oszczędzaniu główną rolę będzie grał czas oraz instytucja finansowa, która będzie zarządzać środkami uczestnika. "Będę szedł z maksymą PFR-u 'w sumie się opłaca'" - dodał Jaworski.

    Jego zdaniem, z punktu widzenia planów typu PPK zawsze może pojawić się "coś negatywnego" w środowisku.

    "Dzisiaj mamy koronawirusa, z mediów płyną same negatywne informację. Kiedy podejmowaliśmy decyzję o wejściu w PPK, przyjęliśmy zasadę, że będziemy pod każdym względem wspierać pracodawcę i pracownika. To jest kolejna sytuacja, gdzie edukacja na temat instrumentów rynkowych, na temat systematycznego oszczędzania, budowania oszczędności obywateli po 60. roku życia jest bardzo ważna. Nasi klienci są non stop z nami w kontakcie, a ci którzy zamierzają iść z nami w tę podróż, nie zawiodą się. Ważne jest, aby pracownik świadomie i dobrowolnie podjął decyzje czy być czy nie być w PPK" - podkreślił dyrektor.

    Przypomniał także, że jeżeli pracodawca likwiduje firmę, środki pracownika pozostają na rachunku PPK i tylko on ma do nich dostęp.

    "Jeżeli chce te środki na potrzeby bieżące wypłacić - po prostu dokonuje 'zwrotu' środków. Jednak nie wszystko, co znajduje się na rachunku trafia do jego portfela. Instytucja finansowa zarządzająca aktywami w PPK płaci ze składki pracodawcy 30% do ZUS-u. Ponadto, jeżeli zarządzanie było skuteczne i mamy zarobek, dodatkowo odprowadzany jest podatek Belki. To nie wszystko - jeżeli pracownik otrzymał dopłaty państwowe (powitalną, roczną) - wracają one do budżetu państwa" - wyjaśnił Jaworski.

    Jeżeli jednak pracownik znajduje nowego pracodawcę, a u niego działa PPK, to ten pracownik może dokonać transferu środków z jednej instytucji finansowej do drugiej, bez jakichkolwiek kosztów. Nie ma natomiast możliwości przerzucenia środków do nowego pracodawcy, który prowadzi w swojej firmie PPE, podkreślił dyrektor.

    Skarbiec Holding jest grupą, której przedmiotem działalności jest zarządzanie funduszami inwestycyjnymi (fundusze inwestycyjne otwarte, specjalistyczne fundusze inwestycyjne otwarte, fundusze inwestycyjne zamknięte) oraz usługi zarządzania portfelami instrumentów finansowych na zlecenie. Skarbiec Holding S.A. jest jedynym akcjonariuszem Skarbiec TFI S.A., które powstało w 1997 roku jako piąte towarzystwo funduszy inwestycyjnych w Polsce i jest jednym z największych towarzystw niezależnych od jakiejkolwiek grupy bankowo-finansowej w Polsce.

    Tomasz Oljasz

    (ISBnews)

     

  • 24.03, 12:15Ochnik z ZPPHiU: Powrót do normalności w branży detalicznej może zająć ok 2 lata 

    Warszawa, 24.03.2020 (ISBnews/ ISBnews.TV) - Skutki kryzysu związanego z rozprzestrzenianiem się koronawirusa SARS-CoV-2 będą widoczne w przypadku handlu detalicznego w Polsce do końca 2021 r., m.in. ze względu na cykl zakupowy i projektowy, który jest dłuższy niż w innych branżach, ocenił w rozmowie z ISBnews.TV Marcin Ochnik ze Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

    "Jeżeli chodzi o skutki obecnej pandemii, to na pewno będą ogromne. W pierwszej kolejności część firm może nie przetrwać, z uwagi na bardzo dotkliwy cios, jaki otrzymaliśmy. Z drugiej strony - te firmy, które przetrwają, tak naprawdę walczą w tej chwili o to, żeby minimalizować straty. Po trzecie, myślę, że te skutki kryzysu będą widoczne w przypadku handlu detalicznego do końca 2021, z uwagi na to, że nasz cykl zakupowy, cykl projektowy jest dłuższy" - powiedział Ochnik w rozmowie z ISBnews.TV.

    Według niego, największym wyzwaniem będzie kwestia tego, czy firmy - jeżeli odnotują duże straty - zgromadzą środki, które pozwolą im na zakupy towarów na jesień 2021 r.

    "I chyba to będzie pierwszym z największych wyzwań, po opadnięciu tego, co się dzieje w tej chwili. Sytuacja na pewno nie rozwiąże się po uruchomieniu centrów, tylko będziemy się z nią borykać jeszcze najbliższe 2 lata" - dodał Ochnik.

    Poinformował, że w przypadku jego firmy część zamówień jest w trakcie produkcji, a część została anulowana.

    "Sytuacja jest bardzo dynamiczna, bieżąco analizujemy. Co tydzień spotykamy się z działami zakupów, z dostawami i naprawdę każdego dnia mamy nowe wyzwanie, nowe trudności, z którymi musimy się borykać. W przypadku Ochnika, myślę, że 60-70% kolekcji jesień-zima 2020 trafi do salonów. Miejmy nadzieję, że już będą funkcjonowały na określonym poziomie, który pozwoli tą kolekcję dalej sprzedawać" - dodał.

    Według niego, aby branża mogła przetrwać, potrzebuje przede wszystkim większej partycypacji państwa w wynagrodzeniach pracowników.

    "Tak jak wiemy, w Czechach państwo pokrywa 80%, w Wielkiej Brytanii państwo pokrywa 80%, u nas jest to tylko 40%, czyli na pewno warto zwiększyć partycypację państwa w przypadku branż najbardziej dotkniętych obecną sytuacją. Z drugiej strony, mamy prośbę o abolicję czynszowe w centrach handlowych, najlepiej 6-miesięczną. Pozwoliłaby nam trochę odetchnąć, spłacić zaległe zobowiązania, bo tak naprawdę w tej chwili nie mamy wpływów. W zamian za abolicję, chcemy wydłużyć wszystkie umowy w centrach handlowych o 6 miesięcy. Kolejną rzeczą, o której rozmawialiśmy, jest split payment, który pomoże poprawić naszą płynność. I, oczywiście, 6- albo 9-miesięczne odroczenie płatności za wszelkiego rodzaju podatki i składki na ZUS" - wymienił Ochnik.

    Dodał, że założony niedawno Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług, który zrzesza już ok. 80 firm i zatrudnia łącznie ponad 150 tys. osób, chce prezentować wspólne stanowisko.

    "Chcemy wypracować wspólne stanowisko, bo wszyscy jesteśmy dokładnie w tej samej sytuacji, niezależnie, czy to firma, która ma ok. 800 sklepów, czy to Ochnik, czy to inne, mniejsze firmy, które mają 5 czy 7 punktów sprzedaży - wszystkim 'odcięło' w taki sam sposób przychody [...] Na pewno, ze względu na bardzo trudną sytuację naszej branży jesteśmy w tej sytuacji, w której bez pomocy państwa większość naszych firm zbankrutuje. I co do tego i ja, i firmy, z którymi rozmawiamy, nie mają wątpliwości" - podsumował Ochnik.

    Do ZPPHiU należą m.in. takie firmy, jak: Agata Meble, Answear, Apart, BIG STAR Ltd., CCC, Gino Rossi, Cocodrillo, Sowa Sp. J., Diverse, Duka, Gatta, Home&You, Inglot, KAN (Tatuum), Kazar, Lancerto, LPP (Reserved, Mohito, Cropp, House, Sinsay), Martes Sport, Mediaexpert, Medicine, Monnari, Neonet, Ochnik, Redan, Ryłko, Smyk, Solar, Yes, Wojas, VRG (Wólczanka, Kruk, Vistula, Deni Cler, Bytom) Venezia, 4F OTCF.

    (ISBnews/ ISBnews.TV)

     

  • 18.03, 16:56Prezes Skarbiec TFI: Skala pakietu pomocy w Polsce podobna jak w innych krajach 

    Warszawa, 18.03.2020 (ISBnews) - Wartość pomocy zadeklarowanej przez rząd w ramach ogłoszonej dziś tarczy antykryzysowej w Polsce jest podobna do pakietów przyjętych przez inne kraje, a jej skuteczność będzie zależała od rozwoju pandemii koronawirusa, ocenia w rozmowie z ISBnews prezes Skarbiec TFI Anna Milewska. Według niej, w pakiecie i generalnie w komunikacji władz, dotyczącej obecnej sytuacji, zabrakło zapewnienia o stabilności i bezpieczeństwie rynku kapitałowego.

    "Dobrze, że taki pakiet jest, natomiast nie ma znaczenia, czy dzisiaj jest to 212 mld zł, czy byłoby to 300 mld zł. Bo odpowiedź na pytanie, czy ta pomoc jest wystarczająca jest taka sama, jak w przypadku pytania o to, kiedy uda się opanować epidemię. Na to nie ma dobrej odpowiedzi. Wszystkie prognozy rynkowe nie mają żadnych solidnych podstaw - muszę to podkreślić jako odpowiedzialny menadżer. Jeżeli popatrzymy, jaką pomoc przewidują inne kraje europejskie, to wsparcie zaproponowane dzisiaj w Polsce jest mniej więcej na podobnym poziomie" - powiedziała Milewska w rozmowie z ISBnews.

    Według niej, sama zadeklarowana kwota ma mniejsze znaczenie niż przekonanie się, jak mocno zostały naruszone łańcuchy dostaw oraz na ile konsekwencje braku realizacji usług odbiją się na sytuacji przedsiębiorstw z najbardziej zagrożonych branż.

    "Skoro mamy 212 mld zł przeznaczonych na pomoc, to może wykorzystajmy część tej kwoty, żeby w ogóle zwolnić przedsiębiorstwa z płacenia składek na ZUS - niech te zobowiązania pokryje państwo, np. przez 4 czy 6 miesięcy. Ale jeśli dana firma za dwa lata wróci do dobrej kondycji, będzie musiała te składki oddać. Bo proponowane obecnie 3-miesięczne odroczenia będą powodować kumulację zobowiązań właśnie za 3 miesięce" - zaproponowała prezes Skarbca.

    Jej zdaniem, istotna jest także kwestia zdolności kredytowej - choćby tego, czy poręczenie Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) do 80% wartości zobowiązania będzie traktowane jako szczególne zabezpieczenie kredytu dla firmy, która realizuje plan naprawczy, czyli nie ma zdolności kredytowej.

    "Czego mi w tym pakiecie i w przekazie zabrakło? Zabrakło jednoznacznego stwierdzenia, że nie tylko rynek i sektor bankowy jest dziś w Polsce bezpieczny z punktu widzenia klientów, z punktu widzenia stabilności. Zabrakło mi dopowiedzenia, że rynek kapitałowy też jako cały rynek ma solidne fundamenty" - powiedziała również Milewska.

    "Moim zdaniem, to bardzo istotna informacja nie tylko dla tej części rynku finansowego, jaką jest rynek kapitałowy, ale też dla wszystkich, bo przecież ludzie deponują oszczędności nie tylko w bankach, ale lokują je również w funduszach" - dodała.

    Podkreśliła, że obecnie wśród części inwestorów pojawiają się silne emocje i zdarza się, iż górują one nad rozsądkiem.

    W jej ocenie, wygasanie pandemii może nastąpić w czerwcu, ale sytuacja może ulec zmianie, ponieważ cały czas świat medyczny wypracowuje schemat lekowy, czyli bada, jaka kombinacja leków jest podawana pacjentom.

    "Im więcej tych prób, tym wiedza jest większa, w oczekiwaniu na szczepionkę bądź jeden skuteczny lek. Mamy więc przed sobą kwiecień i maj; powinniśmy się zachować karnie i po prostu zostać w domu" - powiedziała Milewska.

    Poinformowała także, że w Skarbcu od poniedziałku 95% załogi pracuje zdalnie. Na terenie biura przebywa kilka osób, które zapewniają ciągłość działania.

    "Pracujemy normalnie, ale zdalnie. Chciałabym bardzo podkreślić, że jeżeli chodzi o załogę Skarbca, to są bardzo odpowiedzialni ludzie - wszystkie procesy są realizowane. Poprosiliśmy klientów o korzystanie z narzędzi zdalnych i czekamy na rozwój sytuacji" - zapewniła prezes.

    W jej ocenie, obecna niespokojna sytuacja nie jest dobrym momentem na zmianę strategii inwestycyjnych funduszy.

    "To nie jest czas na to, żeby poddawać się emocjom. Strategie inwestycyjne naszych funduszy dawały bardzo dobre stopy zwrotu w normalnych warunkach. W sytuacji nienormalnej jesteśmy od dwóch tygodni, ale ona wynika po prostu z naszych zachowań, z decyzji osób, które inwestują. Mogę powiedzieć, że np. jeden z naszych funduszy - Market Neutral - przyniósł w ostatnich tygodniach bardzo dobre wyniki. Mamy dobrą kadrę zarządzającą i nie zamierzamy w tej chwili dokonywać zmian w strategiach inwestycyjnych" - stwierdziła.

    "Rynek w ostatnich dniach również zweryfikował efekty pracy całego zespołu Skarbiec TFI. Michał Stalmach, zarządzający funduszami akcji po raz drugi otrzymał nagrodę Alfę od Analiz Online, dostaliśmy także wyróżnienie dla funduszu konserwatywnego oraz dla samego TFI - to powinno naszym obecnym i potencjalnym klientom dać doskonałą podstawę do tego, by uznali, że pracują z instytucją wiarygodną i przewidywalną" - podsumowała Milewska.

    W obecnej sytuacji szczególnego znaczenia nabierają wyróżnienia i nagrody jako "obecnie najważniejsze sygnały dla naszych klientów", dodała.

    Skarbiec Holding jest grupą, której przedmiotem działalności jest zarządzanie funduszami inwestycyjnymi (fundusze inwestycyjne otwarte, specjalistyczne fundusze inwestycyjne otwarte, fundusze inwestycyjne zamknięte) oraz usługi zarządzania portfelami instrumentów finansowych na zlecenie. Skarbiec Holding S.A. jest jedynym akcjonariuszem Skarbiec TFI S.A., które powstało w 1997 roku jako piąte towarzystwo funduszy inwestycyjnych w Polsce i jest jednym z największych towarzystw niezależnych od jakiejkolwiek grupy bankowo-finansowej w Polsce.

    Tomasz Oljasz

    (ISBnews)

  • 16.03, 12:12Huawei: Regulacjom 5G powinny towarzyszyć zachęty inwestycyjne dla operatorów 

    Warszawa, 16.03.2020 (ISBnews) - Regulacje zawierające zachęty inwestycyjne dla operatorów telekomunikacyjnych, którzy będą budować sieci 5G, powinny być przewidziane przy rozdysponowaniu pasma, poinformował CTO Huawei Carrier Business Group Paul Scanlan.

    "W wielu krajach regulacje często stanowią dodatkowe wyzwanie dla budowy 5G. Na całym świecie widzimy, że w przeciwieństwie do silnej regulacji i obostrzeń to ułatwienia i zachęty prowadzą do zmiany na lepsze. Operatorzy sieci komórkowych to firmy komercyjne. Dla nich istotna jest EBITDA. Politycy z kolei z zasady chcą wygrać kolejne wybory. Muszą więc zadowolić ludzi. Widać, że te grupy działają w oparciu o różne wskaźniki. Jak je do siebie zbliżyć? Potrzebne są regulacje zawierające zachęty" - powiedział ISBtech Scanlan podczas forum ekonomicznego TIME.

    Zwrócił uwagę, że wysoka cena za pasmo sprawi, iż operatorzy będą mieć mniej gotówki na wdrożenie 5G.

    "Operatorzy działają na zasadach rynkowych, muszą więc odzyskać środki finansowe, by płacić dywidendę akcjonariuszom. Tak działa ich biznes. Możliwy jest jednak inny model biznesowy, z tańszym pasmem albo z rekompensatą za wykup pasma po wdrożeniu sieci 5G na obszarach wiejskich. Pasmo mogłoby być tym tańsze, im szybciej przebiegnie wdrożenie. Im większa skala wdrożenia na terenach wiejskich, tym tańsze pasmo" - dodał CTO Huawei.

    Podkreślił, że warto rozważyć model, w którym im większa skala transformacji sektora służby zdrowia, szkolnictwa, sektora produkcyjnego czy rolnictwa, tym tańsze jest pasmo.

    "Te zmiany w znacznie większym stopniu przyczynią się do rozwoju cyfrowej gospodarki, wzrostu gospodarczego i rozwoju przemysłu, niż pobranie od operatorów wysokich opłat za pasmo. Te korzyści widać na całym świecie" - podsumował Scanlan.

    Chiński koncern Huawei to czołowy podmiot w dostarczaniu najnowszych technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT) na świecie.

    Sebastian Gawłowski

    (ISBnews)

     

  • 31.01, 16:10Prezes NFZ: Tzw. opłata cukrowa ma głównie cel prozdrowotny, a nie fiskalny 

    Warszawa, 31.01.2020 (ISBnews/ ISBzdrowie) - Wprowadzenie nowej opłaty od napojów zawierających cukier lub inne substancje słodzące lub aktywne ma cel przede wszystkim prozdrowotny, a nie fiskalny, poinformował ISBzdrowie prezes Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) Adam Niedzielski.

    "Wprowadzenie tych regulacji ma przede wszystkim cel prozdrowotny, a nie fiskalny. Zależy nam na osiągnięciu efektów, jakie osiągnięto w innych krajach, czyli trwałej zmianie zwyczajów żywieniowych. Wpływy z tej opłaty w dużej części zostaną przeznaczone na leczenie, ale przede wszystkim będą oddziaływać na zachowania konsumenckie istotne dla zachowania zdrowia, na czym nam najbardziej zależy" - powiedział ISBzdrowie Niedzielski.

    "Nadmierne spożycie cukru, szczególnie w napojach gazowanych jest przyczyną otyłości. Otyłość z kolei powoduje wzrost zapadalności na szereg chorób, w tym w szczególności na cukrzycę typu 2. Dane NFZ wskazują, że stale wzrastała liczba osób z cukrzycą. Obecnie choruje na nią blisko 3 mln Polaków. Roczny koszt leczenia cukrzycy to ok. 2 mld złotych" - wyliczył prezes NFZ.

    Na świecie już ponad 1,9 mld ludzi dorosłych ma nadwagę, z tego aż 650 mln to osoby otyłe, a wśród dzieci i młodzieży 18% ma nadwagę, a 7% jest otyłych. Z kolei w Polsce trzech na pięciu dorosłych ma nadwagę, a co czwarty jest otyły. Z kolei co piąty młody Polak zmaga się z nadwagą i otyłością.

    Tę plagę ma powstrzymać tzw. opłata cukrowa. Ministerstwo Zdrowia skierowało do konsultacji projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów. Według szacunków z tego tytułu ma wpłynąć dodatkowo 3 mld zł.

    Prognozy nie są optymistyczne - szacuje się, że w 2025 r. w Polsce otyłych będzie 26% dorosłych kobiet i 30% dorosłych mężczyzn.

    "Dlatego Narodowy Fundusz Zdrowia podjął bardzo usystematyzowane działania zakresie szeroko pojętej profilaktyki. Prowadzimy kampanię #NieCukrz, m.in. przy współpracy influancerów, staramy się przekonywać Polaków do zmiany zachowań w obszarze stylu życia, bo to on, w aż 60% wpływa na nasze zdrowie w przyszłości. Ważne są więc dieta, poziom aktywności fizycznej, jakość środowiska, w którym żyjemy. Temu przekonywaniu służy chociażby portal NFZ - diety.nfz.gov.pl, z którego można m.in. pobrać zbilansowane jadłospisy. Portal cieszy się sporym zainteresowaniem i ma już ćwierć miliona użytkowników" - podsumował Niedzielski.

    Agnieszka Katrynicz

    (ISBnews/ ISBzdrowie)

     

  • 21.01, 10:10UCL Leaders: Transformacja energetyczna nie musi zagrażać zyskowności firm 

    Londyn, 21.01.2020 (ISBnews) - Transformacja energetyczna nie musi zagrażać zyskowności firm, wręcz przeciwnie - pozwala obniżać koszty i zwiększać wartość firmy, uważają uczestnicy konferencji UCL Leaders: Poland in a Global World, zorganizowanej w Londynie przez stowarzyszenie polskich studentów na University College London (UCL). Agencja ISBnews była patronem medialnym konferencji.

    "Nie ma już pytania, czy transformacja energetyczna będzie miała miejsce, czy nie. Nawet, jeśli rządy spóźnią się z jej wdrożeniem czy z tworzeniem rozwiązań, które by ją wspierały - ta zmiana i tak nastąpi, ze względu na rynki, w których działamy" - powiedział podczas konferencji doradca w obszarze zrównoważonego rozwoju i badania wpływu Rafał Rudzki z Deloitte.

    "Możemy się zgodzić, że transformacja stwarza ryzyka dla biznesu, ale także - szereg szans, które w przeszłości pomijano. Musimy wyjść poza myślenie w kategoriach krótkoterminowych, w tym także w zakresie zysków. Po drugie, transformacja na poziomie Unii Europejskiej musi być wspierana przez regulacje - nie ma innej drogi" - dodał.

    Uczestnicy konferencji UCL Leaders zgodzili się, że zmiany zarówno na poziomie regulacji, jak i decyzji biznesowych to kwestia teraźniejszości - nie można ich już odkładać.

    "ONZ zgodziła się nawet na zmianę terminologii - na kryzys klimatyczny (climate crisis) ze zmian klimatycznych (climate change)" - zwrócił uwagę dyrektor generalny UN Global Compact w Polsce Kamil Wyszkowski.

    "Kryzys klimatyczny będzie katastrofą, nie będzie to stopniowy, długotrwały proces, jak kryzys finansowy, który rozpoczął się w 2008 roku" - ostrzegał Bolesław Rok z Katedry Przedsiębiorczości i Etyki w Biznesie Akademii Leona Koźmińskiego.

    Jednak - jak podkreślał prezes Pfleiderer Group Zbigniew Prokopowicz - transformacja już ma miejsce, choć w tempie wolniejszym, niż należałoby oczekiwać. Niemniej jednak rozwój technologii pozwala liczyć na jego przyspieszenie.

    "Już dziś w naszych zakładach stosujemy rozwiązania z Przemysłu 4.0 - big data, sztuczną inteligencję. Pomaga to np. zmniejszyć zużycie wody i zwiększa naszą zyskowność. Nie ma sprzeczności między transformacją energetyczną a wypracowywaniem zysków" - powiedział Prokopowicz podczas konferencji.

    Dodał, że w przypadku Pfleiderer Ggroup transformacja energetyczna to jeden z ważnych czynników wzrostu. Grupa odeszła już od uzależnienia od tradycyjnych paliw kopalnych - ponieważ są one droższe.

    "Firmy dbające o zrównoważony rozwój (tzw. sustainable companies) są dziś więcej warte niż te, które się na to nie zdecydowały. Tak więc np. z punktu widzenia inwestorów private equity ważne jest, czy firma dba o zrównoważony rozwój. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, chodzi o przychody brutto (top line) - produkt zgodny z zasadami zrównoważonego rozwoju jest znacznie bardziej interesujący z tego punktu widzenia; w Pfleiderer Group mamy takie produkty" - argumentował prezes.

    Drugi element to redukcja kosztów - dzięki mniejszemu zużyciu energii elektrycznej i wody. Kolejne argumenty za zrównoważonym rozwojem w firmie to większa efektywność produkcji oraz lepsza motywacja pracowników niż w przedsiębiorstwach, które nie zwracają uwagi na kwestie ekologiczne.

    Tegoroczna, IV. edycja Konferencji UCL Leaders: Poland in a Global World powstła we współpracy z Amazon, Mastercard oraz Kulczyk Investments.

    (ISBnews)

     

  • 08.01, 08:53Prezes Personnel Service za wydłużeniem pozwoleń na pracę dla Ukraińców do 2 lat 

    Warszawa, 08.01.2020 (ISBnews) - W obliczu możliwego odpływu z Polski do Niemiec nawet 200 tys. ukraińskich pracowników w tym roku, należy przede wszystkim oferować pracującym u nas Ukraińcom oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy na 24 miesiące zamiast obecnych sześciu miesięcy, ocenia w rozmowie z ISBnews prezes Personnel Service Krzysztof Inglot. Według niego, należy wrócić do planów przyjęcia strategii imigracyjnej, która uwzględni m.in. ułatwienia w łączeniu rodzin oraz szereg zachęt skłaniających obcokrajowców do wiązania swojej przyszłości z Polską. 

    "Obawiamy się poluzowania na niemieckim rynku pracy. Według zapowiedzi, w maju lub nawet wcześniej możliwe jest rozszerzenie wachlarza zawodów, których wykonawcy będą mile widziani na niemieckim rynku pracy. Może wtedy dojść do sytuacji, w której jeszcze więcej pracowników z Ukrainy pomyśli o wyjeździe do Niemiec zamiast do Polski. Najbardziej obawiałbym się o sektor przemysłowy - bo nawet, jeśli ci ludzie będą pracować przy pakowaniu czy w logistyce, to dla nich różnica w wynagrodzeniu będzie jednoznaczna - między 9,5-10 euro na rękę w Niemczech wobec 13 zł na rękę w polskiej fabryce. Tak więc wynagrodzenia mogą skusić do wyjazdu do Niemiec nawet tych, którzy pracują w polskich fabrykach" - powiedział Inglot w rozmowie z ISBnews. 

    Wynagrodzenia dla Ukraińców wzrosły o ponad 20% w ciągu ostatnich dwóch lat, a w 2020 r. mogą wzrosnąć o kolejne ok. 10%, tj. do poziomu prawie 14 zł - pod warunkiem, że Niemcy nie wykonają jakiegoś bardziej agresywnego ruchu, dodał. 

    Według prognoz firmy, w sytuacji większego otwarcia się rynku niemieckiego na osoby spoza Unii Europejskiej, nawet ponad 200 tys. ukraińskich pracowników może w 2020 r. odpłynąć z Polski do Niemiec. 

    Prezes wskazał, że najwięcej pracowników będzie poszukiwanych w niemieckim rolnictwie, ogrodnictwie oraz w sektorze HoReCa.

    Podkreślił również, że liczba wakatów w niemieckiej gospodarce zmalała do ok. 5 mln z nawet 10 mln kilka lat temu, co oznacza, że pojawia się wewnętrzna podaż pracowników, co szczególnie widoczne jest w przemyśle motoryzacyjnym, który w coraz większym stopniu przechodzi na auta elektryczne. 

    "Wiedząc o tym, że 11% polskiego PKB z ostatnich 5 lat zawdzięczamy właśnie pracownikom z Ukrainy, nie możemy spać spokojnie i czekać na to, w jakim stopniu Niemcy otworzą swoje granice. Weźmy pod uwagę to, że skoro Węgrzy odrobili polską lekcję i otworzyli się na pracowników z Ukrainy, to także my powinniśmy odrobić węgierską lekcję i powinniśmy zacząć dawać oświadczenia nie na sześć miesięcy, ale tak jak Węgrzy - na dwa lata" - powiedział Inglot. 

    Podkreślił, że na konieczność przedłużenia okresu, na jaki wydawane są oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy nie-sezonowej cudzoziemcowi (obecnie to do 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy) wskazuje ponad 70% zarówno pracowników, jak i pracodawców ankietowanych przez Personnel Service. 

    "Pracownicy mówią, że chcieliby przyjechać na 12-18 miesięcy. Z kolei polski pracodawca mówi, iż potrzebuje pracownika nierotującego, który zapewni ciągłość kompetencji, niższe koszty wdrożenia, a tymczasem administracja wymusza sześciomiesięczną rotację. Oczywiście, można ubiegać się o kartę pobytu, ale bardzo często czeka się na nią 6-12 miesięcy, w zależności od województwa" - dodał prezes. 

    Według niego, Polska powinna także przedstawić listę zawodów, których wykonawcy są w naszym kraju szczególnie mile widziani. Jednak administracja powinna potraktować kwestie imigracyjne znacznie szerzej. 

    "Dziś w Polsce brakuje strategii imigracyjnej. Kilka lat temu była bardzo dobra strategia, która zakładała stworzenie karty zawodów preferowanych, czyli zestawienia zawodów - typu lekarz, pielęgniarka - których przedstawiciele dostawaliby od razu długoterminowe pobyty. Przewidywała ona możliwość ściągania pracowników od razu z rodzinami, żeby zaczęli tu odprowadzać podatki, kupować mieszkania, a następnie - żeby kupowali dobra konsumpcyjne. Ważne, żeby tu ściągać ludzi do 35. roku życia. To było już zapisane w strategii, do której warto wrócić" - postuluje Inglot. 

    Według niego, Polska powinna nastawiać się przede wszystkim na pozyskiwanie pracowników - wraz z rodzinami - z Ukrainy i Białorusi, a nie z krajów azjatyckich, którzy mogą otrzymywać wizy nawet na 12 miesięcy. 

    "Zbyt szerokie otwieranie się na imigrację azjatycką może być problematyczne. Co do zasady - jest to grupa, która słabiej asymiluje się z polskim społeczeństwem. I tak jak Ukraińcy mieszkają, uczą się, studiują, chodzą do przedszkola, to w ich przypadku mamy do czynienia z gettami zawodowymi. A nam powinno zależeć na ściąganiu tutaj młodych ludzi, którzy razem z nami będą budowali kraj, a nie na tworzeniu gett, w których ludzie tylko pracują, a potem często nielegalnie przedostają się dalej na Zachód. Dlatego należy robić wszystko, żeby równoważyć popyt na polskim rynku pracy pracownikami z Ukrainy i Białorusi, a nie szukać tak daleko" - argumentował prezes. 

    "Emigracja ukraińska to jest ponad 6 mln ludzi. My z tego tortu mamy 1/3, która jest w tej chwili podgryzana przez Czechy i Węgry i tu naprawdę mamy takiego partnera, gdzie gdybyśmy tylko mądrzej układali sobie naszą strategię imigracyjną, to moglibyśmy na wiele lat zabezpieczyć sobie potrzeby polskiej gospodarki i utrzymywać tę siłę wzrostową, którą osiągnęliśmy" - dodał. 

    Wskazał, że z Białorusi też mogłoby do Polski przyjechać kilkaset tysięcy osób. 

    "Białoruś podlega takim samym globalnym procesom komunikacyjnym, korzystają tam z internetu i to zaczyna im coraz bardziej otwierać oczy. W perspektywie białoruskiego pracownika, tam nie żyje się źle. Oni są stosunkowo zadowoleni ze swojej pracy i wybór wyjazdu do Polski nie dotyczy samej pracy, tylko chęci życia w kraju dostatniejszym, ładniejszym, być może bardziej wolnym, w którym ja i moja rodzina wolelibyśmy spędzić życie. O tym powinniśmy mówić - niepotrzebnie tematy polityki imigracyjnej zawężamy do tematów trywialnych, jak wynagrodzenie czy długość okresu oświadczenia. My już powinniśmy mieć strategię, która będzie budowała wizerunek Polski jako kraju wolnego, bezpiecznego, w którym jest dobrze żyć - tylko tak możemy przyciągnąć duże liczby pracowników czy z Białorusi, czy z Ukrainy czy z innych krajów, które są dla nas perspektywiczne" - wskazał Inglot. 

    Administracja publiczna powinna więc zajmować się także tym, w jaki sposób polskie szkolnictwo powinno być bardziej przyjazne dla imigrantów, jakie zwiększyć ich możliwości otrzymania kredytu, dodał. 

    "Taka wymiana ludzka i kulturowa buduje wspólnotę lokalną i poczucie bezpieczeństwa. Możemy, oczywiście, liczyć na to, że wielka polityka zbuduje nam bezpieczeństwo, ale wydaje mi się, że zacieśnianie społeczeństwa ukraińskiego, białoruskiego i polskiego buduje lepszą przyszłość dla wszystkich i wartość dodaną" - ocenił Inglot.

    Według prezesa, pomimo oczekiwanego spowolnienia gospodarczego, liczba nowych miejsc pracy w 2020 r. prawdopodobnie przekroczy 500 tys. (wobec ponad 700 tys. miejsc w 2018 r.). 

    Jednocześnie trudno - jego zdaniem - liczyć na powrót do kraju znaczącej liczby polskich emigrantów w tym i przyszłym roku. 

    "Ci wszyscy, którzy zorganizowali sobie życie w Wielkiej Brytanii tu już nie przyjadą, a wrócą głównie ci, którym z jakichś powodu tam nie wyszło. Koszty otoczenia są mniej istotne niż gotowość do przyjęcia niższego wynagrodzenia, dlatego wynagrodzenia w Polsce będą dla nich trudne do zaakceptowania. Nie liczyłbym w 2020 czy nawet 2021 roku na duży odpływ pracowników z Wielkiej Brytanii" - wskazał Inglot. 

    Poza Wielką Brytanią istotne są Norwegia, Szwecja - w państwach skandynawskich pracuje znacząca liczba polskich specjalistów, np. w logistyce czy przemyśle stoczniowym. Dla nich nie ma w Polsce praktycznie żadnych alternatywnych ofert, podkreślił także. 

    "Nie widzę możliwości, by w Polsce samodzielnie poradzić sobie z kwestią utrzymującego się wysokiego popytu na pracę, po prostu trzeba się otworzyć na imigrację" - podsumował prezes. 

    Renata Oljasz

    (ISBnews)

     

  • 31.12, 16:56Eksperci apelują o powrót do prac nad Refundacyjnym Trybem Rozwojowym 

    Warszawa, 31.12.2019 (ISBnews) - Refundacyjny Tryb Rozwojowy - system obejmujący narzędzia służące stymulowaniu rozwoju przemysłu farmaceutycznego w Polsce - to rozwiązanie, które zostało uzgodnione już w 2016 r., jego brak spowalnia rozwój sektora farmaceutycznego w Polsce, uważają eksperci, z którymi rozmawiały serwisy ISBzdrowie.pl i ISBnews.TV. Co więcej, brak RTR może spowodować, że inwestorzy mogą wycofywać się z tego sektora w Polsce.

    "Od 4 lat mówimy o Refundacyjnym Trybie Rozwojowym (RTR) właściwie do tego samego grona - do osób, które są już przekonane, przynajmniej deklaratywnie, do wprowadzenia tego instrumentu. Warto byłoby wyjść poza to grono" - powiedział Dyrektor Relacji Zewnętrznych i Rynku Publicznego Szczepionek GSK Poland Krzysztof Kępiński w rozmowie z ISBzdrowie.pl i ISBnews.TV.

    "Pamiętam debatę z grudnia 2017, w której brali udział ministrowie Jadwiga Emilewicz i Łukasz Szumowski, wówczas pełniący funkcje w innych niż obecnie resortach oraz wiceminister zdrowia Marcin Czech. Wówczas od każdej z tych osób usłyszeliśmy, że RTR trzeba wprowadzić! Pracujmy, nie poddawajmy się, może za rok lub dwa będziemy rozmawiać już o efektach RTR" - podkreślił.

    Jak przypominają eksperci, projekt był gotowy, przedyskutowany i uzgodniony we wrześniu 2016 roku. Do dziś jednak nie udało się go wdrożyć.

    "Mam wrażenie, że to zabawa w głuchy telefon - my z jednej strony od tych czterech lat krzyczymy: produkcja, inwestycje, bezpieczeństwo lekowe, nakłady na badania i rozwój, a z drugiej strony jest albo echo, albo nic nam nie odpowiada, albo w najlepszym wypadku odpowiada: badania kliniczne, centra zakupowe, centra informatyczne, centra usług wspólnych" - powiedziała Katarzyna Dubno, Dyrektor Działu Relacji Zewnętrznych i Ekonomiki Zdrowia Grupy Adamed.

    "Dlaczego? Bo politycy nie do końca rozumieją tę branżę. Przykład - przepisy o specjalnych strefach ekonomicznych są tak skonstruowane, że nie jesteśmy w stanie z tego skorzystać i np. nie można wprost wyliczyć dochodu ulgi na R&D" - wskazała dyrektor w rozmowie z ISBzdrowie.pl i ISBnews.TV.

    Zdaniem Barbary Misiewicz-Jagielak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu farmaceutycznego (PZPPF), przeciwnikami RTR są firmy, które w Polsce nie inwestują. "Tymczasem ta branża naprawdę przynosi nam realne korzyści gospodarcze. Różnica między kwotą odprowadzaną przez krajowy przemysł do budżetu państwa a wydatkami NFZ na refundację produkowanych przez nas leków wynosi równowartość środków przeznaczanych na psychiatrię w Polsce" - wyliczała.

    Z kolei Krzysztof Łanda, wiceminister zdrowia w latach 2015-2017, autor pierwotnej koncepcji refundacyjnego trybu rozwojowego przypomniał, iż brak RTR spowoduje, iż ten sektor - zamiast się rozwijać - będzie się z Polski wycofywał.

    "Rynek farmaceutyczny w Polsce w zakresie produkcji leków będzie się kurczył. Jest źle i będzie coraz gorzej. Biznes medyczny jest tak innowacyjny i ma tak duży potencjał, że wiele krajów na świecie traktuje go jak koło zamachowe swoich gospodarek. Dlaczego w takim razie w Polsce nie uzyskuje on żadnego wsparcia ze strony rządu?" - wskazywał Łanda w rozmowie z ISBzdrowie.pl i ISBnews.TV.

    Wcześniej w 2019 r. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT) opublikowało "Raport końcowy w zakresie rekomendacji implementacji do polskiego porządku prawnego Rozwojowego Trybu Refundacyjnego (RTR)".

    Jak podkreślono w dokumencie, RTR będzie wspierał aktywności firm budujących ekosystem pro-innowacyjnego przemysłu farmaceutycznego w Polsce, takie jak: rozbudowa zaplecza badawczo-rozwojowego, tworzenie popytu na wyspecjalizowane usługi około-innowacyjne, a także rozbudowa bazy produkcyjnej (ze szczególnym naciskiem na wytwarzanie terapii biotechnologicznych).

    "Rozwojowy Tryb Refundacyjny przewiduje przyznanie m.in. preferencji refundacyjnych (ale także rozwiązania z grupy narzędzi grantowych, poza zakresem szczegółowych rozwiązań legislacyjnych w niniejszym opracowaniu) firmom, które otrzymają status Partnera Polskiej Gospodarki. RTR powstaje w ramach współpracy Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, które wspólnym wysiłkiem dążą do wypracowania innowacyjnego rozwiązania, które będzie stymulowało rozwój branży farmaceutycznej w dłuższej perspektywie czasowej – nie tylko krótkoterminowej perspektywie roku budżetowego. W ocenie Konsorcjum przygotowującego niniejsze rekomendacje oraz większości Ekspertów biorących udział w projekcie, kluczową kwestią dla wprowadzenia RTR jest zachowanie osobnego źródła finansowania instrumentów związanych z tym trybem, tak aby nie zwiększały on kosztu leków refundowanych, co z kolei wpływałoby na ograniczenie dostępności obecnie refundowanych terapii dla pacjentów" - czytamy w raporcie.

    (ISBnews)

     

  • 29.10, 09:37Biernacki z SEG: Rozporządzenie MAR będzie zmienione prawdopodobnie w 2020 r. 

    Warszawa, 29.10.2019 (ISBnews/ ISBnews.TV) - Rozporządzenie MAR (Market Abuse Regulation), zapewniające jednolitą regulację zapobiegania nadużyciom na poziomie unijnym) zostanie znowelizowane - rozpoczęły się konsultacje publiczne i prawdopodobnie w przyszłym roku będzie wniosek legislacyjny Komisji Europejskiej dotyczący zmiany przepisów, poinformował ISBnews.TV Piotr Biernacki, wiceprezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych (SEG), prezes Fundacji Standardów Raportowania.

    "Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) rozpoczął proces rewizji i przygotowuje raport, jak od 2016 roku rozporządzenie MAR jest stosowane. Efektem tego, prawdopodobnie w przyszłym roku, będzie wniosek legislacyjny Komisji Europejskiej dotyczący zmiany rozporządzenia MAR. W ramach grupy konsultacyjnej przy ESMA pracujemy nad stanowiskiem, które zbierałoby opinie różnych uczestników rynku, zarówno emitentów, firm inwestycyjnych, jak i inwestorów, co należy zmienić w zakresie rozporządzenia MAR, żeby ono lepiej chroniło przed nadużyciami, ale z drugiej strony nie powodowało nadmiernych trudności dla emitentów" - powiedział Biernacki w rozmowie z ISBnews.TV.

    Jego zdaniem, obecnie w rozporządzeniu MAR jest kilka przepisów, które niczemu nie służą, nie poprawiają ochrony inwestorów a są wyjątkowo uciążliwe dla emitentów.

    Jednym z nich jest nieprecyzyjna definicja informacji poufnej, czyli tych danych, które są ważne dla inwestorów, o których inwestorzy jeszcze nie wiedzą, i które spółka powinna natychmiast podać do publiczne wiadomości. "Tutaj jest pewne pole do poprawy" - wskazał.

    Innym przepisem budzącym wątpliwości jest obowiązek sporządzania przez spółki list osób blisko związanych rodzinie z członkami zarządów i rad nadzorczych, a także przechowywania tych list.

    "To informacje absolutnie nieprzydatne w zakresie nadzorowania ewentualnych podejrzanych transakcji. Natomiast powodują gromadzenie bardzo wrażliwych danych około 25 tys. osób w skali Polski oraz 0,5 mln w skali Unii Europejskiej" - podkreślił Biernacki.

    Zwrócił też uwagę, że w dzisiejszym reżimie prawnym spółki podchodzą bardzo zachowawczo do publikowania prognoz. "Prognozę trzeba sporządzić i poddać badaniu przez biegłego rewidenta, a to generuje koszty i powoduje negatywne konsekwencje dla samej spółki, która w przyszłości być może będzie musiała zmodyfikować tę prognozę" - stwierdził Biernacki.

    Według niego, to jest główny powód obecnie mniejszej popularności prognoz przyszłych wyników finansowych niż jeszcze kilka lat temu.

    "Nie jestem przekonany, czy zwiększenie ilości prognoz na rynku służyłoby samemu rynkowi. Z punktu widzenia inwestorów, to wygodne, ale można się zastanowić, czy to nie jest takie niewłaściwe zwalnianie inwestorów z odpowiedzialności za własne myślenie. To jednak inwestor powinien, na podstawie różnych danych udostępnianych przez spółki, wyrobić sobie swoją własną opinię na temat tego, jak spółka będzie sobie radziła w przyszłości i na tej podstawie podejmować decyzje inwestycyjne" - podkreślił Biernacki.

    Katarzyna Walterska

    (ISBnews/ ISBnews.TV)

     

  • 03.10, 15:08Wyrok TSUE: Nie tak groźny dla banków, nie tak dobry dla klientów jak oczekiwano 

    Warszawa, 03.10.2019 (ISBnews) - Dzisiejsze orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) dotyczące kredytów indeksowanych do waluty obcej nie spowodowało dramatycznych reakcji inwestorów, ani euforii zainteresowanych nim klientów banków. Wbrew części oczekiwań, okazało się nie aż tak groźne dla instytucji finansowych (których przedstawiciele przyznają, że ewentualne wypłaty na rzecz klientów będą rozłożone na lata), ani nie aż tak korzystne dla kredytobiorców (m.in. nie będzie możliwe przewalutowanie kredytu wraz z utrzymaniem szwajcarskiej stawki LIBOR).

    Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) stwierdziła, że sektor bankowy jest przygotowany na orzeczenie TSUE, jest dobrze skapitalizowany i bezpieczny. Komisja podkreślała, że polityka realizowana od długiego czasu przez nią i inne instytucje sieci bezpieczeństwa finansowego spowodowała, że banki z dużym udziałem kredytów walutowych zostały zobowiązane do posiadania odpowiednich kapitałów, co jest czynnikiem ograniczającym ryzyko związane z tymi kredytami.

    Związek Banków Polskich (ZBP) podtrzymał swoje szacunki, mówiące o nawet 60 mld zł kosztów związanych z orzeczeniem, ale przyznał, że byłyby one rozłożone na dłuższy czas. Każdorazowo bowiem o wdrożeniu wyroku na grunt polskiego prawa będzie musiał decydować sąd.

    Indeks WIG-banki tracił dziś przed godz. 15-tą 0,32%, przy wzroście notowań najszerszego indeksu WIG o 0,17%. Najwięcej traciły: BNP Paribas Bank Polski (-7,4%), Santander Bank Polska (-1,28%), ING Bank Śląski (-1,93%), PKO Bank Polski (-0,48%), BOŚ Bank (-0,6%). Z kolei część akcji banków zwyżkowała - np. Idea Bank (+20,83%), Getin Noble Bank (+3,07%), Bank Millennium (+2,61%), mBank (+2,11%), Pekao (+0,67%), Alior (+0,66%).

    Złoty zyskiwał dziś na wartości - jak przyznawali analitycy głównie dlatego, że inwestorzy byli przygotowani na gorszy scenariusz.

    W dzisiejszym orzeczeniu TSUE podał, że w zawartych w Polsce umowach kredytu indeksowanego do waluty obcej, nieuczciwe warunki umowy dotyczące różnic kursowych nie mogą być zastąpione przepisami ogólnymi polskiego prawa cywilnego. TSUE wskazała także, że prawo Unii Europejskiej nie stoi na przeszkodzie unieważnieniu spornej umowy przez polski sąd.

    Wyrok Trybunału nie odnosi się wprost do kwestii tego, czy po usunięciu klauzul przeliczeniowych z umów o kredyt indeksowany lub denominowany w walucie obcej, nastąpi automatyczna zmiana waluty kredytu z zastosowaniem dotychczasowego oprocentowania. Będą to musiały oceniać sądy w sprawach indywidualnych (UOKiK)

    "1/2 Dzisiejszy wyrok #TSUE w praktyce cz.1: sąd zbada, czy umowa zawiera postanowienia niedozwolone, a następnie oceni, czy można ją wykonywać bez takiego postanowienia. Jeśli uzna, że tak - umowa między konsumentem a przedsiębiorcą nadal obowiązuje, ale bez kwestionowanych klauzul

    2/2 Jeśli jednak sąd uzna, że umowa nie może funkcjonować bez klauzul uznanych za abuzywne, to umowa może upaść i zostać uznana za nieważną, a strony rozliczają się wzajemnie. Umowa może zostać uznana za nieważną wyłącznie za wyraźną i świadomą zgodą konsumenta" - czytamy na profilu UOKiK na Twitterze.

    UOKiK podkreśla, że umowa może zostać uznana za nieważną wyłącznie za wyraźną i świadomą zgodą konsumenta. Oceny tej, konsument dokonuje na datę rozstrzygania sporu. Sąd musi jednak przedstawić mu skutki upadku umowy, np. zasad rozliczenia się. Kredytobiorca musi mieć pełną świadomość skutków orzeczenia sądu o upadku umowy, ponieważ rodzi to poważne konsekwencje.

    Zdaniem TSUE, przepisy dyrektywy o nieuczciwych warunkach umów nie pozwalają, aby sąd krajowy uzupełniał luki wynikające z uznania postanowień za niedozwolone przepisami zawierającymi klauzule generalne odnoszące się np. do zgodnej woli stron czy dobrych obyczajów. Np. nie może zastąpić postanowienia dotyczącego przeliczania rat - kursem średnim NBP. Sąd może zastosować tylko tzw. przepisy dyspozytywne, czyli takie, które przewidują ich zastosowanie "jeśli strony nie umówiły się inaczej" i, zdaniem TSUE, zapewniają równowagę kontraktową stron umowy, wskazał też UOKiK.

    ***

    Poniżej przedstawiamy najciekawsze komentarze:

    "Wyrok TSUE nie jest również falą, która zatopi polski sektor bankowy - to ostrzeżenie przed stosowaniem klauzul abuzywnych oraz jasny sygnał do wyjścia naprzeciw prawom konsumentów" - wiceprezes UOKiK Tomasz Chróstny

    "Nie ma powodu byśmy zmieniali nasze oceny i kalkulacje [na 60 mld zł] na tym etapie, jakkolwiek podzielamy opinię, że te koszty rozkładałyby się w czasie" - prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz

    "Reakcja notowań polskich banków z największą ekspozycją na ten rodzaj kredytów była bardzo burzliwa, co mogło wynikać z różnych interpretacji wyroku. Ostatecznie notowania tychże banków na giełdzie zyskały, co również sugeruje, iż werdykt TSUE nie jest jednoznacznie dla nich niekorzystny" - analityk rynków finansowych XTB Arkadiusz Balcerowski

    ***

    Poniżej przedstawiamy najciekawsze fragmenty stanowisk i opinii uwzględnionych w dzisiejszych depeszach ISBnews:

    Dzisiejsze orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) nie oznacza automatycznego przewalutowania kredytów, jednak ma znaczenie dla postępowań sądowych oraz konsumentów, których umowy zawierają klauzule niedozwolone, uważa Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Zdaniem Urzędu, banki powinny wyeliminować z umów niedozwolone postanowienia umowne.

    […]

    Wyrok Trybunału nie odnosi się wprost do kwestii tego, czy po usunięciu klauzul przeliczeniowych z umów o kredyt indeksowany lub denominowany w walucie obcej, nastąpi automatyczna zmiana waluty kredytu z zastosowaniem dotychczasowego oprocentowania. Będą to musiały oceniać sądy w sprawach indywidualnych. Wyrok Trybunału jest wskazówką przede wszystkim dla polskich sądów, banków oraz konsumentów jak interpretować przepisy dyrektywy o nieuczciwych warunkach umów. Odnosi się do tego jak postępować w sporach o uznanie klauzul za niedozwolone i jakie okoliczności brać pod uwagę orzekając w postępowaniach o skutkach uznania postanowień za abuzywne. Mimo orzeczenia TSUE sytuacja sektora bankowego jest i będzie stabilna" - czytamy w komunikacie.

    "Orzeczenie Trybunału odnosi się zatem nie tylko do kredytów złotówkowych wyrażonych w walucie obcej, ale do każdej sprawy dotyczącej skutków stosowania nieuczciwych warunków umownych w Polsce. Jednak dla banków wyrok TSUE stanowi jasny sygnał jakie konsekwencje może mieć pozostawienie w umowach z konsumentami klauzul abuzywnych i strategia banku przewlekająca sprawę w sądzie" - skomentował prezes UOKiK Marek Niechciał, cytowany w komunikacie.

    Podkreślił, że to "najwyższy moment", aby banki usiadły do stołu z kredytobiorcami i rozwiązały problem z klauzulami abuzywnymi w umowach o kredyt hipoteczny. Unikną w ten sposób długich i kosztownych procesów, dodał.

    […]

    "Wyrok TSUE nie jest niespodzianką, gdyż jest rozwinięciem dotychczasowego orzecznictwa w sprawie skutków stosowania klauzul abuzywnych. Wyrok TSUE nie jest również falą, która zatopi polski sektor bankowy - to ostrzeżenie przed stosowaniem klauzul abuzywnych oraz jasny sygnał do wyjścia naprzeciw prawom konsumentów. Od dawna jako Urząd apelowaliśmy o samodzielne wypracowanie przez sektor bankowy konstruktywnych i rozsądnych propozycji rozwiązania problemu klauzul niedozwolonych. Było wiele czasu na wypracowanie akceptowalnych rozwiązań choć za mało decyzyjności, aby do tego doszło. Dziś ten apel urzędu do sektora bankowego jest jeszcze bardziej aktualny - jednocześnie zachęcamy, aby zdecydowanie przyspieszyć działania, oszczędzając czas i unikając dodatkowych kosztów procesowych tak po stronie sektora, jak i konsumentów. Tego wymaga odpowiedzialność sektora bankowego za swoich klientów, a dla nas - za konsumentów" - podsumował wiceprezes UOKiK Tomasz Chróstny.

    ---

    Sektor bankowy jest przygotowany na wydane dziś orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) dotyczące kredytów indeksowanych do waluty obcej. Polityka realizowana od długiego czasu przez Komisję i inne instytucje sieci bezpieczeństwa finansowego spowodowała, że banki z dużym udziałem kredytów walutowych zostały zobowiązane do posiadania odpowiednich kapitałów, co jest czynnikiem ograniczającym ryzyko związane z tymi kredytami, podała Komisja Nadzoru Finansowego (KNF).

    "W ocenie Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), sektor bankowy w Polsce jest dobrze skapitalizowany i bezpieczny. Polityka realizowana od długiego czasu przez Komisję i inne instytucje sieci bezpieczeństwa finansowego spowodowała, że banki z dużym udziałem kredytów walutowych zostały zobowiązane do posiadania odpowiednich kapitałów, co jest czynnikiem ograniczającym ryzyko związane z tymi kredytami. W efekcie tych działań sektor bankowy jest przygotowany na wydane 3 października 2019 r. orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) dotyczące kredytów indeksowanych do waluty obcej" - czytamy w komunikacie KNF.

    Komisja wskazała, że na przestrzeni ostatnich lat Komisja oraz Urząd KNF podjęły i nadal podejmują działania mające na celu wzmocnienie odporności sektora bankowego na potencjalne ryzyka związane z kredytami walutowymi. Działania te nakierowane są na zapewnienie stabilności tego sektora, co leży w istotnym interesie klientów banków.

    "Niezależnie od działań podejmowanych przez KNF oraz Urząd KNF, Komitet Stabilności Finansowej, będący organem nadzoru makroostrożnościowego, zarekomendował w 2017 r. podwyższenie wagi ryzyka do 150% dla ekspozycji zabezpieczonych hipoteką na nieruchomości mieszkalnej, w przypadku której wysokość raty kapitałowej lub odsetkowej uzależniona jest od zmian kursu waluty lub walut innych niż waluty przychodów osiąganych przez dłużnika. KSF rekomendował nałożenie bufora ryzyka systemowego w wysokości 3% z zastosowaniem do wszystkich ekspozycji na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w celu zapewnienia odporności banków na negatywne zjawiska związane z sytuacją w otoczeniu polskiej gospodarki i możliwością wystąpienia negatywnych zjawisk szokowych o charakterze zewnętrznym" - podsumowano.

    ---

    Związek Banków Polskich (ZBP) po dzisiejszym orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) podtrzymuje swoje kalkulacje dotyczące strat dla sektora bankowego na poziomie 60 mld zł i ocenia, że byłyby one rozłożone w czasie, poinformował prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz.

    "Nie ma powodu byśmy zmieniali nasze oceny i kalkulacje na tym etapie, jakkolwiek podzielamy opinię, że te koszty rozkładałyby się w czasie" - powiedział Pietraszkiewicz podczas konferencji prasowej.

    W ub. tygodniu ZBP poinformował, że straty banków wyniosłyby 60 mld zł.

    ***

    Poniżej przedstawiamy najciekawsze fragmenty stanowisk i opinii nadesłanych dziś do ISBnews in extenso:

    "Dzisiejsze orzeczenie TSUE stanowi nie tylko potężny oręż w walce Frankowiczów z bankami, ale będzie również bezprecedensowym testem dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. Banki dopuściły się nadużyć na szeroką skalę, przez lata naruszając prawo, stosując niedozwolone zapisy w umowach ze swoimi klientami" - komentuje Wojciech Bochenek, Radca Prawny z Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych Sp. Kom.

    "Klauzule abuzywne stosowane przez poszczególne banki zostały wpisane do Rejestru Klauzul Niedozwolonych prowadzony przez UOKiK już w 2010 r. Banki miały zatem czas na wypracowanie przez lata rozwiązań pozwalających zaspokoić słuszne interesy swoich klientów. Dzisiaj stawiają się w roli ofiary i straszą wizją kryzysu całego systemu gospodarczego, choć to głównie one poniosą odpowiedzialność finansową za swoje działania i zaniechania, oddając swoim klientom to, co zarobiły na nieuczciwych zapisach w umowach kredytowych w ciągu ostatnich lat- dodaje Bochenek. Ponadto apokaliptyczną retorykę podejmują tylko banki, co dementował już premier, prezes NBP, minister finansów i urzędnicy z KNF, wskazując, że system bankowy, to wytrzyma, a nasza gospodarka na tym nie ucierpi" - przypomina mecenas.

    ---

    Mówiąc w dużym skrócie – orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej to otwarta furtka dla frankowiczów, by z sukcesem zakończyć batalie sądowe z bankami oraz zielone światło dla wszystkich tych, którzy do tej pory bali się założyć sprawę i zacząć ubiegać się o swoje prawa. Co prawda wykładnia przepisów dokonana przez Trybunał jest wiążąca jedynie w konkretnej sprawie, w ramach której sąd krajowy wystąpił z pytaniem prejudycjalnym, jednakże siła oddziaływania orzeczeń Trybunału jest ogromna z uwagi na autorytet, jakim się cieszy. Pozwala to wysnuć wniosek, że polskie sądy orzekające w sprawach frankowiczów będą odwoływać się do wykładni przyjętej przez Trybunał. Dzięki temu już przed rozpoczęciem nowych postępowań możemy z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że procesy sądowe w sprawach frankowych będą rozstrzygane na korzyść frankowiczów. Co prawda, na prawomocne rozstrzygnięcie w swojej sprawie będzie należało poczekać nawet kilka lat, ale to wciąż mało zniechęcający argument" - adwokat i partner kancelarii Czupajło & Ciskowski , Bartosz Czupajło.

    Jednoznaczny wyrok TSUE powoduje, że: szanse frankowiczów na uzyskanie korzystnego wyroku w sporach sądowych z bankami istotnie wzrastają; rozbieżność orzecznictwa sądowego co do skutków ustalenia niedozwolonego charakteru klauzul waloryzacyjnych powinna ulec ograniczeniu do wariantów, które wiążą się z istotnymi korzyściami finansowymi dla frankowiczów; stanowisko frankowiczów powinno zyskać decydujące znaczenie dla kierunku rozstrzygnięcia sporu z bankiem, sądy;  mając jasną wykładnię przepisów wspólnotowych dokonaną przez Trybunał, powinny odważniej i szybciej prowadzić postępowania i wydawać rozstrzygnięcia w sprawach frankowych.

    ---

    "Poznaliśmy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie kredytów frankowych. Jest on korzystny dla kredytobiorców, ale nie aż tak, jak część z nich miała nadzieję. Jak zareagowały rynki na wiadomość o kompromisowym wyroku?

    Główne reakcje widzieliśmy na giełdzie. Akcje dużych banków najbardziej zaangażowanych w akcję kredytową we frankach szwajcarskich gwałtownie zmieniały swoją wartość, by finalnie zakończyć blisko punktu wyjścia. Dobrym przykładem jest Bank Millennium, którego akcje tuż po wyroku wzrosły do 6,1 złotego, następnie spadły złotówkę po czym wróciły w okolice 5,7 złotego. Najwięcej zyskał Getin Bank, który od rana jest ponad 10% na plusie. Cały indeks WIG Banki jest jednak po skokach w górę i w dół, podobnie jak wspomniany bank, blisko punktu wyjścia.

    Na walutach czuć było pewne poczucie stabilizacji. Wyrok, który nie jest aż tak niekorzystny dla polskiego systemu bankowego jak sądzono, dał odetchnąć złotemu. Rano euro kosztowało 4,36 złotego, przez moment staniało nawet do 4,33 złotego, by odbić i zatrzymać się poniżej 4,35 złotego. Frank znajduje się dwa grosze poniżej dzisiejszego otwarcia na poziomie 3,97 złotego. Powodem przeceny jest również ruch na parze euro do franka co dowodzi ważności tej decyzji nie tylko dla naszego rynku krajowego. Głównym powodem zyskiwania przez złotego jest fakt, że inwestorzy byli przygotowani na gorszy scenariusz" - Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Currency One, operatora serwisów Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

    ---

    "Zgodnie z opublikowanym dzisiaj wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, sądy krajowe nie mogą mieć możliwości zmiany niektórych warunków umowy kredytowej, które są niedozwolone, nowymi warunkami. Jednocześnie stwierdzono, że umowa kredytowa może zostać utrzymana po usunięciu klauzul abuzywnych wyłącznie, gdy po usunięciu tychże klauzul nie traci ona na ważności oraz jest zgodna z przepisami prawa polskiego. W przeciwnym razie, kiedy umowa nie można zostać utrzymana po usunięciu klauzul abuzywnych, kontrakt między bankiem a kredytobiorcą może zostać unieważniony. Zauważyć należy również, że to sąd każdorazowo będzie musiał określić czy dana klauzula (mówimy tutaj głównie o kwestii naliczonego spreadu) jest nadużyciem. Z orzeczenia TSUE można również wyciągnąć wniosek, że na gruncie prawa krajowego nie jest możliwe przewalutowanie kredytu wraz z utrzymaniem szwajcarskiej stawki LIBOR. Tym samym wydaje się, że bardziej prawdopodobną opcją jest anulowanie umów kredytowych, co w praktyce prawdopodobnie oznaczałoby konieczność zwrotu niespłaconego jeszcze kredytu w krótkim czasie (jednorazowo). Patrząc obiektywnie, aspekt ten może w pewnym stopniu ograniczać ilość napływających pozwów kredytobiorców.

    Publikacja werdyktu TSUE wsparła notowania złotego do wszystkich głównych walut, najmocniej rzecz jasna w stosunku do franka szwajcarskiego. Taki stan rzeczy może wynikać zarówno z pozbycia się czynnika ryzyka, mniejszego prawdopodobieństwa nagłego wzrostu pozwów, a także zamykania pozycji krótkich na złotym, które otwierane były głównie pod czwartkową decyzję. Reakcja notowań polskich banków z największą ekspozycją na ten rodzaj kredytów była bardzo burzliwa, co mogło wynikać z różnych interpretacji wyroku. Ostatecznie notowania tychże banków na giełdzie zyskały, co również sugeruje, iż werdykt TSUE nie jest jednoznacznie dla nich niekorzystny. W związku z powyższym złoty może ulec stopniowej aprecjacji w kolejnych tygodniach, a potencjalny negatywny wpływ na sektor bankowy będzie zapewne znacznie mniejszy niż pierwotne wyliczenia ZBP" - Arkadiusz Balcerowski, analityk rynków finansowych XTB

    "Zgodnie z naszą opinią skala obaw rynku związana z wyrokiem TSUE była przesadna. Rynek zareagował w myśl zasady „kupuj plotki, sprzedawaj fakty", a złoty po ogłoszeniu wyroku TSUE doświadczył umocnienia, w pełni odrabiając straty, których doświadczył po informacji z dnia 20 października, kiedy poznaliśmy datę ogłoszenia wyroku TSUE" - Roman Ziruk z Ebury Polska

    (ISBnews)

     

  • 02.10, 09:10Skarbiec TFI: W rozmowach nt. zakładania PPK wracają obawy o trwałość programu 

    Warszawa, 02.10.2019 (ISBnews) - Oprócz problemów technicznych, w rozmowach na temat wdrażania pracowniczych planów kapitałowych (PPK) w dużych firmach pojawiają się obawy co do trwałości funkcjonowania tego programu, poinformował ISBnews dyrektor sprzedaży detalicznej Skarbiec Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (Skarbiec TFI) Tomasz Wantuch.

    "Rozmawiając z naszymi obecnymi i potencjalnymi partnerami, słyszymy o ich obawach co do trwałości funkcjonowania tego programu, problemach w związku z dostosowaniem modeli biznesowych, analizach kosztów funkcjonowania i wdrożenia PPK, zwiększeniu zaangażowania w administrowanie dyspozycjami i rozliczaniu wpłat uczestników" - powiedział Wantuch w rozmowie z ISBnews.

    Drugą stroną medalu są pracownicy, którzy mają oczywiście swoje wątpliwości i obiekcje, ale również nadzieje, że to rozwiązanie pomoże im w budowaniu osobistych oszczędności, dodał.

    "Najczęściej spotykamy się z obawami o trwałość funkcjonowania planów. Historia OFE jest znana większości i pozostawia za sobą, niestety, niesmak i obawy. Czy to będą moje pieniądze? Czy mi ich państwo lub pracodawca nie zabierze? Podobne wątpliwości pojawiały się przy wdrażaniu PPE, które - jak czas pokazał - funkcjonują z powodzeniem do dzisiaj. W rozmowach, pokazując sukces, posługujemy się przykładami z innych krajów, gdzie podobne rozwiązania funkcjonują z powodzeniem" - wskazał dyrektor.

    "Drugą wątpliwością jest to, ile tak naprawdę będzie mnie to kosztowało. Często PPK traktowane są przez pracowników jak obciążenie. Wątpliwości i obawy wynikają najczęściej z niezrozumienia albo zbyt wąskiego spojrzenia na zagadnienie. Jako eksperci staramy się pokazać szerszą perspektywę, pokazujemy kwoty, jakie można zaoszczędzić i przedstawiamy wymierne korzyści, jakie płyną z takiej formy oszczędzania" - dodał Wantuch.

    W tym zakresie eksperci Skarbiec TFI realizują strategiczne wytyczne zarządu spółki, kierowanego od końca stycznia 2019 r. przez Annę Milewską. Takie podejście jest szczególnie istotne przede wszystkim dla przedsiębiorców z sektora MŚP, przygotowujących się do wejścia w program PPK.

    Jak podkreślił Wantuch, firmy postawione przed takim wyzwaniem powinny opracować konkretny plan, najlepiej długoterminowy, ponieważ może to znacząco wpłynąć na postrzeganie ich atrakcyjności jako pracodawcy przez obecnych i przyszłych pracowników. Następny etap to proces i procedury. Na końcu istotna kwestią będzie sposób komunikacji.

    "Można przez cały proces przechodzić przy współpracy z instytucją finansową, do czego oczywiście zachęcam. Warto zająć się tematem wcześniej i zacząć działać, bo reagowanie na ostatnią chwilę może powodować napięcie i dyskomfort wszystkich zaangażowanych i zainteresowanych" - podsumował dyrektor.

    Podkreślił, że czasu na podjęcie decyzji o wyborze firmy inwestycyjnej jest coraz mniej. Do 25 października firmy zatrudniające ponad 250 pracowników muszą dokonać wyboru i podpisać umowę o zarządzanie. Do tej pory umowy podpisało około 1400 firm z pośród 4 tys. uprawnionych.

    Od 1 stycznia 2020 przystępują firmy zatrudniające od 50 do 249 osób, następnie od 1 lipca 2020 firmy zatrudniające od 20 do 49 osób i od 1 stycznia 2021 roku pozostali, w tym jednostki sektora administracji i finansów publicznych.

    Tomasz Oljasz

    (ISBnews)

     

  • 11.09, 17:20Kongres Nowej Mobilności: Za rozwojem branży muszą nadążać zmiany w prawie 

    Warszawa, 11.09.2019 (ISBnews) - Lublin, 11.09.2019 (ISBnews) - Konieczność dostosowania ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych do dynamicznie zmieniającego się rynku oraz zrównoważony rozwój publicznego transportu zbiorowego - to główne tematy Kongresu Nowej Mobilności (KNM), który odbył się w Lublinie w dniach 9-10 września br. Agencja ISBnews była patronem medialnym wydarzenia.

    "Mamy nadzieję, że po wyborach parlamentarnych elektromobilność będzie mogła nabrać drugiego życia. Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych jest młodą ustawą, od jej przyjęcia minęło półtora roku, to już wymaga zmiany tak, aby była dopasowana do rzeczywistych potrzeb rynku i nowych możliwości technologicznych" - powiedział dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych Maciej Mazur w rozmowie z ISBnews.tv.

    Dodał, że ustawa powinna nie tylko wyznaczać kierunki działań, ale też kreować narzędzia. Między innymi trzeba sprawić, aby zaczął działać fundusz niskoemisyjnego transportu.

    "Jeśli chcemy rozwijać elektromobilność w takim tempie, jak w Europie Zachodniej, USA czy Chinach, to musimy do deklaracji dołożyć narzędzia w postaci finansowego wsparcia zakupu pojazdów elektrycznych i rozwoju infrastruktury" - wskazał.

    Podczas KNM 30 miast podpisało deklarację na rzecz rozwoju elektromobilności. Sygnatarusze oczekują, że w najbliższym czasie zrobią to kolejne samorządy a PSPA będzie je wspierać poprzez szkolenia i raporty.

    Gościem specjalnym wydarzenia był wiceminister środowiska Michał Kurtyka, który traktuje rozwój elektromobilności jako proces promocji technologii, pozwalających połączyć wiele aspektów.

    "Cały świat przestawia się na produkcję samochodów elektrycznych, my także widzimy korzyści dla środowiska, kwestie zdrowotne i opłacalność ekonomiczną. Obecnie usunięta została największa bariera rozwoju elektromobilności, czyli dostępność samochodów" - powiedział Kurtyka w rozmowie z ISBnews.tv.

    Według niego, w momencie, kiedy pojawi się większa skala produkcji tych pojazdów, ograniczane są koszty ich produkcji, szczególnie koszty produkcji baterii litowo-jonowych. W związku z tym można oczekiwać, że w 2022 roku zakup małych miejskich samochodów elektrycznych będzie bardziej opłacalny niż samochodów spalinowych.

    "Taki trend obserwujemy i dlatego został on uwzględniony w 'Planie rozwoju elektromobilności', który rząd przyjął w marcu 2017 r. Lata 2017-2018 były poświęcone na stworzenie ram prawnych, a lata 2019-2020 to czas na projekty pilotażowe i budowę infrastruktury po to, aby upowszechnienie pojazdów elektrycznych miało miejsce w następnym, trzecim etapie od 2020 roku" - zapowiedział wiceminister.

    Kurtyka podkreślił, że resort środowiska wspólnie z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) pracuje nad tym, żeby pomóc samorządom odnaleźć się w rewolucji technologicznej.

    "Powstają strategie rozwoju elektromobilności na poziomie samorządowym. Już 200 gmin i miast jest zainteresowanych stworzeniem takich planów, a NFOŚiGW będzie dofinansowywał ich przygotowanie. Oczywiście pierwszym etapem jest rozwój transportu publicznego. Największe przetargi na autobusy elektryczne rozstrzygają się na naszych oczach" - ocenił.

    Kurtyka przypomniał, że tym roku głoszono przetargi na zakup 200 autobusów, w tym w Warszawie 100. W przyszłym roku zamówionych ma być 500 sztuk.

    "Elektromobilność to także korzyści przemysłowe, dlatego że Polska jest obecnie największym producentem i eksportem autobusów elektrycznych w Unii Europejskiej" - podkreślił wiceminister.

    Ważnym tematem jest identyfikacja graficzna w erze rozwoju elektromobilności. Podczas KNM zaprezentowany został "System identyfikacji wizualnej elektromobilności dla miast", czyli pakiet rozwiązań graficznych, w tym znaków poziomych i pionowych m.in. infrastruktury ładowania, miejsc postojowych czy buspasów, gotowych do umieszczenia w przestrzeni publicznej.

    Stowarzyszenie chce w najbliższym czasie przedstawić Ministerstwu Energii projekty nowych znaków.

    "Podczas kongresu rozpoczęliśmy konsultacje branżowe i zaprezentowaliśmy raport, w którym proponujemy cały zestaw znaków poziomych i pionowych. Liczmy na konstruktywną debatę" - podkreślił Mazur.

    W Lublinie swoje premiery miało kilka innych raportów dotyczących branży. Przedstawiono m.in. raporty nt. elektryfikacji floty transportu publicznego, stref czystego transportu oraz badanie czy Polacy w ogóle chcą takich stref i jak one powinny powstawać.

    "Z Urzędem Dozoru Technicznego (UDT) przedstawiliśmy raport, jak odbierać stacje ładowania pojazdów elektrycznych. Zaprezentowana została wiedza, dzięki której samorządy mogą rozwijać elektromobilność" - poinformował Mazur.

    Natomiast prezes UDT Andrzej Ziółkowski wyjaśnił, że brak zarejestrowanych stacji ładowania pojazdów elektrycznych na dziś wynika z faktu, iż rozporządzenie do ustawy o paliwach alternatywnych weszło w życie dopiero w lipcu br. UDT ma już jednak wyszkolonych inspektorów i odpowiedni sprzęt, aby przeprowadzać badania dopuszczające stacje ładowania do eksploatacji.

    "Czekamy na zgłoszenia. Cała idea, aby UDT zajął się tym zagadnieniem polega na tym, by stworzyć wszystkim graczom równe szanse na rynku. Bardzo istotne jest dopasowanie punktów ładowania do warunków przyłączeniowych, które oferowane są przez spółki dystrybucyjne. Chodzi o to, aby uniknąć sytuacji, że stacja ładowania umożliwia większy pobór energii niż warunki przyłączeniowe określone przez spółki" - wyjaśnił prezes UDT.

    Ziółkowski dodał, że klienci oczekują możliwości szybkiego ładowania samochodu elektrycznego. Czas ma być porównywalny do tankowania paliwa na stacji benzynowej. W związku z tym moce punktów ładowania są i będą coraz większe, co oznacza, że muszą być bezpieczne.

    Organizatorami Kongresu Nowej Mobilności 2019 było Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, Izba Gospodarcza Komunikacji Miejskiej, Związek Miast Polskich, a gospodarzem Miasto Lublin. Wydarzenie zostało objęte patronatem Ministerstwa Energii, Ministerstwa Środowiska, Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju, ISBnews oraz kilkudziesięciu polskich samorządów i instytucji.

    (ISBnews)

     

  • 11.09, 14:03Prezes Skarbiec TFI: Warto rozważyć ulgi dla pracodawców za obsługę PPK 

    Warszawa, 11.09.2019 (ISBnews) - Wprowadzenie programu pracowniczych planów kapitałowych (PPK) wiąże się z dodatkowymi obciążeniami dla pracodawców, dlatego warto rozważyć wprowadzenie dla nich ulg, np. podatkowych, oceniła w rozmowie z ISBnews prezes Skarbiec TFI Anna Milewska. Zwróciła też uwagę, że wprowadzenie PPK wymaga bardzo dużej i intensywnej akcji edukacyjnej skierowanej do objętych nimi pracowników.

    "PPK jest bardzo istotnym programem z punktu widzenia poziomu życia obecnych 20-,30- i 40-latków po zakończeniu ich działalności zawodowej. Jednak, aby on spełnił swoje zadanie w 100-proc. brakuje silnej edukacji skierowanej do jego uczestników" - powiedziała Milewska w rozmowie z ISBnews w kuluarach XXIX Forum Ekonomicznego.

    Jej zdaniem, poziom życia na emeryturze, bez oszczędności własnych, ulegnie drastycznemu obniżeniu. Dzisiaj bowiem młodzi ludzie żyją w otwartym świecie i chętnie korzystają z możliwości, na które wraz z przejściem na emeryturę nie będzie już ich stać. Konieczną, w tej sytuacji, akcję edukacyjną powinien przeprowadzić zarówno organizator PPK, a więc rząd, jak i towarzystwa zarządzające oszczędnościami oraz pracodawcy.

    "Niezbędne jest uświadomienie młodych ludzi, że składki odkładane w ZUS nie zapewnią poziomu życia, do którego przyzwyczaili się podczas pracy zawodowej. Szczególnie, gdyby zrealizowały się coraz częściej postulowane propozycje emerytury obywatelskiej" - wyjaśniła prezes Skarbiec TFI.

    Według niej, PPK odsłoniło również coś, o czym mówi się od dawna, a więc słabość instytucjonalną ZUS. W konsekwencji może to dodatkowo prowadzić do negatywnego odbioru nowego programu.

    "Konieczne jest więc uświadamianie, że nasze środki są przekazywane do instytucji, które będą profesjonalnie nimi zarządzać. Że są bezpieczne" - wskazała Milewska.

    Według prezes Skarbiec TFI, najważniejszą rolę w edukacji odgrywać powinni pracodawcy, choć w ich przypadku jest to najtrudniejsze do wykonania, ponieważ sami muszą ponieść pewne koszty.

    "Dodatkowa składka w wysokości 1,5% jest kosztem pracodawcy i może doprowadzić do cięcia kosztów w innej kategorii, a nie zawsze jest to łatwe, lub wręcz możliwe. Nie możemy też zapominać o cyklu koniunkturalnym i możliwym nadejściu spowolnienia gospodarczego" - zaznaczyła.

    Milewska zastanawia się więc, czy nie warto zrekompensować pracodawcom poniesionych kosztów - wyższej składki, logistyki dla dużych firm czy zakupu nowego oprogramowania i zatrudnienia pracowników do obsługi PPK.

    "Dlatego można się zastanowić, przynajmniej w pierwszym okresie, nad wprowadzeniem ulg dla przedsiębiorców. Na przykład ulg podatkowych" - wskazała prezes.

    Według Milewskiej, Skarbiec TFI jest na dobrej pozycji w rywalizacji rynkowej o przyszłych emerytów. Wynika to głównie z faktu, że skupiając się na obsłudze małych i średnich firm spółka włączy się w system z całą mocą dopiero w drugiej fazie działalności PPK. Dziś może obserwować rynek, konkurentów i w spokoju wyciągać konstruktywne wnioski.

    "Chcemy skupić się na przedsiębiorstwach mniejszych, ale dzięki temu możemy sprawniej monitorować i serwisować klientów. Konkurować musimy jednak przede wszystkim wynikami oraz jakością obsługi. W efekcie chcielibyśmy na koniec 2021 r. być wiodącym TFI wśród podmiotów niezależnych" - powiedziała Milewska.

    Prezes zdaje sobie sprawę, że jest to cel bardzo ambitny, ale - według niej - taka jest konieczność, by pozostać na rynku. Po 2021 r. rozpocznie się bowiem migracja pracowników pomiędzy towarzystwami.

    "To będzie szansa dla dobrze zarządzanych TFI, więc chcemy ją wykorzystać i pozyskać w tym okresie kilkadziesiąt tysięcy pracowników. Nie jest to bardzo dużo, ale nie zamierzamy naruszyć równowagi między liczbą klientów a możliwością ich profesjonalnej i kompetentnej obsługi" - wyjaśniła prezes.

    Dodała, że najważniejsze na rynku jest zaufanie do osoby czy podmiotu zarządzającego oszczędnościami. Jej zdaniem, nawet najlepsze wyniki nie zastąpią komfortu związanego np. ze stałym i aktywnym kontaktem ze swoim towarzystwem.

    "Najważniejsi dla nas są klienci, ponieważ to oni są ostatecznymi beneficjantami programu PPK. Muszą mieć zaufanie do firmy i pewność, że ich pieniądze są bezpieczne" - podsumowała Milewska.

    Skarbiec Holding S.A. jest grupą, której przedmiotem działalności jest zarządzanie funduszami inwestycyjnymi (fundusze inwestycyjne otwarte, specjalistyczne fundusze inwestycyjne otwarte, fundusze inwestycyjne zamknięte) oraz usługi zarządzania portfelami instrumentów finansowych na zlecenie. Skarbiec Holding S.A. jest jedynym akcjonariuszem Skarbiec TFI S.A., które powstało w 1997 roku jako piąte towarzystwo funduszy inwestycyjnych w Polsce i jest jednym z największych towarzystw niezależnych od jakiejkolwiek grupy bankowo-finansowej w Polsce.

    Lesław Kretowicz

    (ISBnews)

     

  • 03.09, 08:05ZBP: 64% bankowców oczekuje max. 3% średniorocznego wzrostu PKB w ciągu 4 lat 

    Warszawa, 03.09.2019 (ISBnews) - Blisko 2/3 bankowców (64%) ocenia, iż w ciągu najbliższych czterech lat średnioroczne tempo wzrostu Polski nie będzie przekraczało 3%, zaś co trzeci wskazuje, iż będzie to ponad 3%. Obawy bankowców dotyczące możliwości dalszego rozwoju gospodarki budzą głównie zbyt duże obciążenia i skomplikowany system podatkowy, a także brak wykwalifikowanej kadry, wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Związku Banków Polskich (ZBP). 

    "Z analizy Związku Banków Polskich w oparciu o dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego wynika, że można z optymizmem spoglądać na perspektywę kolejnych pięciu lat rozwoju gospodarczego w Europie i Polsce. Pomimo, że widoczne jest ochłodzenie nastrojów analityków, a średnia dla UE jest nieco niższa i wynosi 2,2%, to prognozy we wszystkich krajach wskazują na dalszy nieprzerwany wzrost PKB. Polska w dalszym ciągu znajdować się ma w czołówce krajów z najwyższym wzrostem PKB, chociaż sama prognoza obniżyła się o 0,1 pkt proc. w porównaniu do poprzedniego zestawienia" - czytamy w raporcie. 

    Wolniejszy wzrost (o ok. 0,5 pkt proc.) przewidywany jest także w Holandii, Rumunii, czy na Litwie. Wolno rosnąć będą również rozwinięte gospodarki krajów Europy Zachodniej, tj. Francji (1,5%), Belgii (1,4%), Wielkiej Brytanii (1,5%) czy Niemiec (1,3%). Wynik naszego zachodniego sąsiada to drugi najniższy poziom w całej UE, co niewątpliwie może być bardzo złym prognostykiem dla polskiej gospodarki - pierwszym tego sygnałem jest niski wskaźnik PMI, czyli wskaźnik aktywności finansowej przedsiębiorstw odzwierciedlający nastroje panujące na rynku. Najwolniejszy wzrost poziomu PKB odnotowany ma być we Włoszech i ma on wynieść zaledwie 0,6%, podano także. 

    Z raportu wynika, że aż 64% bankowców ocenia, iż w ciągu najbliższych 4 lat średnioroczne tempo wzrostu Polski nie będzie przekraczało 3%. Co trzeci pytany wyraża większy optymizm wskazując, iż będzie to ponad 3%, a 5% prognozuje nawet wzrost powyżej 4% rocznie. Jedynie 1% badanych szacuje wzrost polskiej gospodarki na poziomie niższym niż 1%.

    "Na pewno powinien nas cieszyć poziom dotychczasowego tempa wzrostu PKB. Z badań jednak  wynika, że Polacy są pełni obaw co do przyszłości m.in. z powodu napięć na rynkach międzynarodowych, destrukcyjnych sporów w kraju oraz spadku tempa wzrostu gospodarczego u naszych ważnych partnerów handlowych. Okres rysującego się spowolnienia postrzegam jednak jako okres zarówno wyzwań, ale i szans. Przed nami strategiczne programy rozwojowe, jak choćby program dekarbonizacji, rozwoju energetyki niskoemisyjnej, ochrona środowiska. Tu jest potrzebna współpraca nauki i firm. Dostrzegam także konieczność zwiększenia nakładów finansowych na takie dziedziny, jak mieszkalnictwo, edukację i służbę zdrowia" - skomentował prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz w rozmowie z ISBnews. 

    "Myślę też o potrzebie zmiany programów nauczania w systemie edukacji, bowiem postęp technologiczny rodzi potrzebę nowych kompetencji. To musi działać na styku praktyki i nauki, czyli potrzebny jest rozwój kształcenia dualnego. Szkoły zawodowe powinny zostać 'uszlachetnione' i muszą pokazać absolwentom, że wymagane będzie od nich posiadanie umiejętności posługiwania się maszynami z udziałem sztucznej inteligencji. To nie może być model kształcenia zawodowego sprzed 30 lat, bo on jest już w wielu sferach nieefektywny, biorąc pod uwagę obecne potrzeby pracodawców" - dodał prezes.

    ZBP podkreśla, że pomimo bardzo dobrych wyników wzrostu gospodarczego w Polsce w ostatnich latach, co trzeci pytany wskazuje, iż sytuacja ekonomiczna Polski pogarsza się, a 8% podkreśla nawet, iż jest ona zła lub bardzo zła. Połowa pytanych ocenia sytuację gospodarczą Polski jako stabilną, choć zdecydowana większość (44%) podkreśla, iż dostrzega pewne zagrożenia dla jej zachwiania.

    "Ponad 64% ankietowanych i 68% bankowców wskazuje, na zbyt duże obciążenia podatkowe, jako główny czynnik spowalniający rozwój. Równie istotnymi barierami są skomplikowany system podatkowy (wskazany przez 48% respondentów oraz 40% bankowców) oraz trudność w znalezieniu kompetentnych pracowników (wskazana przez 55% bankowców oraz 29% ankietowanych). Wśród innych ważnych barier wyróżnić można brak zachęt inwestycyjnych czy przeregulowanie rynku. Znacznie mniejsze znaczenie mają z kolei bariery sektora bankowego, czy marginalizująca się rola rynku rynku kapitałowego, na które w obu przypadkach wskazuje mniej niż co dziesiąty pytany" - czytamy także. 

    Prezes ZBP wskazał, że bankowcy szczególnie silnie odczuwają konieczność pojawienia się nowych, specjalistycznych kadr w systemie finansowym, ale - w jego ocenie - takie zmiany potrzebne są także w innych dziedzinach gospodarki, takich jak budownictwo, górnictwo, medycyna, czy rolnictwo. 

    Podkreślił, że dla dalszego finansowania gospodarki niezbędny jest silny system bankowy oraz prężny rynek kapitałowy.

    "Rynek kapitałowy w wyniku wielu błędów, przeregulowania i zbyt radykalnych rozwiązań, choćby dotyczących OFE został dramatycznie osłabiony, brak na nim koniecznego zaufania i stabilności. Gospodarka zaś potrzebuje długoterminowych źródeł finansowania rozwoju. Tu dużą szansą jest ożywienie rynku listów zastawnych, a tymczasem mamy zamrożone środki, które mogłyby być zaoferowane właśnie zagranicznym i krajowym inwestorom na krajowym rynku kapitałowym" - ocenił Pietraszkiewicz w rozmowie z ISBnews. 

    Wskazał także, że trzeba koniecznie zmniejszyć ekonomiczne  i biurokratyczne obciążenia polskiego systemu bankowego - głównego źródła finansowania polskiej gospodarki.

    "Bez stabilnie rozwijającego się systemu bankowego i towarzyszących mu innych instytucji finansowych trudno nawet marzyć o zrealizowaniu ambitnych programów rozwojowych" - podkreślił prezes ZBP. 

    Oczekiwania ekonomistów w stosunku do poziomu bezrobocia w UE wskazują na dalszy jego spadek - w większości krajów Europy poziom ten ma się znacząco obniżyć. Niezwykle korzystnie dla Polski kształtują się także prognozy rynku pracy w perspektywie pięciu najbliższych lat. Zgodnie z oczekiwaniami analityków, w 2024 roku Polska dołączy do ścisłej czołówki krajów o najniższym poziomie bezrobocia, notując na przestrzeni następnych pięciu lat średni jego poziom ok. 3,5%. Jest to wynik jedynie o 0,2 pkt proc. wyższy niż w Niemczech i taki sam, jak w wysoce rozwiniętej gospodarce Holandii. 

    "Warto zauważyć jednakże, iż tak niski poziom bezrobocia może oznaczać rzeczywisty niedobór wykwalifikowanych pracowników, co w długim okresie może stanowić istotną barierę rozwoju polskiej gospodarki. Ta tendencja w dłuższej perspektywie może mieć jednak negatywne konsekwencje związane z brakiem rąk do pracy. Pod tym względem niepokojące są również dane dotyczące całkowitej liczby osób pracujących. W ostatnim kwartale 2018 roku według danych GUS w Polsce pracowało 16 mln 400 tys. osób. Wskazuje to na spadek rok do roku o 1,3 pkt proc., co może oznaczać, że Polacy rezygnują z pracy, a także, że zmienia się struktura wiekowa w Polsce w zakresie aktywności zawodowej" - czytamy w raporcie.

    Jak podkreśla Pietraszkiewicz, spadające bezrobocie oznacza konieczność zadbania o szybszy wzrost zatrudnienia, szczególnie wśród kobiet i osób dotkniętych niepełnosprawnością oraz o lepszą wydajność i produktywność, które rosły w ostatnich latach.

    "Potrzebna jest także intensywna ale dobrze organizowana elektronizacja i robotyzacja gospodarki tak, aby nie doszło do zmniejszenia, jak to się stało w wielu krajach, jej produktywności. Do tego potrzebny jest nam przyjazny ekosystem dla wzrostu inwestycji prywatnych" - uważa prezes. 

    Na drodze do oczekiwanego wzrostu gospodarczego może stanąć także inflacja, bowiem prognozy MFW wskazują jednoznacznie, że w ciągu najbliższych pięciu lat Polska z kraju o jednym z najniższych poziomów inflacji, stanie się krajem, gdzie ceny będą wzrastały szybciej niż w reszcie krajów UE (średnia w Europie 2%). Szacunki te są jednak bardziej optymistyczne niż przed rokiem, gdzie prognozowany średnioroczny poziom inflacji wynosił 2,5%. Obecne prognozy do 2024 roku wskazują średnio na 2,1%. Podobna sytuacja obserwowana będzie u naszych południowych sąsiadów - Czechów i Słowaków. Największy wzrost cen, bo aż 3-proc., przewidywany jest na Węgrzech, a najniższy we Włoszech - 1,3%.

    Autorzy raportu zwracają uwagę, że już teraz w Polsce wśród niektórych produktów zmiany cen są niepokojące - obserwowany jest m.in. wyraźny wzrost cen żywności. Potwierdzają to także wyniki badania zrealizowanego w sierpniu br. przez ZBP, w którym Polacy pytani o to jaki wzrost cen w ciągu ostatniego roku odczuli najbardziej, w 82% wskazują na wzrost cen artykułów spożywczych. Co drugi pytany wskazuje także na wzrastające koszty paliwa (transportu) oraz rachunki za gaz, prąd czy wodę. Niewątpliwie, dla Polaków inflacja staje się problemem. 

    "Nie lekceważyłbym kwestii inflacji. Tego powinniśmy się obawiać i powinna być ona przedmiotem troski ze strony banku centralnego i nadzorców, ale też przedsiębiorców. Trzeba zrobić wszystko, by do nadmiernego wzrostu inflacji nie doprowadzić. Tym bardziej, że skutki inflacji od kilku kwartałów odczuwa większość Polaków, a najbardziej osoby najsłabsze ekonomicznie" - podsumował Pietraszkiewicz. 

    Agnieszka Morawiecka

    (ISBnews)
     

  • 28.08, 10:01Bochenek: Po orzeczeniu TSUE liczba spraw w sądach przeciw bankom wzrośnie 

    Warszawa, 28.08.2019 (ISBnews) - Jeśli orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) potwierdzi tezy Rzecznika Generalnego TSUE, to można zakładać, że większość spraw dotyczących kredytów indeksowanych do CHF będzie rozstrzygana na korzyść klientów. Dotychczasowe orzecznictwo sądów oraz "istotne poglądy w sprawie" wydane przez krajowego Rzecznika Finansowego tę tezę wzmacniają, a tym samym można oczekiwać zwiększonej liczby pozwów przeciw bankom po ogłoszeniu decyzji TSUE, uważa radca prawny, radca prawny Wojciech Bochenek z Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych Sp. Komandytowa

     "W chwili obecnej, możliwą drogą dochodzenia swoich roszczeń od banku, jest droga sądowa. Nie posiadam informacji, aby w tego typu sprawach były zawierane ugody z klientami. Czy to się zmieni, będzie zależało od decyzji strategicznych ich właścicieli. Skala dotychczasowych powództw to ok. 20 tys., przy łącznej liczbie umów kredytów indeksowanych w CHF na poziomie ok. 800 tys. Widać, że liczba pozwów rośnie - porównując informacje z pierwszego kwartału 2018 r. z informacjami z pierwszego kwartału 2019 r., wzrosła o 700. Można zakładać, że proces ten będzie nasilał się w kolejnych miesiącach - po wydaniu orzeczenia TSUE w polskiej sprawie" - powiedział Bochenek w rozmowie z ISBnews. 

    Wskazał, że kredytobiorcy w ostatnich miesiącach otrzymali sporo pozytywnych bodźców, wspierających ich starania o dochodzenie swoich praw, jak choćby trzy istotne wyroki Sądu Najwyższego z października 2018 r., oraz kwietnia i maja 2019 r., "istotne poglądy w sprawie", wydawane przez Rzecznika Finansowego lub Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, czy pozytywne dla klientów rozstrzygnięcia w sądach powszechnych.

     "To sprawia, że coraz więcej osób czuje wsparcie ze strony instytucji państwowych i będzie śmielej dochodziło swoich spraw w sądach" - uważa Bochenek. 

    Dodał, że ostatnia nowelizacja ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych zachowała maksymalną opłatę od pozwu w sprawach z roszczeń bankowych w wysokości 1 000 zł, zaś w sytuacji, gdy sprawa wcześniej była rozpatrywana w trybie polubownym, koszt ten będzie niższy o 2/3, jednak nie więcej niż 400 zł.

     "Dodatkowo od listopada będzie można złożyć pozew przeciw bankowi według miejsca zamieszkania kredytobiorcy, a nie jak dotychczas według miejsca siedziby banku lub oddziału banku, co również jest dużym udogodnieniem dla klientów banków" - uważa radca prawny. 

    Bochenek podkreślił również, że Sąd Najwyższy kilka dni temu opublikował materiały edukacyjno-merytoryczne z serii Studia i Analizy Sądu Najwyższego pt. "Kredyty walutowe Zagadnienia węzłowe", w których przedstawił rozważania w zakresie umów kredytowych powiązanych z kursem waluty obcej.

    "Z lektury tych materiałów można wywnioskować, że orzecznictwo idzie w stronę ujednolicenia i będzie zmierzać w stronę tzw. odfrankowania kredytów, tj. pozostawienia umowy kredytowej z kwotą kredytu w PLN, bez klauzuli indeksacyjnej z oprocentowaniem opartym o stawkę LIBOR. Sądy krajowe zaczynają powoływać się na najnowsze orzecznictwo Sądu Najwyższego i TSUE" - dodał. 

    Wskazał także, że jeśli TSUE powieliłby tezy Rzecznika Generalnego z polskiej sprawy frankowej C- 260/18 - a do tej pory stawał on po stronie klientów - to oznaczałoby, że klauzule przeliczeniowe, które zostały już przez Rzecznika Generalnego TSUE uznane za niedozwolone, przestałyby wiązać strony umowy, gdyż nie określają one precyzyjnie mechanizmu określającego kurs walut, na podstawie którego ustalana jest wysokość kredytu i poszczególnych rat miesięcznych. To zaś oznacza, że kredytobiorca nie wie, jaką kwotę kredytu ostatecznie będzie musiał spłacić. 

    "Opinia Rzecznika jest jednoznaczna - jeśli w umowie występuje postanowienie niedozwolone, to należy usunąć to postanowienie z umowy, przy czym strony związane są jej pozostałymi zapisami. W sprawach frankowych będzie to usunięcie z umowy mechanizmu przeliczającego do kursu franka szwajcarskiego, wówczas pozostanie kredyt w złotych oparty o LIBOR plus marża" - dodał

    Według radcy prawnego, aktualnie sądy są podzielone - jedne już orzekają na korzyść klientów, inne zawieszają postępowania do czasu wydania orzeczenia TSUE, są też takie, które oddalają sprawy konsumentów.

    "Można jednak oczekiwać, że mając już stanowisko TSUE i polskiego Sądu Najwyższego będą przyspieszały rozstrzyganie tych spraw" - podsumował Bochenek. 

    Agnieszka Morawiecka 

    (ISBnews)

     

  • 17.07, 13:13Prezes PPM Taurus chce być rzecznikiem małych firm u prezydenta 

    Warszawa, 17.07.2019 (ISBnews) - Powołany przez prezydenta Andrzeja Dudę do Rady ds. Przedsiębiorczości prezes producenta wędlin - firmy Taurus Stanisław Jarosz chce zostać w niej rzecznikiem małych firm i przekonywać prezydenta do mocniejszego zaangażowania się w walkę o poprawę ich losu, jak zadeklarował Jarosz w rozmowie z ISBnews. Jego zdaniem, najbardziej palącym problemem jest brak rąk do pracy oraz mała dbałość o polską tradycję.

    "Taurus jest nadal średniej wielkości firmą, prowadzącą 15 barów, posiadającą 2 zakłady produkcyjne i zatrudniającą 550 osób. Dlatego w Radzie ds. Przedsiębiorczości chciałbym się skupić na działaniach na rzecz mniejszych podmiotów, tym bardziej, że w tej chwili jestem tam jedynym przedstawicielem tego segmentu" - powiedział Jarosz w rozmowie z ISBnews.

    Zdaniem prezesa, największym wyzwaniem, z jakim borykają się obecnie mniejsze podmioty, szczególnie o charakterze produkcyjno-usługowym, jest brak pracowników. Ratunkiem mogą być imigranci zarobkowi, szczególnie z Ukrainy i Białorusi, ale obowiązujące dziś przepisy nie są dla nich sprzyjające.

    Firma Taurus, zatrudniająca w dużej części kobiety cierpi także na tym, że powszechny program 500+ powoduje ich rezygnację z pracy. Z drugiej zaś strony, aż 3 niehandlowe niedziele w miesiącu wywołują sprzeciw pracowników barów, którzy też chcieliby mieć wtedy wolne, wskazał Jarosz.

    Według niego, kolejnym problemem są przepisy dotyczące uzyskiwania dopłat czy dotacji do nowo otwieranych przedsięwzięć np. kolejnych barów przy autostradach.

    "Jako firma zatrudniająca 550 osób, jesteśmy traktowani już jako duży podmiot, więc zgodnie z przepisami nie należą nam się dofinansowanie ze środków unijnych. W efekcie budując kolejne bary na terenie całej Polski, nie możemy dostać na te pojedyncze tak naprawdę inwestycje żadnej pomocy. A nie wyobrażam sobie tworzenia pod każdy bar np. spółki celowej i pisania kolejnych wniosków, ponieważ generuje to określone koszty" - wyjaśnił.

    Prezes zwrócił także uwagę na dominację globalnych sieci sklepów czy fast-foodów w centrach miast oraz przy najważniejszych polskich drogach. Podkreślił, że nie ma ochrony polskiego producenta, tym bardziej, że tej wielkości podmioty mocno śrubują ceny od krajowych dostawców.

    "Chciałbym przekonać prezydenta, że warto chronić i promować tradycyjne polskie firmy, polską kuchnię, polskich przedsiębiorców. Nie mówimy o zakazie lokowania zagranicznych sieci w Polsce, ale o wprowadzeniu np. górnej granicy dla nich i konieczności budowania przy drogach także restauracji w rodzimą kuchnią" - wyliczył Jarosz.

    Prezes zapowiedział, że obecnie planuje przygotować dokument zawierający wszystkie przemyślenia małego przedsiębiorcy-praktyka, w którym, także przy udziale pracowników, zawrze listę "życiowych" zmian ułatwiających mu działalność.

    "Pracując w Radzie, chciałbym połączyć moje doświadczenia praktyczne z wiedzą naukową i teoretyczną innych jej członków. Jako jedyny w tym gronie przedstawiciel małych firm chcę być tam ich rzecznikiem i walczyć o poprawę warunków ich funkcjonowania" - podsumował Jarosz.

    Dzisiejsze Przedsiębiorstwo Przemysłu Mięsnego Taurus to nowoczesny zakład przetwórstwa mięsa, zakład produkcji wyrobów garmażeryjnych oraz sklepy i hurtownie. W skład firmy wchodzi także sieć barów, hoteli oraz domy weselne.

    Lesław Kretowicz

    (ISBnews)

     

  • 05.07, 08:34Kaźmierczak z ZPP uważa spotkanie Philipa Morrisa z posłami za zgodne z prawem 

    Warszawa, 05.07.2019 (ISBnews) - Spotkanie przedstawicieli koncernu Philip Morris Polska z posłami rządzącej partii w Sejmie nie miało charakteru lobbingowego i nie powinno budzić kontrowersji, uważa przewodniczący Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) Cezary Kaźmierczak. Jednocześnie reakcja na spotkanie pokazuje, że działalność lobbingowa jest w Polsce powszechnie źle rozumiana, ale też nieefektywnie regulowana prawnie.

    "W moim przekonaniu w tej sprawie naganne byłoby, gdyby spotkanie odbyło się np. w nocy na stacji benzynowej lub też gdyby przedstawiciele Philip Morris nie poszli na nie sami, tylko wysłali naukowców, którzy udawaliby, że są niezależnymi ekspertami. Żaden z tych przypadków nie miał miejsca" - powiedział Kaźmierczak w rozmowie z ISBnews.

    Według niego, to spotkanie nie miało charakteru tajnego, skoro odbyło się w Sejmie. W tej sytuacji nie ma niczego nagannego.

    "Nie wiem, co w tej sytuacji jest kontrowersyjnego czy sprzecznego z prawem - w tym, że posłowie spotkali się z firmą w Sejmie? Ja uczestniczyłem w Sejmie w dziesiątkach spotkań o podobnym charakterze, podczas których różnego rodzaju branże prezentowały swój punkt widzenia. Z tych spotkań, w których uczestniczyłem, nikt nie robił stenogramów" - wskazał przewodniczący ZPP.

    RMF FM podało, że ponad miesiąc temu politycy partii rządzącej spotkali się z przedstawicielami Philip Morris Polska w Sejmie. Jak informowało radio, przedstawiciele korporacji zaprezentowali badania o potencjalnie mniejszej szkodliwości nowoczesnych wyrobów tytoniowych, takich jak podgrzewane papierosy (których PM jest największym producentem). Fakt odbycia spotkania, ani jego przebieg nie zostały nigdzie formalnie odnotowane.

    "To, co opisał RMF to nie jest działalność lobbingową, bo działalność taką wykonuje się w imieniu osób trzecich, a nie w imieniu własnym. A oni działali w imieniu własnym - nie są więc lobbystami, tylko przedstawicielami swojego interesu. Ja jestem lobbystą w stosunku do naszych członków, bo w ich imieniu często występuję, natomiast oni sami nie są - oni są stroną" - skomentował Kaźmierczak.

    Zwrócił uwagę, że ta sytuacja nie ma nic wspólnego z ustawą o lobbingu także z tego względu, że to spotkanie nie dotyczyło żadnej ustawy, która jest aktualnie procedowana.

    Jednocześnie opowiedział się za nowym uregulowaniem kwestii działalności lobbingowej.

    "Ustawa o lobbingu jest martwa, praktycznie nikt jej nie przestrzega - w Polsce jest zarejestrowanych tylko kilku lobbystów. Trzeba napisać nową ustawę o lobbingu. Ja bardzo bym chciał, żeby taka ustawa powstała, ponieważ ja stale spotykam się z przypadkami nielegalnego - w moim przekonaniu - i niemoralnego lobbingu, gdzie przychodzi ktoś, kto podaje się za eksperta, a ewidentnie realizuje zadania przedstawione przez jedną ze stron. Sam chętnie mogę o taką ustawę walczyć" - wskazał Kaźmierczak.

    Kluczowe jest, by poseł czy minister wiedział, z kim rozmawia i żeby za zatajanie tej informacji przewidziana była surowa kara, podkreślił.

    "W przypadku związków pracodawców sytuacja jest o tyle inna, że my działamy na podstawie Ustawy o organizacjach pracodawców i Ustawy o Radzie Dialogu Społecznego. My w rozumieniu tych ustaw nie jesteśmy lobbystami, choć tak naprawdę jesteśmy, bo reprezentujemy naszych członków - ale to nam nakazują ustawy, na podstawie których działamy" - wskazał także Kaźmierczak.

    Philip Morris Polska jest członkiem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Według "Manifestu ZPP", jednym z celów działania Związku jest "reprezentowanie i obrona członków Związku przed nieuzasadnionymi działaniami organów państwa i samorządu terytorialnego".

    Tomasz Oljasz

    (ISBnews)

     

  • 15.05, 11:14BCG: Strategię transformacji energetycznej można i warto opracować bardzo szybko 

    Katowice, 15.05.2019 (ISBnews) - Polskie przedsiębiorstwa są w stanie samodzielnie przeprowadzić pewne elementy transformacji energetycznej, natomiast by dokonać jej w sposób całościowy, biznes potrzebuje transparentnych, długoterminowych ram działania, które określałyby cele, do jakich dążymy, poinformował dyrektor Boston Consulting Group (BCG) Tomasz Kędzierski w rozmowie z ISBnews. Przypomniał, że na przestrzeni lat pojawią się technologie, które zmienią obraz światowej energetyki - dlatego strategia powinna zostać opracowana szybko, a potem uzupełniona o regulacje, uwarunkowania formalno-prawne oraz korygowana wraz z pojawianiem się nowych technologii.

    "Biznes jest w stanie przeprowadzić pewne elementy transformacji energetycznej, natomiast aby dokonać jej w sposób całościowy, potrzebuje transparentnych i przewidywalnych długoterminowo ram działania. To skłoni firmy do podejmowania świadomych decyzji i pozwoli generować przewidywalne stopy zwrotu" - powiedział Kędzierski w rozmowie z ISBnews w kuluarach XI Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EKG) w Katowicach. Agencja ISBnews jest głównym patronem medialnym EKG.

    Podczas debaty na EKG omówiono przygotowany przez BCG i Fundację WWF Polska raport "2050 Polska dla pokoleń, wybieramy przyszłość".

    "Raport pokazuje, że spoglądając na gospodarkę należy uwzględniać ekonomiczne koszty zmian klimatycznych" - powiedział podczas debaty prezes WWF Polska Mirosław Proppe.

    "Jest wiele znaków zapytania, np. o magazynowanie energii. Musimy mieć uporządkowany i spójny plan, w jaki sposób, a przede wszystkim w stronę jakich celów chcemy rozwijać nasz kraj. Raport jest punktem wyjścia do wypracowania długoterminowej strategii transformacji energetycznej Polski" - dodał.

    Według prognoz zawartych w raporcie, wdrożenie scenariusza gospodarki zbliżonej do zeroemisyjnej w latach 2020-2050 może przynieść Polakom skumulowane oszczędności w wysokości 447-462 mld zł, czyli około 15 mld zł średniorocznie (w scenariuszu z wyższymi cenami uprawnień CO2 - 499-514 mld zł, tj. 19 mld zł średniorocznie), co oznacza nawet 1% rocznego PKB.

    "Może się to stać dzięki spadkowi kosztów zużycia energii w gospodarstwach domowych i budynkach usługowych, kosztów importu paliw oraz zmniejszenia kosztów opieki zdrowotnej. Przy okazji, dzięki inwestycjom w termomodernizację budynków, powstać może dodatkowych 24 tys. miejsc pracy" - czytamy w raporcie.

    Kędzierski podkreślił, że celem raportu nie jest przedstawienie docelowych rozwiązań we wszystkich poruszanych kwestiach, ale otwarcie debaty publicznej na temat konieczności łączenia rozwoju gospodarczego z ochroną środowiska.

    Wiceprezes Tauron Polska Energia Jarosław Broda zwrócił uwagę, że obecnie nie mamy w Polsce technologii, które doprowadziłyby nas do pełnej neutralności energetycznej w 2050.

    "Naszą szansą jest, by wejść na falę 'zielonych technologii' i być jej kreatorem, nie tylko konsumentem nowych rozwiązań technologicznych. Do tego potrzebna jest długoterminowa strategia, niezbędna, aby przedsiębiorstwa mogły kreować rentowne biznesy, skoncentrowane na tej dziedzinie. Widzimy już presję ze strony instytucji finansowych czy inwestorów, ponieważ coraz więcej inwestorów nie angażuje się w firmy pozostawiające duży ślad węglowy" - wymieniał Broda.

    "O tym, jak szybko pojawiają się i upowszechniają nowe technologie, mogą świadczyć rowery miejskie czy hulajnogi elektryczne" - wskazał wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) Bartłomiej Pawlak.

    "Dzisiaj, z perspektywy menadżera zarządzającego w dużej firmie, mogę powiedzieć, że to właśnie są najczęściej wybierane przeze mnie środki transportu" - dodał.

    Dyrektor innowacji w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii Jan Staniłko zwracał uwagę na potrzebę uwzględnienia wszystkich kosztów, jakie gospodarka i społeczeństwo ponosi w związku z wykorzystywanym systemem i miksem energetycznym. "Gdyby wszystkie koszty zostały uwzględnione, rozmawialibyśmy o zupełnie innych kosztach energii" - powiedział Staniłko.

    "Zmiany klimatyczne są realne, nawet jeśli nie odczuwamy ich tak drastycznie w naszej szerokości geograficznej. Ale są one coraz częściej uwzględniane w polityce inwestycyjnej firm oraz w politykach wewnętrznych, definiujących sposoby działania korporacji" - stwierdziła wiceprezes ING Banku Śląskiego Joanna Erdman.

    W raporcie przedstawiono cztery kluczowe obszary rekomendacji, które przyczynią się do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych oraz poprawy jakości powietrza:

    "-Stworzenie i wdrożenie planu rozwoju innowacyjnego, a docelowo zeroemisyjnego systemu produkcji energii elektrycznej.

    - Realne i dostosowane do możliwości społecznych wsparcie dla ograniczenia zużycia energii w gospodarstwach domowych i budynkach usługowych oraz w przemyśle.

    - Rozwój floty niskoemisyjnych, np. samochodów elektrycznych.

    - Rozwój transportu publicznego, ruchu rowerowego oraz transportu kolejowego" - czytamy w raporcie.

    "Nasze analizy wskazują, że w samym obszarze zdrowia jesteśmy w stanie zaoszczędzić do roku 2050 ok. 120 mld zł. Środki uzyskane z tego tytułu pozwoliłyby sfinansować różnicę w wydatkach kapitałowych, niezbędnych do zrealizowania bardziej ambitnego scenariusza gospodarki zbliżonej do zeroemisyjnej w 2050 roku. Musi być zapewniony transfer pieniądza i rozwiązania bardziej regulacyjno-systemowe" - powiedział ISBnews dyrektor w BCG.

    "Drugi obszar to jest obszar związany z importem ropy naftowej - a samochód elektryczny jest o wiele tańszy w eksploatacji niż spalinowy. Przejście na samochody elektryczne wygenerowałoby oszczędności przekraczające 100 mld zł. Jednakże perspektywa firm energetycznych lub różnych graczy może być taka, że korzyści nie są widoczne. Kwestią pozostaje to, by stworzyć ramy systemowe pozwalające tym instytucjom podejmować decyzje. Każde przedsiębiorstwo ma swoje określone cele inwestycyjne i horyzont inwestycyjny. Większość managerów myśli kategoriami 2-5 lat - natomiast inwestycje, o których mówimy, musiałyby się wydarzyć na przełomie lat 30" - podsumował Kędzierski w rozmowie z ISBnews.

    W debacie podczas EKG Kędzierski podkreślił ponadto, że obecnie w Polsce straty związane z anomaliami pogodowymi wynoszą 9 mld zł rocznie, co ma realne przełożenie na PKB. Przypomniał, że efektem smogu w miastach jest spadek ich atrakcyjności inwestycyjnej.

    Renata Oljasz

    (ISBnews)

     

  • 15.04, 16:24Kwieciński: Dla posiadaczy obecnych IKE powstaną subkonta dla środków z OFE 

    Warszawa, 15.04.2019 (ISBnews) - Dla posiadaczy obecnych indywidualnych kont emerytalnych (IKE) zostaną utworzone subkonta w ramach ich IKE na środki przekazywane w procesie przekształcenia otwartych funduszy emerytalnych (OFE) w IKE, poinformował ISBnews minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński.

    "W projekcie ustawy zapisaliśmy, że dla osób, które już posiadają IKE, środki przekształcone z OFE zostaną umieszczone w subfunduszu w ramach tego IKE. A te osoby, które IKE nie posiadają, założą nowe IKE. W ten sposób chcemy upowszechnić system IKE" - powiedział Kwieciński w rozmowie z ISBnews.

    Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział dziś na konferencji, że rząd przedstawia dziś propozycję przeniesienia całości środków z OFE, w kwocie 162 mld zł, na prywatne, indywidualne konta emerytalne. Możliwe też będzie pozostawienie całości środków na koncie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). Same OFE zostaną przekształcone w fundusze inwestycyjne i zachowają ciągłość działania.

    Środki przenoszone z OFE do IKE zostaną obciążone 15-proc. opłatą przekształceniową.

    Marek Knitter

    (ISBnews)